środa, 20 października 2010

Wszystko subito !

Jestem Polakiem. Polacy to podobno nieco dziwny naród. Jestem więc nieco dziwnym człowiekiem.
Jednak chyba dziwnym poniżej przeciętnej krajowej, bo nie mam w sobie tego temperamentu i niecierpliwości, który jest motorem działań około połowy moich rodaków.


Przykład pierwszy.
W czasie pogrzebu JP2 nie mogłem zrozumieć dlaczego tłum zgromadzony w Watykanie ma wypisane na transparentach „Santo subito”. Potem hasło to stało sie zawołaniem ogromnej części społeczeństwa, dążącej do beatyfikacji zmarłego papieża. Natychmiast. Chrzanić procedury.
Chrzanić nawet konstytucję apostolską Divinus perfectionis Magister promulgowaną przez samego JP2 25 stycznia Roku Pańskiego 1983. Santo subito Benedykcie XVI !
Trafiło jednak na skrupulatnego papieża Niemca (Ordnung muss sein) i trzeba wziąć na wstrzymanie.

Dlaczego tak nam śpieszno do Jego beatyfikacji ? Czasami wydaje się, że odbywa się tu jakiś wyścig z czasem. Że interes narodowy wymaga, aby już można było modlić się do Niego, tak jak do innych błogosławionych i świętych. Innymi słowy, im więcej polskich świętych, tym lepiej. Ale dla kogo lepiej ? I dlaczego ?
Czy nie można by - po prostu – w hołdzie wyżej wymienionemu, spróbować żyć nieco bardziej zgodnie z Dekalogiem ? Czy nie ucieszył by się On z tego bardziej, niż z tego, że ma tylu zagorzałych i niecierpliwych kibiców ?

Ta polska niecierpliwość daje się we znaki ostatnio coraz częściej.

Smoleńsk.
Katastrofa lotnicza tych rozmiarów jest zwykle wyjaśniana po 12-24 miesiącach. Czasami nigdy. A w Polsce partia polityczna reprezentująca ok. 30% ludności od 10 kwietnia świetnie wie kto ją, tak naprawdę, spowodował. Kto ponosi za nią odpowiedzialność moralną i nie tylko. Również kto ma krew na rękach. Chrzanić żmudne, precyzyjne i powolne dochodzenia prawdy ! Chrzanić prokuratorów !
Najlepiej domagać się zrezygnowania z władzy aktualnej władzy i zrobić miejsce dla „prawdziwych Polaków”. Subito !

Pomnik pod Pałacem Prezydenckim.
Zbudować go subito w tym miejscu, lub przynajmniej przysiąc, że w najkrótszym możliwie terminie zostanie zbudowany. I to nie jakiś skromny monumencik typu głaz lub tablica, ale wielki pomnik full wypas. Konserwatorowi zabytków negatywnie opiniującemu ten pomysł mówimy cytatem ze Zmarłego Przywódcy: „Spadaj dziadu !”
A jeżeli powyższe żądanie pomnika nie jest realizowane subito, Prezes partii „prawdziwych Polaków” bierze udział w agresywnych pochodach z pochodniami, zwanymi u sąsiadów Fakelzug.
Bogata tradycja. W latach 30-tych organizowane były aby pokazać siłę nazistów, którzy nazywali siebie „prawdziwymi Niemcami”. Również hasło: „Polsko, obudź się” nawiązuje do „Deutschland, erwache”. Podstawa intelektualna i taktyka obu partii to szerzenie nienawiści, pogłębianie podziałów, zaszczepianie poczucia zagrożenia niepodległego bytu, pokazanie siły. Realizacja tej taktyki musi opierać się na prostych przekazach, tak aby dotarła do mas. I to subito, bo wybory samorządowe za pasem.

Strzały w Łodzi.
Prawie natychmiast po tej zbrodni Prezes wie kto za nią odpowiada. To ci sami ludzie którzy teraz juz mają ręce aż po łokcie ubabrane we krwi (Smoleńsk + Łódź). Winny został znaleziony subito. To znaczy prawdziwy winny, czyli premier i prezydent oraz Palikot i Niesiołowski. To, według prezesa, grupa hańby narodowej. Proponowana Komisja Śledcza z przewodniczącym z PISu ma to udowodnić. Chrzanić wyniki obecnego dochodzenia. Chrzanić fakt, że łódzki zabójca to najprawdopodobniej świr.

Czy w związku z tymi trzema przykładami natychmiastowych rozwiązań, których żądają „prawdziwi Polacy” warto jeszcze odwoływać się symbolicznie do książki Marka Lane'a „Rush to judgement * z roku 1966 ?
Nie sądzę, ponieważ powolne, systematyczne i dokładne dochodzenie prawdy i unikanie pochopnych rozwiązań to antytezy programowe Prezesa. Nie dały mu, jak stwierdził po wyborach prezydenckich, żadnych korzyści politycznych. Ale czy ta desperacka gra na „wszystko subito” jest dla niego korzystna ?
Widać wyraźnie, że spadające wyniki w sondażach pogłębiają jedynie stan jego desperacji.

Swoja drogą, to ciekawa koincydencja, że agresywni, despotyczni, radykalni i autokratyczni przywódcy-wodzowie mają zwykle nieuregulowane życie osobiste. Miejsce normalnych kontaktów z kobietami zajmuje im praca zawodowa, celem życia staje się idee fixe zrealizowania wizji społeczeństwa zgromadzonego wokół jednego przywódcy. Tego, który ma zawsze rację.
Nawet jeżeli jej nie ma. Szczególnie wtedy.

