czwartek, 26 czerwca 2014

Elity władzy A.D. 2014 - afera taśmowa

Spisek kilku kelnerów działających na zlecenie póki co niezidentyfikowanych sił, spowodował największy kryzys polityczny Rzeczpospolitej. Opozycja wyszła z nor i ziemianek, bo takiej okazji do zmasowanego ataku na rząd, przepuścić nie sposób.

Na ostatniej sesji Sejmu pokazali się na mównicy niewidziani dotychczas opozycyjni posłowie, którzy w jednominutowych wystąpieniach dali wyraz swemu bezbrzeżnemu oburzeniu i obrzydzeniu.
Marionetki Prezesa Jarosława K. nie pozostawiły na PO suchej nitki. Aż do szczegółowego wyliczenia wymyślnych potraw spożytych w VIP-owskich salach restauracyjnych. Niech biedny lud zobaczy jak dogadzają sobie rządzący w nierządnej III RP.

W sumie nie mam za złe PO-wcom, że żrą w dobrych knajpach – w końcu minister nie musi stołować się w McDrivie, i szamać Big Maca tylko po to, aby nie podpaść ludowi pracującemu.
Natomiast, jeżeli twierdzi, że to prywatne spotkanie, to niech, skąpy dziad, zapłaci prywatną kartą. Płacenie służbową w takim przypadku to krańcowe skąpstwo, głupota i arogancja w jednym. Rodzi się pytanie: ile kosztują takie knajpiane, a prywatne, spotkania polskich polityków w skali roku ?

Czy zapłacili stosowne podatki od prywatnych posiłków opłacanych służbowymi kartami ? Nie sądzę, a uważam, że to spore sumy, wyższe niż cena wszystkich zegarków debilnego narcyza, ex-ministra Sławomira N.

Gdyby takie sytuacje miały miejsce w protestanckiej Skandynawii, wyczulonej na m.in. niezapłacenie podatków od prywatnych posiłków, które delikwent wpisuje w koszty firmy, kontrola skarbowa uczyniłaby jego życie jednym pasmem stresów... O kosztach nie wspomniawszy.
Gdyby był to polityk, byłoby już po karierze.
Zresztą niedawny przykład z Niemiec (byłego już prezydenta Christiana Wulffa), pokazuje, że nikt w przyzwoitym państwie nie stoi ponad prawem, a szczególnie politycy.

Zrozumiałe, że nasi polscy katoliccy liderzy, szczególnie ci którzy już przez 7 lat są u władzy, nabyli z czasem takiej arogancji, że bezbrzeżna chciwość każe im obciążać nas podatników nawet za żarcie, które wbijają prywatnie w swoje brzuchy.

Z kolei wulgarny język ich „konwersacji” okołobiesiadnej nie oburza mnie zupełnie. Podczas takiego prywatnego spotkania mogą sobie panowie – gdyby za nie płacili z własnej kieszeni - kląć, głośno bekać i puszczać cuchnące bąki, kogo to obchodzi ? W końcu politycy to odzwierciedlenie naszego dumnego narodu, to tacy sami ludzie jak zwykli przechodnie, czy kierowcy samochodów jadący obok ciebie. Duży ich procent to chamy i prostaki.
Polskie elity polityczne to szczególny rodzaj elit.

Inny aspekt wyjątkowej głupoty i arogancji wykazanej przez naszych „wybrańców”, to poruszanie w knajpach spraw, które można oględnie nazwać delikatnymi, kontrowersyjnymi lub na granicy prawa. Myślę, że to dobrze, iż ten szlam konwersacyjny ujrzał światło dzienne, bo powinno to być przestrogą dla następnych „wybrańców narodu”. Na jakiś czas, bo każda ekipa po paru latach przy żłobie nabywa bezkarności i arogancji, czuje że wszystko jej wolno. To wynik nieuchronnej degeneracji każdej władzy w dłuższej perspektywie czasowej.
Dlatego zresztą demokracja przewiduje kadencje i wybory.

Fakt, że polski minister spraw wewnętrznych i zarazem koordynator d/s służb specjalnych nie ma świadomości, że może być poza biurem podsłuchiwany przez bardzo różne osoby, to kolejny przykład skrajnej głupoty i braku wyobraźni tego prawnuka noblisty. Na takim stanowisku brak wyobraźni to stałe zagrożenie bezpieczeństwa państwa.

Żadnej szkody natomiast nie narobił nam, według mnie, min. Sikorski. Chociaż racja stanu nakazuje Polsce przytulanie się do USA w ramach oficjalnej polityki rządu, to jednak dobrze, aby Obama rozumiał, że usłużni Ameryce Polacy czują się de facto „dymani” przez jego kraj od wielu lat.
Tego Radek nie mógł powiedzieć mu w oczy, natomiast obecny przypadkowy sposób przekazu jest jedyną (chociaż niezamierzoną) formą, która powinna dać do myślenia Prezydentowi O.

