wtorek, 2 sierpnia 2011

Zerwać z narodową tradycją !

Po 15 miesiącach od katastrofy smoleńskiej ukazał się wreszcie raport komisji Millera i od razu przyćmił wszystkie inne wydarzenia, włącznie z rzezią w Norwegii.

Każdy kanał polskiej TV nadaje obszerne wywiady ze wszystkimi: bliższymi i dalszymi rodzinami ofiar, ekspertami i pseudo ekspertami. Myślę, że wiedza Polaków na temat wypadków lotniczych przekracza wielokrotnie wiedzę przeciętnego Niemca, Anglika, czy Hiszpana. Nasycenie mediów tą tematyką przez cały okres 15 miesięcy było tak znaczne, że mimo woli każdy rodak obudzony w środku nocy odróżni bez problemu termin „ścieżka” od terminu „kurs”, wie doskonale co to jest „drugi krąg”, a zapytany w mig odpowie jakiego wysokościomierza należy używać na danym pułapie.

Co natychmiast postawi go na znacznie bardziej profesjonalnej pozycji od załogi nieszczęsnego Tupolewa 154M, która w krytycznym okresie lotu zwracała uwagę nie na ten przyrząd, który trzeba.
Dodajmy, na co nikt dotychczas w wywiadach TV nie zwrócił szczególnej uwagi, że chodzi tu o załogę 3 osobową, której asystował (bez pasów bezpieczeństwa podczas próby lądowania !) jako czwarty w kokpicie, szef wojsk powietrznych RP w randze generała.
(Według pilota i eksperta komisji Wieslawa Jedynaka generał odczytywał prawidłowo wysokość samolotu, ale nie mając na uszach słuchawek lotniczych, nie był prawdopodobnie słyszany przez załogę. Mój komentarz: Więc po co tam był – żeby stresować swoją obecnością pilotów, czy w charakterze gapia ?!)
W tym kontekście warto sobie uświadomić, że od lat 90-tych załogi kokpitowe Boeingów i Airbusów śmigających wiele razy dziennie np. nad Atlantykiem, liczą tylko 2 osoby.

Przypomina mi się tutaj dowcip (ethnic joke) o tym, ilu Polaków potrzeba, aby przykręcić żarówkę: pięciu - jeden wchodzi na stół i trzyma żarówkę, a czterech obraca stołem.

To, co nas biednych telewidzów i czytelników prasy nieuchronnie teraz czeka, to polski dialog między PISem i PO. Polski to dialog dlatego, że zamiast rzeczowych argumentów podanych w złośliwej, ale często dowcipnej formie (zażarte dyskusje w brytyjskiej Izbie Gmin) jedna strona zarzuci drugiej, jak zwykle, zdradę narodową, brak honoru i sprzedajność – ogólnie biorąc Targowicę do kwadratu. Na ekranach można będzie oglądać do woli, stężałe i nieruchome twarze polityków, starających się wbrew swoim naturom i odruchom kontrolować wydzielane z siebie decybele i ukazywane na wizji tiki nerwowe, kontynuując jednocześnie jak najobfitsze wytryski żółci.

Bezradna i sfrustrowana pani redaktor Kropki nad I zapewne znów nie przebije się przez nieustający 20 minutowy słowotok posłanki Kempy, która opanowała do perfekcji trudną sztukę nieprzerwanego mówienia zarówno na wdechu jak i na wydechu.

Niejako w cieniu tych wypowiedzi pozostaną fakty. Już teraz PISowcy uważają, że raport Millera niedostatecznie uwypukla błędy strony rosyjskiej, kosztem wizerunku strony polskiej.
Nie wdając się nawet w analizę tego aspektu, uważam, że wymieniony w raporcie Millera zestaw błędów strony polskiej jest tak nieprawdopodobnie wielki, obciążający i kompromitujący zarazem, że przypomina mi się nadane niedawno w TV niemieckiej, odtworzone przemówienie Adolfa Hitlera po kampanii polskiej, w którym z jednej strony z wielkim szacunkiem wyraża się o bohaterstwie i waleczności naszych żołnierzy, ale jednak z drugiej podsumowuje: “… aber die Organisation war… Polnisch”.

Tak, bohaterskie i samobójcze czyny to kwintesencja tradycji polskiej. Z kawalerią na czołgi, z paroma zdobycznymi samochodami pancernymi i domowo kleconą bronią maszynową na po zęby uzbrojonego wroga (Powstanie Warszawskie – akurat 67 rocznica), z niedoszkoloną załogą na rosyjską gęstą mgłę na prymitywnym lotnisku Smoleńsk, na którym brakowało żarówek do oświetlenia pasa startowego !
Ale co tam zresztą Smoleńsk ?
Raptem 96 zabitych ! W Powstaniu rozpoczętym z naszej inicjatywy, również bez sensu, ginęło ponad 3000 ludzi dziennie ! (W Iraku poległo tyle samo ludności cywilnej w ostatnich 8 latach, co w Powstaniu przez 63 dni). Dobrze, że nie trwało ono dłużej, bo nie byłoby się komu poddać Niemcom.
I co ? Ano obchodzimy starannie każdą rocznicę tego zbiorowego samobójstwa i zniszczenia substancji materialnej naszej stolicy. To nasz, polski, tradycyjny kult bezsensownej śmierci, której rezultatem były dramaty indywidualne i zbiorowe, klęska i potworne straty materialne.