____________________________________________________


* "Rush to judgement" - książka na temat morderstwa prezydenta Johna Kennedy'ego, podważająca wyniki prac komisji Warrena. Wykazuje, że pospieszne osądy bywają błędne. Jest też dowodem na to, że powolne i skrupulatne gromadzenie faktów jest jedynym sposobem dojścia do prawdy.

wtorek, 21 września 2010

Bzdety, bzdury i bełkoty czyli w oparach nonsensu

Porzekadło mówi: Gdy Pan Bóg chce ukarać człowieka, to najpierw mu rozum odbiera. Może nie zawsze to się sprawdza, ale w przypadku Prezesa jak najbardziej. W jednym z niedawnych wywiadów gniewnie gromi PO, gdyż posłowie tej partii rzekomo „podsiadają” miejsca w sejmowym barze szybkiej obsługi. I to mężczyźni – kobietom z PIS. A to chamy ! Gorsze, jak twierdzi, niż posłowie z Samoobrony (którzy byli, jak pamiętamy, wybranymi przez niego partnerami do rządzenia krajem).
Reprezentanci PISu jeden po drugim, rozwijają ten temat w kolejnych medialnych wypowiedziach. „Podsiadanie” staje się tematem dnia. Niektórzy z nich, także Europosłowie, używają poza „chamstwem”, również określenia „niebywały skandal”. Nikt z wypowiadających się, co prawda, tych pożałowania godnych incydentów nie widział, ale słyszał, że mówił o tym Prezes, więc dalejże komentować to niesłychane zachowanie partii wroga.
Słucham tego bełkotu i po raz kolejny szczypię się w policzek.
Czy to możliwe, żeby szef głównej partii opozycyjnej i jego najbliższe otoczenie zajmowało się takimi bzdetami ?
Czy dorośli ludzie, reprezentanci narodu, mogą zachowywać się jak nieletnie skarżypyty ze szkoły podstawowej i donosić na kolegów z innej klasy ? Jak widać, mogą.
W związku z tym poddaję Prezesowi kolejny temat do rozpętania nagonki: posłowie PO podcinają posłanki z PISu na śliskich korytarzach sejmowych. W wyniku czego jedna z posłanek poślizgnęła się i omal nie upadła. Kolejny „niebywały skandal”.

Kilka dni później Prezes ujawnia, że nasz kraj jest kondominium niemiecko-rosyjskim. Nie bacząc na to, że u nadwrażliwych i historycznie uczulonych obywateli może to wywołać chęć walki wyzwoleńczej przeciwko tym dwu cynicznym kryptozaborcom. Szaleńców mamy ci przecie dostatek. I chyba tylko dla nich przeznaczone są słowa złotoustego Prezesa.

Następnie Prezes zawiesza w prawach członka partii jedną ze swoich najwierniejszych wielbicielek, panią Jakubiak. Biedna kobieta jest w szoku, dzwoni do kolegów partyjnych, spotyka się z ich ostracyzmem (nie odbierają jej telefonów), dzwoni do męża, który na szczęście odbiera i udziela jej prawdziwego męskiego wsparcia w postaci konstruktywnej rady: „Bądź dzielna”. Zrozpaczona kobieta musi jeszcze stawić czoła własnej córce, która zadaje matce dramatyczne pytanie: „Mamo, dlaczego pan Jarek już cię nie lubi ?” - to cytaty z jej obszernego wywiadu w tabloidzie FAKT.
I co tu odpowiedzieć zaniepokojonemu dziecku, skoro pani Elżbieta dowiedziała się o decyzji szefa z mediów ? I tu ma miejsce szczęście w nieszczęściu – udaje się skatowanej psychicznie posłance umówić z samym szefem, w celu wyjaśnienia tej tak ważnej sprawy.
Spotkanie to trwa aż 2 godziny – (zapłaciłeś i za to mój czytelniku-podatniku). Miła blondynka wychodzi z niego z wypiekami na twarzy i uśmiechnięta. Uff, ulżyło rzeszy dziennikarzy, czekających pod salą. Jednak informacje udzielone przez panią J. są skąpe. „Spotkanie było miłe, ale powodów zawieszenia Prezes nie ujawnił”.
A to słodki sadysta. Niech kobieta kombinuje sama dalej o co tu biega.

Najnowsza arcybzdura pochodzi (jak nie, jak tak) znowu od Prezesa, który zakomunikował, że przegraną kampanię wyborczą zrobiły mu ładne buzie, czyli pani Kluzik-Rostkowska i pan Paweł Poncyliusz. Kazali mu oni rzekomo grać rolę miłego i łagodnego człowieka, który lubi ludzi, ma same ciepłe słowa dla starej kadry SLD, a w ogóle do lewicy odnosi się z sympatią, natomiast Rosjanie są naszymi braćmi.
Jako że bycie miłym i łagodnym człowiekiem jest tak obce Prezesowi, jak Hitlerowi miłosierdzie, taka metamorfoza, chociaż dokonana w zbożnym celu walki o fotel, musiała być bolesna dla ofiary tej przemiany. Prezes przyznaje się do brania bardzo silnych środków farmakologicznych (czytaj leków psychotropowych zmieniających osobowość), co umożliwiło mu czasowe przeobrażenie się w schemacie Dr Jekyll i Mr Hyde.
Ja widzę jednak całą tę sprawę z zupełnie innej strony. Uważam, że należałoby specjalnie wyróżnić lekarza, który zaordynował tak skuteczny zestaw leków, jaki podano Prezesowi. Przed tym lekarzem widzę wielką karierę. Nikt nie ma lepszych referencji od niego - przeobraził skutecznie samego Jarosława K. I to nie jego wina, że na tak krótki czas. Rozumiem, że po prostu chory odmówił dłuższego leczenia. A wiadomo, że stany chronicznej agresji nie mogą być wy- a nawet zaleczone w krótkim przedziale czasowym.
A tak na poważnie: wstydziłbyś się siwowłosy Prezesie wypowiadać publicznie takie bzdury.