Potężny ładunek informacyjny zawarty w sączonych stopniowo przeciekach WikiLeaks nie zachwiał Stanami i ich aliansami z aliantami, więc to co powiedział Sikorski o robieniu laski niewdzięcznemu sojusznikowi, to delikatna słowna pieszczota. Spoko, katoliccy panikarze z PiS, amerykański „murzyn” nas nie opuści.
A gdyby nawet, to i tak nie zginiemy, bo mamy w odwodzie Maryję Królową Polski – w polskiej hierarchii stoi Ona dużo wyżej od Obamy.

Jednak, nie da się ukryć, że nasi rządowi biesiadnicy zatracili już dawno poczucie rzeczywistości, arogancja zastąpiła im umiar i rozsądek, gadają i bełkoczą bzdury, czują się bezkarni w swojej nonszalancji. Dlatego, ponieważ wisi nam nad głowami jak czarna chmura, piekielny zestaw potencjalnych liderów - (Kaczor+Korwin) – obecnych gadatliwych ministerialnych przywódców należy się pozbyć.
Niepozbycie się ich będzie dla nich sygnałem, że „hulaj dusza, piekła nie ma” i jak mówią Amerykanie: Anything goes.

Więc albo Tusk dokona szerokiej czystki i wykaże nieodzowne w przypadku lidera jaja, albo polegnie razem z koleżankami i kolegami platformersami.
Jego obecne gadanie o absolutnym priorytecie identyfikowania mocodawców i ich motywacji do zniszczenia rządu podsłuchami, a odłożeniu na później analizy i oceny merytorycznej nagranych na taśmach chamskich bełkotów, przypomina mi taki kawał:
Wraca mąż do domu i zastaje w nim zapłakaną żonę, która pakuje w pośpiechu walizki.
- Co robisz?! - pyta. - Odchodzę! Zdradziłeś mnie! - odpowiada żona
i rzuca w niego plikiem zdjęć, na których widać jak uprawia on seks z kochanką.
Mąż ze spokojem przegląda zdjęcia po czym zwraca się do żony:
- Kochanie, uspokój się! Wszystko się ułoży! Musimy tylko wyjaśnić,
kto te zdjęcia zrobił i dlaczego chce zniszczyć nasze małżeństwo...

czwartek, 29 maja 2014

Dlaczego akurat oni ??

To pytanie w kontekście ostatnich wyborów do Parlamentu UE zadaje sobie obecnie cała medialna Polska.
Odpowiedzi są różne, ale koncentrują się wokół fenomenu Janusza Korwina Mikke, jego nagłego powrotu do czynnej polityki, po dwóch tuzinach nieudanych startów we wszystkich możliwych krajowych elekcjach.
Dlaczego właśnie teraz i dlaczego głównie młodzież, w tym 1/4 kobiet, uważanych przez JKM za nieco ociężałe umysłowo maszynki do rodzenia dzieci ?

Dlaczego PO i PiS kontynuują walkę w ciągłym zwarciu, bez wyraźnej przewagi żadnej ze stron ?
Dlaczego inne partie dyszą ciężko i odpadają z wyścigu po unijne apanaże i prestiż ?
Dlaczego SLD przeżywa kryzys, chociaż znacznie przekroczył próg wyborczy ?
No i dlaczego mamy w kraju tak mikre zainteresowanie tymi wyborami ?

Po kolei. Najpierw o Feniksie odrodzonym z popiołów. Warto zauważyć, że jest to partia ultra wodzowska i kompletnie bez gwiazd, czy powszechnie znanych osób. Lider głosi poglądy tak skrajne, że od 90-tych lat aż po 2012, żaden normalny człowiek nie poświęcał mu większej uwagi. Traktowano go jak cielę z dwoma głowami, dziwadło polityczne, przy którym nieboszczyk Lepper był wyjątkowo zrównoważonym i przewidywalnym facetem.
Co spowodowało, że młodzi ludzie zagłosowali właśnie teraz na 72 letniego socjopatę ?
Myślę, że dlatego, iż obecna młodzież, która niedawno nabyła prawa wyborcze
nie rozumie po co w ogóle jest UE i my w niej, skoro mamy dwucyfrowe bezrobocie, a w niektórych innych krajach członkowskich jest dużo gorzej niż u nas.