Może jednak na początku 21 wieku trzeba zacząć zrywać z tą, jak widać, wieloletnią (ale mało praktyczną) tradycją narodową czynów szalonych, niechlujstwa, niedbalstwa, ogólnego braku poszanowania dla obowiązujących przepisów i „jakoś to będzie”.
Chyba, że jesteśmy głęboko wierzącymi Polakami-katolikami i powiemy sobie jasno po każdym dramacie: „Bóg tak chciał”. A na przyszłość zawierzymy nasz los Maryi, Królowej Polski – zawsze dziewicy, a dodatkowo w Sejmie uchwalimy, że Jezus Chrystus jest Królem Polski.
Dwie osoby na tronie ojczystym, to byłaby potęga !
(Król z Królową się chyba nie pokłóci, bo to przecież rodzina).

Wtedy sprawę smoleńską i parę innych spraw mielibyśmy z głowy. I spoko. Co nie ?

sobota, 30 lipca 2011

Utracone dziewictwo

Kraje skandynawskie w porównaniu do reszty Europy stanowiły przez stulecia pewną homogeniczność kulturową i obyczajową. Oczywiście grubą przesadą byłoby Skandynawów kiedykolwiek traktować jak monolit, jednakowoż ich „nordyckość” fizjonomii, zewnętrzny chłód i rezerwa w kontaktach, dobra organizacja życia społecznego, pracowitość i wytrwałość, stanowiły „od zarania dziejów” zespół cech wyróżniających tych ludzi północy.

Z tym, że od lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku rozpoczął się proces, który trwa nieprzerwanie, a polega na stopniowym zacieraniu się wspólnych cech pozwalających zdecydowanie odróżnić ich od mieszkańców pozostałych części Europy.
Ktoś kto tak jak ja miał okazje do bardzo częstego odwiedzania Skandynawii już od końca lat 60-tych, widzi bardzo wyraźnie zmiany wynikające z procesu, który stanowi kolejny etap „wędrówki ludów”. Tym razem to już nie niegdysiejsze wyprawy krzyżowe, ale, używając analogii, „wyprawy półksiężycowe”. Odbywane za pełną aprobatą, ba, nawet zachętą ze strony „najeżdżanych” krajów, w imię miłości bliźniego i ratowania prawdziwych i fikcyjnych azylantów pochodzących z biednych, przeważnie islamskich krajów.

W Roku Pańskim 2011 nie warto już sięgać głębiej do genezy zmian etnicznych w Danii, Norwegii czy Szwecji. Jest jak jest. A za następne 50 lat pewnie nikomu smukła blondynka nie będzie kojarzyła się ze Skandynawią, chociażby dlatego, że rozrodczość ciemnoskórych (zwanych za PRLu beżowymi) dalece przekracza tę Białasów.
Czy uda się natomiast proces integracji kulturowo-obyczajowej ciemnoskórych z lokalnymi – przypuszczam, że wątpię. W Niemczech, zdaniem Niemców, nie tylko że integracja nie wypaliła (klęska multikulti), ale wciąż są kłopoty nawet z integracją byłych NRD-owców z byłymi RFN-owcami. A taka obustronna euforia panowała w 1990 roku!

Póki co Norwegowie robią dobrą minę do złej gry i zapowiadają kontynuowanie polityki miłości. Brawo ! Chociaż na tym tle, starannie i precyzyjnie zorganizowany wybryk Breivika pokazuje, że nie wszyscy reprezentują takie podejście. Oczywiście, że Breivik to oszołom, skandynawska mutacja fundamentalisty islamskiego, ale oszołomów nie lubiących „obcych” jest więcej niż jeden w Norwegii, jak i w innych krajach, w których zachodzą radykalne przemiany etniczne. Proces integracji „obcych” nigdzie nie przebiega bezkonfliktowo. Każdy kraj musi sobie wypracować własną politykę w tej dziedzinie. Procesu „importu” obcych religijnie i kulturowo nie da się już zatrzymać ani nawet spowolnić. To działa jak koło zamachowe, które kręci się coraz szybciej od lat 60-tych ubiegłego stulecia.
Dlaczego coraz szybciej ? Z jednej strony z powodu wspomnianej większej rozrodczości, a z drugiej z powodu procesu łączenia rodzin imigrantów z rodzinami z ich dawnych ojczyzn.
Coraz trudniej jest też śledzić procesy zmian etnicznych, ponieważ są już w Skandynawii setki tysięcy dawnych imigrantów, którzy nabyli obywatelstwa krajów – gospodarzy.
Czasami nazywa się ich ironicznie Nowymi Duńczykami, Nowymi Szwedami i td.

Dlatego co pewien czas będą pojawiać się kolejni Breivikowie. Aż do pewnego momentu w przyszłości, kiedy Białasów będzie mniej niż Ciemnych i to ci ostatni, mam naiwną nadzieję, będą uczyli swoje dzieci tolerancji dla mniejszości – autochtonów - chrześcijańskich Białasów.

A Breivik ? Będzie już dawno starym sfrustrowanym emerytem, który pozbawił dziewictwa i niewinności Norwegię – społeczeństwo spokoju, porządku i miłości.

sobota, 28 maja 2011

O'bama, łupki, tarcza i Smoleńsk

Prezydent Obama, który odwiedził Irlandię, kraj urodzin jednego ze swoich przodków (prapraprapra dziadek - wyjechał do Stanów w 1850 roku) symbolicznie uważa się za potomka obywatela tej zielonej krainy. Można go w związku z tym nazywać O'bama, aby podkreślić jego irlandzkie korzenie.
Niektórzy nasi prezenterzy TV podchwytując nieco euforycznie słowa miłego warszawskiego gościa, komentują te o długim pobycie w Chicago, gdzie jak wiadomo rezyduje większość naszej Polonii, wnioskując że stał się on z tego powodu po części Polakiem.