Takimi i podobnymi bzdetami karmią media nasze skołatane już bez reszty społeczeństwo w przerwach między reportażami „na żywo” z pod krzyża.
Wkrótce jednak krzyż znika aby pojawić się w kaplicy Pałacu Prezydenckiego.
Kolejna fala protestów. Rozdygotana z płonącymi zmysłową czerwienią policzkami, urocza posłanka Kempa wieszczy w wywiadzie TV: „to już jest początek końca Platformy Obywatelskiej”.

Prezes jest bardziej konkretny i kategoryczny. Nawołuje czołówkę PO, z prezydentem i premierem na czele, do podania się natychmiast do dymisji i do całkowitego odejścia z polityki. Nie dość, że mają krew na rękach (Smoleńsk), to jeszcze usunęli krzyż i postawili metalowe bariery.
Znajomy dziennikarz z Niemiec powiedział mi zaniepokojony, że to wszystko brzmi jak nawoływanie do puczu, w następstwie którego PIS zamierza przejąć władzę. Uspokajałem go jak mogłem, chociaż nie do końca skutecznie.
Mnie tak naprawdę dziwi nie to, że sfrustrowany Prezes Specjalnej Troski wyplata swoje kolejne agresywne bzdury, ale to, że jego ludzie tak bezkrytycznie i niewolniczo uzasadniają je w mediach, a tych kilkoro, którzy zaledwie zaakcentują nieśmiało swoje mikrosprzeciwy w obliczu spadających słupków popularności partii, wycofuje się z nich szybko rakiem, skarceni natychmiast przez Wielkiego Przywódcę. Przywodzi to na myśl niemieckie hasło z lat 30-tych poprzedniego stulecia: „Fuehrer befehlt, wir folgen”.

Ledwo nastąpiła krótka przerwa w bełkotach PISowców, a już inna grupa „prawdziwych Polaków” zaczęła domagać się intronizacji Jezusa Chrystusa (JC) na tron Polski. I podobnie, jak to było z Matką Boską (MB) Królową Polski, bez konsultacji z zainteresowanym. Ten trend do uczynienia z Ojczyzny wirtualnej megamonarchii (król i królowa panujący równocześnie), rodzi jednak pewne pytania.
Jak interpretować ma lud Boży to żądanie ?
Czy to znaczy że kobieta za słabo starała się o dobrobyt rodaków ? *
Czy dlatego lepiej powierzyć los Najjaśniejszej facetowi ?
Czy też Oni razem (MB + JC wespół w zespół) będą skuteczniejsi ?
I w czym skuteczniejsi, bo rozumiem, że dążeniu do intronizacji JC towarzyszą określone oczekiwania ?
Czy oznacza to, że Polska gospodarka mogłaby ewentualnie liczyć na tzw. free ride z Nieba ?
Gdyby tak było, to ja jestem za szybką intronizacją.

Jednak póki co, może lepiej wyrwać się z tych oparów nonsensu polit-religijnego i popracować w jesiennym spokoju dla zwiększenia PKB ? Zanim Prezes, jego pretorianie i jego sojusznicy monarchiści nie wyskoczą z kolejnymi bzdurami, bzdetami i bełkotem.
____________________________________________________________
* Wygląda na to, że tak. Świadczy o tym dobitnie ostatni marsz „Rycerzy Chrystusa” przez Lublin. Można domniemywać, że tegoroczne 3 fale powodziowe oraz katastrofa smoleńska ostatecznie zachwiały ślepą wiarę w skuteczność MB. Co prawda nadal obowiązuje stale powtarzana mantra: „Bóg tak chciał”, ale widocznie w narodzie cierpliwość znoszenia dopustów bożych przekroczyła w tym Roku Pańskim granice tolerancji na niefrasobliwość Patronki.

wtorek, 24 sierpnia 2010

Meczet pojednania w miejscu rzezi ?

Budowa świątyni stanowiącej miejsce kultu religijnego nie jest żadnym ewenementem w dziejach ludzkości. Obie największe religie, Islam i Chrześcijaństwo mają tysiące takich przybytków na całym świecie. Ewenementem staje się dopiero budowa świątyni w lokalizacji którą można by nazwać kontrowersyjną. I tak, gdyby w Rijadzie (Arabia Saudyjska) rozpoczęła się budowa kościoła katolickiego, to byłaby to sensacja w skali świata.

Spokojnie, żadna taka inwestycja nie jest planowana w najbliższych latach.

Natomiast, pewną sensację stanowi planowana budowa nowego meczetu oraz centrum kultury islamskiej w bezpośredniej bliskości Ground Zero, miejsca w których stały wieżowce WTC, zburzone atakami fanatyków islamskich. I podobnie jak u nas w sprawie budowy warszawskiego meczetu, społeczeństwo amerykańskie jest podzielone na tych, którzy w imię tolerancji religijnej, popierają tę lokalizację i tych, a jest ich przytłaczająca większość, którzy z powodu tego ataku, a szczególnie stosunku tzw. ulicy arabskiej do tego barbarzyństwa, są oburzeni na społeczność islamską i imama Feisal Abdul Raufa, uważając że nie liczy się on w ogóle z wrażliwością nieislamskiej części nowojorczyków.

Propozycja, aby w tym miejscu pobudować ekumeniczne centrum modlitwy mahometan, żydów i chrześcijan, gdzie odbywałyby się nabożeństwa zgodnie rytuałami poszczególnych religii, a usługi społecznościowe oferowane byłyby przez poszczególne służby wyznaniowe, nie znalazła niestety poparcia u imama.

Feisal Abdul Rauf przedstawia się jako przyjaciel Izraela, oddany sprawie dialogu z Chrześcijanami i Żydami i jako ten imam, który zawsze potępiał rzeź znaną jako 9/11.
To akurat jest tzw. prawdą kwalifikowaną, czyli półprawdą, czyli jak to lubią mówić w TV, nie do końca prawdą.

Opinia publiczna w USA zapamiętała jego wypowiedź nagraną w 19 dni po tragedii dla programu CBS „60 minutes”: „Nie powiedziałbym, że Stany Zjednoczone zasłużyły na to, co się stało, ale polityka Stanów Zjednoczonych przyczyniła się do zbrodni, która miała miejsce”. To tak jakby powiedział: Trochę może i szkoda, że aż tyle było ofiar, ale w końcu coś podobnego do tej rzezi Ameryce się należało.

W Warszawie również powstaje nowy meczet i to też w miejscu mocno kontrowersyjnym.
Budowa ta, która już jest w toku została oprotestowana przez rodaków z kraju i z zagranicy. Dlaczego ?
Przeczytaj o tym na moim blogu z 11 kwietnia b.r.: Polacy. Islamofoby i rasiści ?

I obejrzyj:
http://www.youtube.com/watch?v=RxFzFIDbKpg&feature=player_embedded
http://www.answeringmuslims.com/

USA - Przyjaźń Pomoc Przykład

Tytuł tego wpisu, od razu wyjaśniam, to parafraza hasła z czasów komuny. Wtedy zamiast USA był oczywiście ZSRR. Jako człowiek w tak zwanej sile wieku, przeszedłem drogę od ślepego uwielbienia Ameryki w czasach komunistycznych, do obecnej oceny, która nie jest już taka jednoznaczna, ale z pewnością istnieją pewne elementy w życiu tego wielkiego państwa, które u mnie, Polaka -Warszawiaka wywołują prawie bałwochwalcze jego uwielbienie.
Szczególnie gdy obserwuję przed- i powyborczy krajobraz polityczny i społeczny nad Wisłą.
I porównuję go z tym w USA.


Przypomnijmy sobie jak zażarta jest walka w Stanach o nominację na kandydata w ramach partii politycznych. Już dużo wcześniej zakładane są „teczki” na każdego potencjalnego rywala przez rywalizujące strony. Zbierane są skrzętnie wszelkie informacje, „haki”, które mogą posłużyć w dalszej kampanii w celu zohydzenia wizerunku przeciwnika. Wszystkie chwyty są dozwolone, pełna „wolnoamerykanka”. Bardzo duże znaczenie mają informacje o obyczajowych „wykroczeniach”, takich jak korzystanie z usług seksualnych, oczywiście pozamałżeńskich. Może kandydat uchodzący za wzór głowy rodziny, bije żonę, miał, nawet wiele lat temu, za sobą jakiś skandalik, może kiedyś był gejem, może jego firma, lub partia finansowała jego rozrywkowe eskapady, może syn lub córka są uzależnieni od dragów, lub alkoholu. Może wykorzystywał policję do wyszukiwania mu „dziewcząt” podczas poprzednich kampanii. Te i podobne informacje są na wagę złota przy walce o nominację partyjną. Oraz oczywiście w finalnej walce kandydatów partii do fotela.
Zwykle, w ramach obrzucania się błotem, jako mudslinger, czyli „obrzucacz błotem” występuje jakiś mało znany gościu, który wyraża swoje szczere oburzenie, że pewien obrzydliwy incydent miał miejsce w życiorysie kandydata, co rzekomo dyskwalifikuje go jako potencjalnego prezydenta.
Mile widziane przez rywali są oczywiście sympatyczne panie, które nagle przypomniały sobie o kandydacie, który kiedyś korzystając z okazji, nastawał skutecznie na ich cześć, realizując swoje posłannictwo biologiczne w ramach walki ze stresem.

W tym kontekście przykład „dziadka z Wehrmachtu” prezesa Tuska, to (chociaż nie z tych wyborów) jakby pieszczota posła Kurskiego – naszego czołowego polskiego „mudslingera” i Europosła w jednym. Chociaż z tego samego błotnistego sortu, co ten amerykański.

Do momentu wyboru prezydenta, w USA i Polsce obowiązują więc podobne standardy moralno-etyczne, polegające na zohydzaniu przeciwnej partii, przywódcy, czy kandydata. Czy to dobre standardy, czy złe – to kwestia subiektywnej oceny każdego z nas.