Ja bym był bardziej powściągliwy w ocenie stopnia jego rzekomej polskości, bo postawa prezydenta Obamy wyrażać ma i wyraża wyłącznie interesy USA, a jeżeli interes Polski w jakiejś mierze i dziedzinie pokrywa się z interesem USA, to mamy duże szanse na to, że oni to zauważą.
Nasze zadanie, zadanie naszego rządu i dyplomacji to zwracanie uwagi USA na te aspekty politycznej i gospodarczej strategii, których realizacja według naszych ocen będąc w naszym interesie, jest również korzystna dla nich.
Wbrew pozorom, optyka USA może się znacznie różnić od naszej, między innymi z tego powodu, że Stany mają, jak mawiał Lech Wałęsa, inny punkt siedzenia. Często popełniają jednak grube pomyłki wielkiej skali, działając wbrew swoim własnym interesom. Przykład najbliższy: Irak.
Gdyby w 2003 roku któremuś sojusznikowi USA udało się przekonać upartego, a mało rozgarniętego Dżordża Dablju, że agresja na roponośny kraj, zamiast korzyści przyniesie wieloletnie uwikłanie w konflikt, śmierć 5000 żołnierzy i niebotyczne koszty windujące dług publiczny USA na niespotykane w dziejach poziomy, żylibyśmy z pewnością w spokojniejszym świecie, a kraj mieniący się kolebką demokracji również.

Dlatego tak wielką widzę rolę kontaktów osobistych członków naszego rządu, Sejmu i Senatu, komisji resortowych, zawodowych lobbystów i instytucji pozarządowych z ich „wicewersami” po drugiej stronie Odry jak i Wielkiej Wody, w kształtowaniu wybranych celów polityki gospodarczej tych państw, na których decyzje chcemy mieć wpływ i kształtować je zgodnie z naszymi interesami.

Dlatego tak wielką rolę odgrywa nasza aktywność międzynarodowa poprzedzona staranną selekcją naszych strategicznych celów. Uważam, że dotychczasowa jest niedostateczna, ponieważ dopiero w okresie bezpośrednio poprzedzającym wizytę Obamy rozwinęła się chaotyczna dyskusja wśród naszych polityków o wyborze tematów do poruszenia. Wizyta powinna być jedynie okazją do spotkania i „odfajkowania” tematów uprzednio szczegółowo uzgodnionych. To okazja do ocieplenia kontaktu przez osobiste rozmowy i mowę ciała. A nie do sondowania reakcji drugiej strony na nasze postulaty, które „może warto by wyartykułować” - (tarcza, gaz łupkowy, wizy).

Nawiasem mówiąc tarcza jest nam na cholerę. Tak jak i Stanom. W najbliższych paru dziesiątkach lat nie spodziewałbym się ataku Armii Czerwonej na Warszawę, czy też oblężenia Łodzi.
A w jeszcze dalszej perspektywie ? Cóż, może kiedyś Chińczyk stanie u wrót Krakowa, ale wtedy zarówno tarcza, jak i eskadra F-16 nie pomogą nam na pewno.

W celu ustalenia priorytetów naszej polityki międzynarodowej, szczególnie w aspekcie gospodarczym, powinna zostać bezwarunkowo nawiązana współpraca ponad partyjna, taka współpraca która w Stanach nazywa się bipartisan.

Jest ona niezbędna aby realizować nasz (od niepamiętnych czasów) najgłówniejszy cel gospodarczy: ramy prawne i technologiczne związane z wydobywaniem gazu łupkowego.

Państwo, które nie jest w stanie wypracować takiej współpracy, jest kalekie i stanowi zagrożenie dla samego siebie, ponieważ umożliwia rozgrywanie naszych interesów przez obce państwa i ośrodki nacisku. A tak jest u nas w przypadku PO i PiSu.
Można ten stan porównać do skłóconego małżeństwa, które mieszka w jednym domu, ale na złość jednemu małżonkowi, drugi małżonek na noc nie włącza alarmu, powodując zagrożenie bezpieczeństwa miejsca w którym przecież oboje mieszkają.

A co z wizami ? Część naszych rodaków i polityków uważa to za kość niezgody między naszymi krajami i (pamiętając czasy komuny, gdy I Sekretarz załatwiał sprawy praktycznie nie do załatwienia normalną drogą służbową) chciałaby spowodować, aby Prezydent USA załatwił nam ten drobiazg w geście wdzięczności za wierną służbę naszych żołnierzy na prywatnej wyprawie wojennej Dżordża Dablju.
To nie te czasy, nie ten region i nie ten I Sekretarz, Panowie.
Słyszałem również naszych polityków z PiSu domagających się sprawiedliwej według nich wzajemności w polityce wydawania wiz. Mam dla nich jedno pytanie: a ilu Amerykanów przyjeżdżających do Polski zostaje u nas i podejmuje nielegalnie pracę na czarno ?

Jeżeli chodzi zaś o stosowanie zasady wzajemności, to jestem generalnie za, np. przy wydawaniu zezwoleń na budowy meczetów w Polsce. Niech powstanie chociaż jeden kościół katolicki w Riyadzie. Niestety, o tym nikt u nas nie pomyślał. A tam za samo noszenie krzyżyka grozi więzienie...