Fundamentalna różnica między naszymi krajami występuje dopiero w okresie powyborczym.

I tak, w USA przegrany kandydat po ogłoszeniu wyników, składa gratulacje prezydentowi-elektowi, dziękuje swojemu sztabowi i elektoratowi i jednym tchem wzywa wszystkich Amerykanów, a więc także swój elektorat do aktywnego wsparcia byłego rywala w imię jedności narodowej. Nawołuje zawsze do zjednoczenia się wszystkich obywateli wokół gwiaździstego sztandaru i lojalności wobec nowego prezydenta-elekta..

Parafrazując slogan kampanijny Jarosława K.: „Bo Ameryka jest najważniejsza”.

To jest też koniec obrzucania błotem człowieka, który w tym momencie stał się przyszłą głową państwa – Prezydentem Elektem.
To amerykański standard.

U nas po ogłoszeniu wyników Jarosław K. i jego pretorianie natychmiast przystąpili do bezpardonowej walki z legalnie wybranym prezydentem RP, (lekceważąc tym samym decyzje wyborcze 9 milionów głosujących Polaków), wykorzystując wszystko co nawinie się pod rękę. „Osiągniemy jedność, gdy pozbędziemy się wrogów” - to ich ideologia powyborcza.
A metody realizacji tej ideologii: eksploatować różnice poglądów obywateli, pogłębiać je, wprowadzać atmosferę zagrożenia suwerenności Polski. Nie wahać się przed nazywaniem przywódców kraju zdrajcami, sprzedawczykami, Żydami, liberałami, libertynami, Judaszami itd. Organizować prowokacje – tak jak w Ossowie, byle tylko zostało to nagłośnione medialnie. Głosić wszędzie hasła patriotyczne i obrony rzekomo zagrożonej religii.
Będąc, tradycyjnie już, skrajnie oportunistyczną partią (dawne sojusze z Samoobroną, LPRem), popierają wszystkich, którzy tylko wydadzą się być aktualnie w opozycji do PO i prezydenta, w myśl hasła: „wróg naszego wroga jest naszym przyjacielem”. Mogą to być również „krzyżowcy” - fanatycy, frustraci czy ludzie przegrani, których były prezydent „spieprzaj dziadu” potraktowałby z lekceważeniem. JK jednak, sam będąc przegranym frustratem, widzi w nich bratnie dusze w walce z rządem, w celu destabilizacji państwa, które jest „nie ich”.
Jestem pewien, że takie postępowanie Jarosława K., Melchior Wańkowicz nazwałby kundlizmem *. A PIS sektą polityczną z charyzmatycznym fuehrerem.

Jako, że od 1989 roku, moda na USA przyjęła się i ugruntowała u nas w tak wielu dziedzinach życia, warto aby politycy PISu skorzystali z przykładu patriotycznej powyborczej postawy liderów tej kolebki demokracji. W myśl tytułowego hasła tego wpisu: USA - Przyjaźń Pomoc Przykład.
Ale czy to w ogóle możliwe ?

__________________________________________________________

* dla młodzieży: Melchior Wańkowicz (1892-1974) ukuł w swoim czasie określenie kundlizmu. Kundlizm jest przeciwieństwem szlachetności. Jest zaprzeczeniem szczerości, autentyzmu, bezinteresowności. Można się skundlić, mówi porzekadło. Można, ale zawsze ze stratą. Stratą twarzy, wiarygodności, zaufania. Kundlizm występuje tam, gdzie przedkłada się własne interesy kosztem innych. Kosztem godności innych, ale też godności własnej.

czwartek, 12 sierpnia 2010

Liberum Veto 2010

Zaplanowaną i będącą wynikiem uprzedniego trójstronnego porozumienia uroczystość przeniesienia krzyża z pod Pałacu Prezydenckiego oglądała w telewizji lub na żywo większość tego szarpanego wydumanymi konfliktami narodu. Oraz turyści i korespondenci zagranicznych mediów.
Na ten temat wypowiedzieli się już posłowie, senatorowie, socjologowie i zawodowi komentatorzy.
Zobaczyliśmy głębokie podziały i mnóstwo adrenaliny towarzyszącej wygłaszanym opiniom.

 
Oto kolejny konflikt polityczno-religijny Polski początku XXI wieku. Dla „prawdziwych Polaków” Polska jest nadal państwem-niewolnikiem, tak jakby nadal istniał Wielki Brat, który wszystko widzi i wszystkim kieruje. Przez swoich lokalnych „polskojęzycznych” popleczników zorganizował   sprytnie mega-zamach usuwając za pomocą jednego wypadku lotniczego dużą część elity politycznej naszego kraju. I kieruje obecnym śledztwem tak, aby niewygodne dla niego szczegóły nie wyszły na jaw.
 
Jako że ci poplecznicy hegemona są oczywiście żydokomuną, walczą też z symbolami naszej wiary ojców. Stąd mają alergiczny stosunek do przedpałacowego krzyża, tak jak dawniej mieli do Lecha Kaczyńskiego. Żyd Bronek Komorowski i potomek hitlerowców sprzedawczyk Donald Tusk wespół w zespół realizują politykę obcych państw. Takie i podobne opinie słyszałem osobiście, stojąc pod samym krzyżem przez niecałe 15 minut w słoneczny dzień  11 sierpnia Roku Pańskiego 2010.
W naszym codziennym życiu politycznym dużo łagodniejsze epitety skutkują pozwami o zniesławienie i naruszenie dóbr osobistych. A tu w bliskości 2 desek zbitych na krzyż, wolno bluzgać bezkarnie na demokratycznie wybranych przywódców, co oszołomom ślina na język przyniesie. (To lepsze niż poselski immunitet !).