I na koniec mam małą uwagę dla domagających się pomocy USA w śledztwie smoleńskim. Nie liczcie na to naiwni rodacy. I zapytajcie się siebie: jaki interes USA byłby spełniony, jaką korzyść odniosłyby Stany w udzieleniu nam takiej pomocy ?

No to zwińcie swoje transparenty i idźcie do domu.
I życzcie sympatycznemu quasi Irlandczykowi spokojnej podróży powrotnej.

A tak nawiasem mówiąc, co to za kretyński pomysł, aby tak zorganizować pobyt Gościa, żeby nie było możliwości spontanicznych i emocjonalnych spotkań z warszawiakami zgromadzonymi na trasie przejazdu ? Jeżeli można było parę dni temu w Irlandii i Anglii, to dlaczego nie u nas ??
U nas natomiast przypominało to przejazdy Ceausescu po Bukareszcie, gdzie całe kwartały miasta wyłączano z ruchu już w przeddzień, bo „conducator” był łaskaw przemieszczać się do Pałacu. Oj, pokutuje w narodzie duch głębokiej komuny i bałwochwalcza czołobitność wobec Gościa Zagranicznego.

sobota, 27 listopada 2010

Benedykt XVI - Il Papa Moderno ?

Sensacja goni sensację ! Benedykt XVI udzielił wywiadu, w którym warunkowo dopuszcza stosowanie prezerwatyw ! Uff, co za ulga dla milionów chrześcijan ! Media zelektryzowane tym newsem przekazują opinie zszokowanych „konsumentów”. W większości B16 otrzymuje zachwycone komentarze.
I nie dziwota. Ktoś, kto spowiadał się latami z tego seryjnego grzechu i otrzymywał każdorazowo stosowną pokutę, może jednak poczuć się poszkodowanym. Czy w związku z tym przysługuje mu jakaś rekompensata od Kościoła za czas zmarnowany na mamrotaniu pokutnych litanii ?
Może jakiś odpust ?
Kościół jest nie rychliwy, ale sprawiedliwy. Dużo gorzej miał przecież spalony na stosie w 1600 roku Giordano Bruno. Trzeba było czekać setki lat, aby go oficjalnie zrehabilitowano.
Co już jednak nie zrobiło wspomnianemu żadnej różnicy.

Zastanawiam się też dlaczego akurat teraz B16 wpadł na ten nowatorski pomysł.
Czy ktoś z jego bliskiego otoczenia (bo przecież nie on sam) w wyniku stosowania tej, nazwijmy to subtelnie, osłony organu, nabawił się ostrego kompleksu winy i wywołał empatię u szefa Kościoła ?
Czy też chodzi tu o zmniejszenie liczby poczęć kapłańskich ?
Bo o roli prezerwatyw w zapobieganiu rozprzestrzeniania się AIDS było wiadomo od bardzo dawna *.
A może najzwyczajniej w świecie Duch Święty podyktował wiekowemu przywódcy takie low-tech-owe rozwiązanie.
Co by nie powiedzieć, uważam, że trzeba z niego korzystać, bo nie wiadomo, czy następca nie wycofa się z tej deregulacji.

Nie bójmy się tego powiedzieć: B16 ze skostniałego ascetycznego starca zmienia się na naszych oczach w nowatorskiego kościelnego lidera XXI wieku. Nie wymagajmy od razu zniesienia celibatu i powołań niewiast do kapłaństwa. Nastąpi to w swoim czasie – za rok lub za 300 lat – ale nastąpi.

Czy nie jest to jednak arcybzdura, że dzisiejsza opinia starszego jegomościa z Watykanu, który z kobietami miał może jedynie śladowy kontakt, wstrząsnęła opinia publiczną na całym świecie ?
W jakim świetle stawia to ludzkość, która wierzy w nieomylność głowy Kościoła ?

I w to, że istnieje taki Ktoś, kto patrzy na każdego z nas z góry i notuje każde wykroczenie przeciwko każdemu z 10 przykazań, a gdy ich dokonamy, skaże nas na wieczne katusze w ogniu piekielnym.
Jednocześnie kochając nas bez granic...

Inna refleksja: Jeżeli jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo boże, to warto rozejrzeć się dookoła siebie. Co widzisz ? Zbrodnie (indywidualne i masowe), korupcja, narkomaństwo, pedofilia, chciwość, oszustwo itp. Podobieństwo boże ? Chyba jednak nie do końca.
Gdyby tak było, to Bóg zostałby za takie partactwo wyrzucony z roboty poza granicę wszechświata.
Tak w ogóle to myślę, że jest on na pewno facetem. Znając moją perfekcyjną żonę, nie wyobrażam sobie, aby kobieta była zdolna do takiej megafuszerki.

Patrząc więc na wspomnianą megafuszerkę, postanowiłem zamiast w Boga uwierzyć w słońce. Każdy kto mnie zna, wie jak bardzo kocham słońce. Najlepiej gra mi się w tenisa w samo południe w największy skwar.
I nikt mi teraz przynajmniej nie ściemnia o Tym tam na górze. Słońce widzę na własne oczy. Słońce daje życie, ciepło, rośliny kwitną, owoce dojrzewają, słońce wspaniale oświetla krajobrazy, odbija się w wodzie, pozwala mi robić piękne zdjęcia. Owszem, czasami powoduje raka skóry, ale przynajmniej nie ukrzyżuje i nie skarze na męki piekielne. Nie wyciąga od nikogo pieniędzy na tacę „co łaska”, nie każe śpiewać drętwych pieśni, ani maszerować z pielgrzymkami. Nie każe modlić się do siebie, tak jak Bóg. Pokornie, błagalnie. Modlić się o lepszą pracę, o bogatych mężów dla córek, o nowy samochód, o lepsze zarobki itd.

Przy okazji zauważmy też, że większość tych modlitw ma miejsce w niedziele – Jego dzień wolny od pracy.
(Może dlatego nie spełnia wszystkich naszych oczekiwań).
Wtedy, w niedziele właśnie, lecą w niebiosa falami modlitwy o cofnięcie się wód powodziowych, lub z kolei o deszcz, o szczęśliwe lądowanie we mgle na zagranicznym lotnisku, o pomyślny przebieg operacji trzustki brata, powiększenia biustu bratowej. Syna aresztowano za włamanie – modlitwa o łągodny wyrok, może uniewinnienie...

Z drugiej jednak strony Kościół głosi, że Bóg wie najlepiej co ci potrzeba.
A jeżeli akurat modlisz się o to co nie znajduje się w bożym zapisie co do ciebie ? I jeżeli Bóg nie spełni twoich oczekiwań i nie zrealizuje twoich postulatów ? Co wtedy ? Obrazisz się na Niego ? Nie, powiesz sobie pokornie: Bóg tak chciał.
No to po co się wogóle modliłeś ? Taka modlitwa to strata czasu i frustracja w jednym.

Na koniec przypomniałem sobie o moim znajomym, który zwierzył mi się ostatnio, że wracał szybko samochodem z Lublina do stolicy z żoną - on w stanie odzwierciedlającym 0,5 litra wypitego alkoholu. Żona (magister ekonomii z poczuciem humoru), która zawierała w swoim organizmie nieco mniejszą jego objętość, zwracała mu podczas jazdy wielokrotnie uwagę: Marek, jedziesz zygzakiem, przez co niepotrzebnie wydłużasz dystans do domu.
W takich momentach znajomy, zdając sobie sprawę ze swojej niepełnej sprawności umysłowej, żarliwie odmawiał raz po raz: Pod twoja obronę itd.
W konkluzji stwierdził, iż podróż wzmocniła go we wierze, gdyż oboje dojechali bezpiecznie do celu. I tak oto niewątpliwie naganna jazda po pijaku zbliżyła mojego znajomego do Pana... Widać tu jasno jak przebogata jest paleta forteli stosowanych przez Niego w celu zdobywania sobie popularności wśród kierowców.

Takie bliższe i dalsze refleksje przychodzą mi do głowy, gdy czytam o rzekomo epokowym przełomie zainicjowanym przez sympatycznego starszego pana na Watykanie w Roku Pańskim 2010.

_____________________________________________________________

* Mimo to w Kenii, biskupi katoliccy urządzali coroczne uroczyste palenie prezerwatyw w Nairobi, głosząc wszem wobec, iż prezerwatywy nie chronią przed zarażeniem – wbrew oficjalnej opinii WHO.

piątek, 26 listopada 2010

Biomed niekorzystny

Aura listopadowa skłania do picia kawy, alkoholu i do spotkań towarzyskich w celu poprawienia sobie samopoczucia. Również chwilami do refleksji na temat życia i zachowań ludzkich.
„W tym temacie” poczytałem sobie ostatnio historię firm Enron, Merrill Lynch oraz General Motors, również prasę amerykańską o obecnej sytuacji polityczno-gospodarczej w bratnim USA. Zupełnie niepotrzebnie zresztą, bo tylko coraz bardziej widzę dokonującą się we mnie erozję niegdyś gorących uczuć do tego pięknego kraju, który tak chętnie odwiedzam.
Podzielę się teraz z Tobą czytelniku kilkoma refleksjami.


Co się rzuca w oczy w USA, to fakt, że nie ma tam podziału na partie polityczne, zbliżonego do schematu europejskiego, czyli na lewicę i prawicę, wraz z odmianami tychże, czyli centrolewica, centroprawica itd. itp. Nie wspominając nawet o Samoobronie czy Prawie i Sprawiedliwości.
Ale w końcu ich państwowość istnieje około 800 lat krócej od naszej. Mają czas...

W USA są 2 główne partie polityczne, a społeczne podziały koncentrują się na linii: biedni i bogaci. Amerykanie mają od dziecka wpajane przez otoczenie i media, że najważniejszy w życiu jest sukces, który prowadzi do bogactwa. Jesteś bogaty ? Znaczy, że jesteś pracowity i Bóg ci sprzyja. Jesteś biedny ? Twój pieprzony los, leniu.
Sukces za wszelką cenę jest OK, bieda z powodu wieloletniej ciężkiej pracy jest tylko dowodem na bycie frajerem.
Wulgarne uproszczenie ? Tak, ale konieczne, żeby zrozumieć American Dream.

USA to kraj niezliczonych i krańcowych sprzeczności. Na ulicach widać ludzi najgrubszych i najchudszych jakich uda ci się zobaczyć. Jest tam niespotykany w Europie odsetek analfabetów, ale jest również najwięcej Noblistów. Kraj purytanów ale i największy sex-przemysł. Największe spożycie mięsa na świecie, ale i największa ilość wegetarian na 1000 mieszkańców.

Politycznie, społeczeństwo amerykańskie ślepo słucha swoich przywódców i na znak solidarności z nimi wywiesza na swoich domach flagi, ale ten symbol patriotyzmu nic nie znaczy. Bo większość nie zna swojej Konstytucji i nie żyje zgodnie z Kartą Praw.