Taki mniej więcej obraz sytuacji kreują „prawdziwi Polacy” czyli PIS i TV Trwam/Radio Maryja oraz wspierani przez te ośrodki destrukcji państwa, fanatycy ultranacjonal-religijni. I śpiewają pod krzyżem znaną pieśń z wymownym zakończeniem „... Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”. Logicznie więc biorąc jesteśmy nadal niewolnikami w służbie obcych hegemonów. Z tym, że dawniej był to Związek Radziecki, a obecnie to Moskwa i Bruksela.

Chociaż szaleństwo i absurd tego wszystkiego jest widoczny dla każdego normalnego człowieka, część społeczeństwa zachowuje się jak chory psychicznie, który widzi i słyszy to, co Ty czytelniku uważasz, że nie istnieje.
 
Trudno jednak pogodzić się z faktem, że ci chorzy mają mieć istotny wpływ na porządek publiczny w kraju. A tak właśnie jest - to widzieliśmy kilka dni temu przed Pałacem Prezydenckim.
Grupka szczególnie agresywnych fanatyków w liczbie poniżej 100 wygrała z policją i siłami porządkowymi w liczbie 1000 osób. Nie mówiąc juz o księżach, którzy pokornie słuchali wrzeszczących do nich przez megafony oszołomów nacjonal-religijnych.
W rezultacie mała grupka ludzi narzuciła swoją wolę przeważającej większości.
 
W naszej historii, w czasach złotej wolności, było już coś takiego jak Liberum Veto (wiek XVII-XVIII), co skutkowało zrywaniem sejmów jednym protestującym głosem.
 
Natomiast, jak widzieliśmy, na warszawskiej ulicy odmiana Liberum Veto funkcjonuje nadal i skutecznie rujnuje  porządek publiczny. Tak jak przed wiekami pojedyncze osoby destabilizowały państwo, tak obecnie grupka fanatyków destabilizuje porządek publiczny obnażając tym samym  słabość władz świeckich i kościelnych.

Trzeba nazwać rzecz po imieniu: Władzy i Kościołowi brakuje „jaj”, brakuje zdecydowania w działaniu i odwagi cywilnej. Kunktatorzy wzięli na przeczekanie i unikają jak ognia konfrontacji z siłami ciemnoty i fanatyzmu w nadziei, że wszystko się z czasem ułoży samo, więc po co się narażać na ewentualną krytykę.
Niechaj więc nadal setki policjantów (opłacanych z naszych podatków) zamiast zapewniać nam bezpieczeństwo w mieście i okolicach, stoją w upale przyglądając się sennie grupce oszołomów. A społeczeństwo niech otrzymuje codziennie klarowny sygnał: kto stanie obok zbitego z 2 desek krzyża, może opluwać demokratycznie wybranych przywódców państwa oraz reprezentantów Kościoła. I korzystać z pełnego immunitetu.
Państwo polskie krzyża, ani „krzyżowców” nie ruszy, bo się boi. Pytam: czego ?

Czy taki słaby rząd będzie miał odwagę przeprowadzać niezbędne, a mało popularne reformy gospodarcze ? Czy też z uwagi na ewentualną krytykę będzie kluczył w powodzi miałkich półśrodków. A co z jego polityką zagraniczną, jeżeli nie jest nawet w stanie zapewnić porządku na ulicy przed siedzibą wybranego w wolnych wyborach Prezydenta ?

Pamiętajmy, że sprytny przeciwnik, partner, kontrahent czy oponent w mgnieniu oka wyczuwa słabość drugiej strony. I eksploatuje ją ile się da. „Krzyżowcy” już dawno rozpoznali tę drugą stronę i pokazują mnie, Tobie i rządowi swój środkowy palec.

Czy nie nadszedł czas na zdecydowanie, stanowczość i działanie wybranych przywódców ?
A może po prostu to określenie do nich nie pasuje ?

środa, 14 lipca 2010

Krzyże nienawiści

Wybory za nami. Kurz wyborczy opadł. Wybraliśmy w końcu kogo trzeba. Nastały upały i chodzimy trochę „przymuleni”. Z wyjątkiem tych, którzy wyjechali na lipcowy odpoczynek i pływają w ciepłych morzach i jeziorach. Atmosfera leniwa. Rodacy mieli spokój i mogli się całkowicie skoncentrować na mundialowym finale.
Jako, że nasza reprezentacja narodowa nie pchała się nachalnie na te mistrzostwa, musieliśmy się emocjonować zmaganiami innych. I już by się wydawało, że w polityce w te wakacje wieje nudą, a tu raptem pojawił się nowy polski spór: o krzyż postawiony przed Pałacem Prezydenckim.


Po co i na co żyć we względnej zgodzie, kiedy tak pięknie i żarliwie można sobie skakać do gardeł ? Jedna strona, nazywająca siebie od dawna „prawdziwymi Polakami” jest za pozostawieniem tego krzyża (na wieki wieków amen), a druga, ta „polskojęzyczna”, uważa że musi się znaleźć inne, „godniejsze” miejsce na ten symbol kultu. I jak to w Polsce, kiedy mamy kontekst krzyżowy, wytaczane są przez „prawdziwych Polaków” najcięższe (chociaż nie najmędrsze) działa.
Przykład ich argumentacji ZA pozostawieniem:

Komu on przeszkadza ?
Dlaczego go gdzieś chować ?
Ludzie tam go postawili, aby tam pozostał.