USA to ojczyzna hiperkonsumeryzmu.
Kapitalizm amerykański już od dawna nie służy zaspokajaniu rzeczywistego zapotrzebowania ludzi na dobra materialne, ale głównie generowaniu rzekomego zapotrzebowania, czyli produkowaniu towarów, których tak naprawdę nikt nie potrzebuje.
Moralność i etyka to słowa całkowicie nie pasujące do tego systemu. (I to w narodzie z największą na świecie ilością „kaznodziejów” i megakościołów z audytoriami przekraczającymi 10.000 miejsc siedzących).
W wyniku panującej filozofii, kapitalizm w USA dąży do zinfantylizowania społeczeństwa, aby ślepo kupowało to czego nie potrzebuje. To co napędza gospodarkę, jest rzekomo eo ipso dobre dla obywatela. A nawet patriotyczne.

Rozrywka to tylko marketing. To już nie jak dawniej np. jazz – do słuchania i delektowania się, ale możliwość identyfikowania się z czyimś wizerunkiem, stylem ubierania się, noszenia się itd.
Wszystko po to aby promować i sprzedawać towar, jakim stała się rozrywka.

Jestem taki jakim samochodem jeżdżę, jakiej marki ubranie noszę, jakiej muzyki słucham, jaki napój piję, do jakiego klubu należę.

I w tym pejzażu mamy do czynienia z kolejną krańcowa sprzecznością w USA.
Freegan movement.
Ruch powstały jako protest przeciwko gwałceniu środowiska, konsumpcji ponad potrzeby własne, marnowaniu surowców, żywności itd. Wyznawcy tego ruchu, niekoniecznie bezdomni nędzarze, zbierają żywność z worków i kontenerów na śmiecie, często żywność nierozpakowaną, często na kilka dni przed upływem daty przydatności do spożycia, a wyrzucaną przez supermarkety.
Przeszukujący te kontenery sami często żyją dostatnio i w związku z tym nie mają żadnych kompleksów – nie robią tego z nędzy i głodu. Odwrotnie do prawdziwych nędzarzy, którzy nie chcą prowadzić życia nędzarzy. Freegan movement nie jest ruchem masowym, ale zdecydowanie zauważalnym, taki widoczny margines, który pokazuje, że nawet, a może szczególnie w USA są ludzie, którzy są świadomi bezsensownego marnowania dóbr, gdzie indziej tak bardzo potrzebnych, ale niedostępnych. Warto tu wspomnieć (dane za rok 2007), że w USA wyrzuca się rocznie ponad 200 kg pełnowartościowej żywności. Przeciętnie, w przeliczeniu na jednego obywatela.
A liczba ta dotyczy jedynie gospodarstw domowych.

„Freegani” protestują także przeciwko nadmiernemu zadłużenia się państwa, co ma potwierdzenie w indywidualnym zadłużaniu się poszczególnych obywateli. Przeciętny Amerykanin ma 10 kart kredytowych, ale też 20.000 dolarów „kartowego” zadłużenia ! Połowę ludności dzieli wysokość tylko jednej pensji przed utratą domu lub mieszkania !
Państwo pomaga finansowo bankom i wielkim koncernom, ale nie pomaga obywatelom znajdującym się na krawędzi egzystencji *.
Wielu członków warstwy średniej żyje obecnie w samochodach (nie mylić z przyczepami mieszkalnymi), bo stracili swe domy w wyniku kryzysu, do którego sami się przyczynili. Solidarność międzyludzka to mit. Empatia to obce słowo. Amerykanów nie obchodzą ich bliźni.
Kraj to niezmiernie bogaty, co widzi każdy przyjezdny, ale przez długie lata swojego istnienia nie zdolny do wypracowania systemu, który chociaż trochę wyrówna szanse startowe swoich obywateli. Młodzi ludzie żyjący na co dzień w dzielnicach biedy, w slumsach, mają nie tylko zerowe szanse na godziwą edukację, ale i niewielkie na przeżycie. Dlatego łącza się w gangi, jedyne społeczności w których próbują się realizować.
Przeciętny obywatel i jego reprezentanci w rządzie akceptują bezdomność i niski stan oświaty, mając możliwości i środki do prawie natychmiastowej naprawy tej sytuacji.
Wydają więcej na swoje pieski i kotki niż na bezdomnych **.

Konsumencki kapitalizm podcina demokratyczne podstawy państwa. Państwo USA mówi: jesteś konsumentem, kupujesz, więc jesteś prawdziwym obywatelem. Głosuj za Ameryką dolarami wydawanymi na rynku.
To BZDURA !
Demokracja to zbiorowe podejmowanie decyzji. Jako konsument mówię: Chce kupić. Ale jako świadomy obywatel: Nasza społeczność ma następujące potrzeby:..
To dwa zupełnie różne podejścia.
Od 30-40 lat wyznawana powszechnie mantra to: Rynek jest najlepszym regulatorem, rynek załatwi wszystkie problemy, niech tylko państwo się nie wtrąca, bo jedynie konsumenci dokonują słusznych wyborów.

W proteście przeciwko tej mantrze „Freegani” podejmują popularne akcje protestacyjne pikietując centra zakupowe: „Stop Shopping ! Co by tutaj kupił Jezus ?
Cel: zmiana konsumenta w świadomego swych wyborów obywatela.
„Freegani” pytają : Ile jeszcze czasu upłynie zanim współobywatele się obudzą i rozpoczną przebudowę swojego systemu wartości ?
Warto pamiętać, że ponad 5% obywateli USA choruje na tzw. shopping addiction, czyli ostrą zakupomanię.
Ilu ludzi musi jeszcze umrzeć, ile dramatów osobistych rozegrać, żeby Amerykanie zrozumieli, że wyznają na codzień idiotyczne zasady, które od lat sprawiają, że ich system który uważają za najlepszy na świecie, jest beznadziejny ?
Mocarstwo USA to tylko pewna odmiana republiki bananowej, która konsekwentnie konserwuje rażące nierówności, stałą nędzę wielkich ilości obywateli i prywatyzację wojen.
Czy Obama coś z tym zrobi ?
Przypuszczam, że wątpię.