I argument-groźba:
Kto z krzyżem wojuje, ten od krzyża ginie.

Oraz propozycja rzekomo koncyliacyjna: Krzyż pozostawić, ale teren wokół odpowiednio zaaranżować architektonicznie... Konkretniej Zbigniew Romaszewski (bo to jego cytuję) nie chciał się wypowiedzieć , więc myślę, że chodzi mu o jakąś kapliczkę/bazyliczkę lub coś podobnego. Dodał jeno łaskawie, że należy zachować drogę wjazdową i wyjazdową z Pałacu. (!) Rozumiem, że to są jego podstawowe założenia co do zagospodarowania przestrzennego obszaru przedpałacowego.

Jako, że w temacie „martyrologia i kult męczeństwa” jesteśmy wyjątkowo obcykani, a stawianie pomników i pielgrzymki to nasza specjalność, już oczami wyobraźni widzę kolejki do kolejnego miejsca kultu i kolejny film dokumentalny z komentarzem red. Pospieszalskiego.

Tu i ówdzie padają również argumenty, że nie wypada nowemu Prezydentowi z rodziną biegać po salonach, w których przebywała Poprzednia Para. Najlepiej byłoby cały ten spory zresztą budynek zamienić na muzeum.

Rozumiem, że gdyby JK wygrał wybory prezydenckie, a z czasem PIS parlamentarne, to napewno spełniłoby się to obłędne marzenie zamiany Pałacu i terenu przypałacowego w kolejną Częstochowę.
Argument „krzyżowy” jest w Polsce bardzo wrażliwy politycznie. Przypomnijmy sobie walkę o krzyże na żwirowisku wokół obozu w Auschwitz. Przez 44 lata po II wojnie światowej jakoś dało się żyć z pustym miejscem. Aż jeden oszołom postawił nocą, po kryjomu, pierwszy krzyż, a inni dołożyli swoje. I rozpoczęła się zabawa na poważnie. „Kto z krzyżem walczy ... itd.”

Powstały liczne Komitety i Przymierza, np. Społeczny Komitet Obrony Krzyża Kazimierza Świtonia, czy Przymierze w Obronie Krzyża Papieskiego na Żwirowisku.
W imię czego ? Zgody i harmonii ? Nie, wzajemnej nienawiści i podziałów.

Uwaga ! W/w organizacje wcale nie działają zgodnie razem. One ostro konkurują ze sobą !
Dom wariatów ? Oczywiście, że tak.

Ostatecznie, w wyniku zbiorowej decyzji b. Premiera Buzka, b. wicepremiera Tomaszewskiego i arcybiskupa Rakoczego postawione przez Świtonia na żwirowisku krzyże zostały przeniesione. Pozostał tzw. krzyż papieski.
Ile osób w sumie brało udział w całej tej aferze „krzyżowo – żwirowej” ?
Ile czasu zmarnowano na bicie piany w celu wypracowania kompromisu między oszołomami i resztą społeczeństwa ?

A krzyż w Sejmie ? Ile było zażartych dyskusji parlamentarnych poświęconych rzekomej niezbędności tego tam przedmiotu ? I pseudopatriotycznego i religijnego patosu „prawdziwych Polaków-patriotów-katolików”.
Po to tylko, aby po raz kolejny ukradkiem, nocą, zawiesić ten obiekt na ścianie. Że niby będzie inspirował do światłych działań. A jak to działa w praktyce, każdy widzi.

I teraz ten krzyż przed Pałacem...
Kościół wstrzymuje się od zajęcia stanowiska. Czeka jak sytuacja się rozwinie.
Toleruje opinie Beaty Kempy i jej kolegów, że prawdziwy katolik nie będzie się domagał przeniesienia krzyża. Spokojnie obserwuje kolejny „krzyżowy” konflikt.
W końcu promocja kultu symboli to jego specjalność. Nawet jeżeli ten symbol wiary stał się faktycznie symbolem nienawiści i narodowych podziałów. Who cares ? - jak mówią Amerykanie.

Swoją drogą to kuriozum i czysty obłęd, że w XXI wieku dwa patyki zbite pod kątem prostym powodują w niektórych ludziach tyle bezsensownych emocji. A jeżeli jeszcze jakiś człowiek w sutannie pokropi je wodą, rozpala to w nich prawdziwą nienawiść przeciwko innym. Potrzeba obrony materialnego, zewnętrznego symbolu w tym przypadku tysiąckrotnie przewyższa ich potrzebę stosowania zasad wiary, tolerancji i miłości bliźniego w życiu codziennym. Powód: to ostatnie jest o niebo trudniejszym i o niebo mniej spektakularnym zadaniem.

Jak mówi filozof religii prof. Zbigniew Mikołejko: “krzyż przed Pałacem jest krzyżem przegranych, którzy usiłują uczynić z niego narzędzie zwycięstwa. Przegranych także religijnie, bo usiłujących uczepić się wiary widzialnej, obrzędowej, która nie wymaga myślenia, tylko emocji."

Natomiast oświadczenie arcybiskupa Henryka Muszyńskiego, metropolity gnieźnieńskiego: "Ci, którzy posługują się krzyżem jako narzędziem walki przeciwko komukolwiek, postępują faktycznie jako wrogowie krzyża Chrystusowego" to wołanie na puszczy.