__________________________________________________________

* W roku 2007 centralny bank FED udzielił zagranicznym bankom: Barclays, Royal Bank of Scotland, Societe General, Dresdner Bank, Bayerische Landesbank, Dexia, Korean Development Bank darmowych kredytów na sumę 3 bilionów dolarów. Trzeba przyznać, że gdyby ich nie udzielił doszłoby do ruiny finansów w skali światowej. Ale prawdą tez jest, że kredyty na łączną sumę 1 bln. dolarów udzielone zostały ze śmieciowym zabezpieczeniem, co stawia strategię FEDu dysponującego pieniędzmi amerykańskich podatników pod wielkim znakiem zapytania.


** Na co m.in. przeznaczają pieniądze podatników wybieralni reprezentanci tego narodu ?
Na przykład, bez wahania i wbrew ONZ, na bezsensowną wojnę w Iraku, która pochłonęła już ponad 740.000.000.000 „zielonych”. A ta w Afganistanie ponad 350.000.000.000.
Czy obywatel-podatnik USA coś na tym zyskał ? Obywatel nie, (zginęło ich w tych wojnach już 5740) ale właściciele koncernów zbrojeniowych i zaopatrzeniowych jak najbardziej.
A zaopatrzenie to głównie Halliburton (i jego firmy-córki), na którego czele stał były wice prezydent Dick Cheney. W imię demokracji i humanizmu toczone są wojny z powodów czysto ekonomicznych – czyli z chęci zysku niewielkiej ilości wielkich korporacji. Przegranymi są zawsze „masy pracujące” po obu stronach konfliktów zbrojnych.

piątek, 5 listopada 2010

Ekskomunika

Rzadko używany w naszych czasach obcy wyraz. Kiedyś potężny straszak na inaczej myślących i rozpowszechniających swoje poglądy w formie mówionej lub pisanej. Oznacza wyłączenie ze wspólnoty. Kościół straszy wierzących ekskomuniką za stosowanie metody „in vitro”, a Prezes PISu straszy albo dwustopniowo (najpierw zawieszenie w prawach członka – Elżbieta Jakubiak), albo subito, czyli od razu (Joanna Kluzik-Rostkowska) za wyrażanie choćby mikrosprzeciwów wobec aktualnej linii partii.

Obie instytucje: Kościół i PIS, nie wyrosły na glebie tolerancji ani, za przeproszeniem, demokracji.
Obie instytucje są skrajnie autorytarne i zgromadzone wokół nieomylnego szefa: jedna wirtualnego, druga całkiem konkretnego. Ta pierwsza dzisiaj straszy niedoszłych rodziców, którzy uparli sie na spłodzenie własnego dziecka tą nienową już metodą, druga zaś wyznająca nazistowską zasadę: „Fuehrer befehlt, wir folgen” karze ekskomuniką za najbłahsze słowa wyrażające zdolność do samodzielnego myślenia.

Obie instytucje, jakby co, głoszą potrzebę tolerancji. Nie wypada przecież w naszych czasach oficjalnie popierać zamordyzmu, palenia na stosie, dyktatury, rasizmu, wbijania na pal i paru innych głęboko ludzkich przywar i obyczajów.

Nie odnosi sie to jednak do tolerancji w/w instytucji w stosunku do niezależnie myślących.
I dlatego obie sympatyczne panie z PISu Biuro Polityczne (przepraszam, Komitet Polityczny) tej partii ekskomunikowało, chociaż do ostatniej chwili wyznawały gorące uczucia do Prezesa. Nadaremno !
Przypomnienie - kilku wysokich oficerów Wehrmachtu, członków spisku Stauffenberga na moment przed rozstrzelaniem krzyczało: Heil Hitler ! Tez nadaremno.

Teraz przyszłość polityczna tych dwu pań jest niepewna, bo inne partie wyrzucają im słusznie długoletnią wiernopoddańczość Prezesowi, co kładzie się cieniem na ich image, imidżu (co za koszmarne, ale popularne spolszczenie) lub, po polsku mówiąc, wizerunku.

A na wizerunek pani K. składa się nie tylko uśmiechnięta twarz i urok osobisty, ale najbardziej to, z kim przez długie lata była tak ściśle związana, komu była bezwzględnie podporządkowana i z kim wiązała swoje nadzieje na dalszą karierę polityczną. Częściowe opamiętanie przyszło dopiero wtedy, gdy dotarło do niej, że idol prowadzi partię do upadku, krytykuje jej myśl przewodnią kampanii prezydenckiej, usuwa ją w cień, a do tego faworyzuje innych.

Ta ekskomunika, tak mocno nagłaśniana przez media, z pewnością jednak nie wstrząśnie krajobrazem politycznym Polski.

środa, 20 października 2010

Wszystko subito !

Jestem Polakiem. Polacy to podobno nieco dziwny naród. Jestem więc nieco dziwnym człowiekiem.
Jednak chyba dziwnym poniżej przeciętnej krajowej, bo nie mam w sobie tego temperamentu i niecierpliwości, który jest motorem działań około połowy moich rodaków.


Przykład pierwszy.
W czasie pogrzebu JP2 nie mogłem zrozumieć dlaczego tłum zgromadzony w Watykanie ma wypisane na transparentach „Santo subito”. Potem hasło to stało sie zawołaniem ogromnej części społeczeństwa, dążącej do beatyfikacji zmarłego papieża. Natychmiast. Chrzanić procedury.
Chrzanić nawet konstytucję apostolską Divinus perfectionis Magister promulgowaną przez samego JP2 25 stycznia Roku Pańskiego 1983. Santo subito Benedykcie XVI !
Trafiło jednak na skrupulatnego papieża Niemca (Ordnung muss sein) i trzeba wziąć na wstrzymanie.

Dlaczego tak nam śpieszno do Jego beatyfikacji ? Czasami wydaje się, że odbywa się tu jakiś wyścig z czasem. Że interes narodowy wymaga, aby już można było modlić się do Niego, tak jak do innych błogosławionych i świętych. Innymi słowy, im więcej polskich świętych, tym lepiej. Ale dla kogo lepiej ? I dlaczego ?
Czy nie można by - po prostu – w hołdzie wyżej wymienionemu, spróbować żyć nieco bardziej zgodnie z Dekalogiem ? Czy nie ucieszył by się On z tego bardziej, niż z tego, że ma tylu zagorzałych i niecierpliwych kibiców ?

Ta polska niecierpliwość daje się we znaki ostatnio coraz częściej.

Smoleńsk.
Katastrofa lotnicza tych rozmiarów jest zwykle wyjaśniana po 12-24 miesiącach. Czasami nigdy. A w Polsce partia polityczna reprezentująca ok. 30% ludności od 10 kwietnia świetnie wie kto ją, tak naprawdę, spowodował. Kto ponosi za nią odpowiedzialność moralną i nie tylko. Również kto ma krew na rękach. Chrzanić żmudne, precyzyjne i powolne dochodzenia prawdy ! Chrzanić prokuratorów !
Najlepiej domagać się zrezygnowania z władzy aktualnej władzy i zrobić miejsce dla „prawdziwych Polaków”. Subito !

Pomnik pod Pałacem Prezydenckim.
Zbudować go subito w tym miejscu, lub przynajmniej przysiąc, że w najkrótszym możliwie terminie zostanie zbudowany. I to nie jakiś skromny monumencik typu głaz lub tablica, ale wielki pomnik full wypas. Konserwatorowi zabytków negatywnie opiniującemu ten pomysł mówimy cytatem ze Zmarłego Przywódcy: „Spadaj dziadu !”
A jeżeli powyższe żądanie pomnika nie jest realizowane subito, Prezes partii „prawdziwych Polaków” bierze udział w agresywnych pochodach z pochodniami, zwanymi u sąsiadów Fakelzug.
Bogata tradycja. W latach 30-tych organizowane były aby pokazać siłę nazistów, którzy nazywali siebie „prawdziwymi Niemcami”. Również hasło: „Polsko, obudź się” nawiązuje do „Deutschland, erwache”. Podstawa intelektualna i taktyka obu partii to szerzenie nienawiści, pogłębianie podziałów, zaszczepianie poczucia zagrożenia niepodległego bytu, pokazanie siły. Realizacja tej taktyki musi opierać się na prostych przekazach, tak aby dotarła do mas. I to subito, bo wybory samorządowe za pasem.

Strzały w Łodzi.
Prawie natychmiast po tej zbrodni Prezes wie kto za nią odpowiada. To ci sami ludzie którzy teraz juz mają ręce aż po łokcie ubabrane we krwi (Smoleńsk + Łódź). Winny został znaleziony subito. To znaczy prawdziwy winny, czyli premier i prezydent oraz Palikot i Niesiołowski. To, według prezesa, grupa hańby narodowej. Proponowana Komisja Śledcza z przewodniczącym z PISu ma to udowodnić. Chrzanić wyniki obecnego dochodzenia. Chrzanić fakt, że łódzki zabójca to najprawdopodobniej świr.

Czy w związku z tymi trzema przykładami natychmiastowych rozwiązań, których żądają „prawdziwi Polacy” warto jeszcze odwoływać się symbolicznie do książki Marka Lane'a „Rush to judgement * z roku 1966 ?
Nie sądzę, ponieważ powolne, systematyczne i dokładne dochodzenie prawdy i unikanie pochopnych rozwiązań to antytezy programowe Prezesa. Nie dały mu, jak stwierdził po wyborach prezydenckich, żadnych korzyści politycznych. Ale czy ta desperacka gra na „wszystko subito” jest dla niego korzystna ?
Widać wyraźnie, że spadające wyniki w sondażach pogłębiają jedynie stan jego desperacji.

Swoja drogą, to ciekawa koincydencja, że agresywni, despotyczni, radykalni i autokratyczni przywódcy-wodzowie mają zwykle nieuregulowane życie osobiste. Miejsce normalnych kontaktów z kobietami zajmuje im praca zawodowa, celem życia staje się idee fixe zrealizowania wizji społeczeństwa zgromadzonego wokół jednego przywódcy. Tego, który ma zawsze rację.
Nawet jeżeli jej nie ma. Szczególnie wtedy.

____________________________________________________


* "Rush to judgement" - książka na temat morderstwa prezydenta Johna Kennedy'ego, podważająca wyniki prac komisji Warrena. Wykazuje, że pospieszne osądy bywają błędne. Jest też dowodem na to, że powolne i skrupulatne gromadzenie faktów jest jedynym sposobem dojścia do prawdy.