Niestety, krzyż w praktyce polskiej jest symbolem nienawiści.

A spora część naszego społeczeństwa pod przewodnictwem PISu i O.Rydzyka jest chora.
Choroba ta pogłębia się w oczach. Wczorajszy wywiad Joachima Brudzińskiego u Moniki Olejnik pokazuje jak bardzo. Przegrana w wyborach prezydenckich zaostrzyła ten stan. Frustracja PISu uruchomiła istniejące od zawsze obfite pokłady niepohamowanej nienawiści. Skrywanej oportunistycznie i fałszywie przez wszystkich jej członków w okresie kampanii wyborczej. Kampania i pozowanie na łagodne owieczki nie przyniosło zwycięstwa, więc partia wraca do korzeni ! Przyznając się tym samym do nieudanej próby oszustwa elektoratu.
"Po trupach do celu".
Dla PISu Polska napewno nie jest najważniejsza.

Dlaczego zatem wódz PISu – partii „prawdziwych Polaków” przegrał wybory prezydenckie ?
Jak twierdzą niektórzy jej liderzy, bo społeczeństwo nie dorosło do poziomu ich przywódcy.
Adolf Hitler też tak mówił o swoich rodakach w obliczu nieuchronnej klęski III Rzeszy.

niedziela, 4 lipca 2010

Cisza wyborcza

4 lipca. Kompletna cisza. Nawet pies sąsiadów, który zwykle ujada bez sensu i powodu nie zakłóca tej ciszy. Mieszkańcy mojej podwarszawskiej wioski też jakby się schowali w swoich domach i nawet nie słychać żeby grali, jak zwykle w niedzielę, modne przeboje przy otwartych oknach. Syn sąsiada, (niesamowite !) nie dokonuje rytualnego odsłuchu rur wydechowych swojego czarnego Kawasaki, a nasza ulica wiejska świeci pustkami.
Pogoda też spokojna: 24 stopnie, lekkie zachmurzenie i prawie bezwietrznie.

W domach niezdecydowanych wyborców wszystko to sprzyja przemyśleniom Last Minute co do wyboru „naszego” kandydata na Prezydenta Najjaśniejszej. Ja i wielu moich znajomych rzeczywiście traktujemy sprawę bardzo poważnie.
Już o 9 rano pojechałem z moimi od niedawna pełnoletnimi synami do lokalu pobliskiej Komisji Wyborczej. Żona i teściowa, które udały się na weekend do Wrocławia, zabrały stosowne zaświadczenia. I już dzwoniły do mnie parafrazując słynne powiedzenie: „Meldujemy dokonanie Aktu Wyborczego”.

Stopniowo, od lat 90tych, mamy do czynienia ze wzrastającym poczuciem, że pojedyńcze głosy istotnie mogą wpłynąć na los naszego kraju. I na jego wizerunek na świecie.
To dobrze, bo przez dziesięciolecia obywatele Polski traktowali wybory jak szopkę Bożonarodzeniową z Pierwszym Sekretarzem w roli Jezusa.

Ta banalna analogia podsuwa następną. Oto mamy Mundial i większość telewidzów ogląda kolejne mecze. Coraz ciekawsze, bo finał tuż tuż. Kto wygra ? Niemcy czy Holandia ?
A dzisiaj po 20tej będą już częściowo znane wyniki innego finału. Kto wygra ? JK czy BK ?

Do wieczora jeszcze wiele godzin, więc dla zabicia czasu można poczytać i pooglądać gazety. I poszerzyć swoją bazę informacyjną o wydarzenia, które wydawcy najwidoczniej uważają za wzbogacające naszą wiedzę o świecie i ważnych ludziach.
Oto (w Wyborczej) zdjęcia Nergala pochylonego nad otwartym bagażnikiem swojej Hondy Civic (w kolorze: czerń wizytowa) i wypakowującego torby plastikowe pełne produktów spożywczych. Następne foty pokazują już tylko tył wyżej wymienionego, gdy wchodzi na klatkę schodową. Można jeszcze dostrzec na zbliżeniu, że osoba zakupiła m.in. karton z mlekiem – nie widać jednak iloprocentowym. Szkoda...

Inny serwis fotograficzny pozwala nam obejrzeć Dodę, stojącą obok czarnego Audi Q7 z którego ochroniarz wyjmuje bagaże. Tu już niestety nie widać zawartości. A ciekawe, co jest w środku walizki w jaskrawą pepitkę zielono białą...
I tu i tam, jak widać, prasa rozbudza ciekawość czytelników, lecz jej całkowicie nie zaspokaja. To sprytne.

Mniej sprytne więc, bo podające całą wstrząsającą prawdę są informacje o tym, że Urbańska była u wróżki, która przepowiedziała jej narodziny syna, a znów inna Ważna Osoba, Agnieszka Chylińska, już jest w ciąży !
I podobno, jak twierdzą osoby zbliżone do niej, w wyniku tego wydarzenia, przeszła kompletną metamorfozę swojej osobowości. Ze złośliwej i agresywnej baby na miłą i łagodną kobietkę.

Podobną i równie wielką metamorfozę przeszedł, jak twierdzą osoby zbliżone do … (ocenzurowano z powodu ciszy wyborczej), również i on.

Czyżby oboje byli w ciąży ??
Mało prawdopodobne.