Unia jednak, tak naprawdę, jest bardzo dobrym pomysłem, ale wymaga obecnie mocnych korekt, które mogą nastąpić tylko w rezultacie wstrząsu, który wkrótce nastąpi dzięki aktywności tzw. eurosceptycznej części posłów.
Unia raczej udolnie niż nieudolnie wiąże przecież ze sobą państwa, które historycznie były skonfliktowane, stanowiły tereny okupacji, wojen i rozlewu krwi. Unia dała nam spokój, stabilność i poczucie bezpieczeństwa, chociaż nie zapewniła wszystkim dobrobytu. Ale ten dobrobyt jaki mamy i ten spokój i bezpieczeństwo powoduje, że teraz, właśnie teraz, przeżywamy najlepszy okres w całej historii naszej ojczyzny ! Ci, którzy obecnie żyją w tym kraju i są niezadowoleni, powinni natychmiast otworzyć podręcznik historii i porównać naszą sytuację teraz, z dowolnym okresem w przeszłości.

Trzeba również zdać sobie sprawę, pomstując na Unię, że wielki i trwający wciąż kryzys gospodarczy rozpoczął się za oceanem, zanim przeniósł się do Europy. Źródłem jego była i dalej jest patologiczna chciwość najbogatszych, jakby powiedział Goebbels: spisek finansjery żydowskiej przeciwko gojom. Zaczęło się przecież od banków wciskających kredyty bez opamiętania, od oszukańczych instrumentów finansowych itp.
Przez międzynarodowe powiązania, globalizację, wirus kryzysu przeniósł się na cały świat, w tym na Europę. Wielkie banki w Europie wzorem USA, też kredytowały bez opamiętania kraje członkowskie, jak np. Grecję, Hiszpanie, Włochy czy Portugalię. Wyznając zasadę, że pieniądz pożyczony na procent, to pieniądz posiadany (chociaż w mglistej przyszłości).
Właściciele banków i ich kierownictwa bogaciły się i nie obchodziło ich, czy w ogóle kredyty będą kiedykolwiek spłacone.
„ Après nous, le déluge”.
Zachowywali się jak pijany marynarz. Jak Benio Madoff, „znany żydowski dzialacz społeczny”, któremu powierzała pieniądze plejada banków i funduszy oraz celebryci z pierwszych stron gazet. A chłop przez ostatnie 13 lat swojej działalności nawet nie reinwestował powierzonej mu kasy. Po co, kiedy sprawdzano go wielokrotnie (Security and Exchange Commission), wykrywano „nieprawidłowości”, ale nic z tym dalej nie robiono.
Krótko mówiąc, zaraza przyszła do Europy oryginalnie z USA. Teraz nasza Unia nie ma wyjścia, w wielkim uproszczeniu, musi skorygować swoją działalność, ograniczyć marnotrawstwo pieniędzy, usprawnić podejmowanie decyzji, wprowadzić dyscyplinę finansową. Jeżeli się nie zmieni, w następnych kilku latach padnie wspaniały koncept na zjednoczoną Europę i każdy kraj na własną rękę zmierzy się z Chinami i z Rosją, która już poczuła, że UE to - decyzyjnie - papierowy tygrys.

Jeżeli Unia się rozpadnie, Polska z czasem zapewne stanie się kolejny raz ofiarą polityki mocnych sąsiadów. Historia to potwierdza.

Dlatego nasza racja stanu nakazuje wspieranie Unii i jej przeobrażenie, którego zakres i kształt musi być ustalony i dokonany w nadchodzącej kadencji Parlamentu Europejskiego.

U nas przeobrażeniom powinna ulec debata polityczna PO i PiSu, bo jest coraz bardziej jałowa z punktu widzenia interesów kraju. Terminologia typu zdrada narodowa, zdrajca, sprzedawczyk, sługus Putina, klient Merkel – powinna zniknąć raz na zawsze. Obserwując liczne debaty polityczno - gospodarcze w Niemczech, czy Austrii, widzę, że kraje te są o lata świetlne w kulturze politycznej od nas. Od formy debat (jeden mówi, reszta milczy, a nie jak u nas, wszyscy się przekrzykują), do treści (spór merytoryczny to normalne, ale bez osobistych inwektyw i wątków patriotyczno – religijnych).

Naród polski obserwuje dwie czołowe polskie partie, zużywające cenny czas na jałowe kłótnie i produkowanie żenujących skandalików.
  • Zegarki Nowaka,
  • Przygotowana niechlujnie i opóźniona reforma Arłukowicza,
  • Amatorskie ministrowanie sportem Muchy,
  • On-going śledztwo smoleńskie
  • Wszechobecny narcyzm polityków.
  • Brak sprawnej działalności informacyjnej rządu = arogancja – nie ma komu tłumaczyć, co rząd robi i dlaczego.

PiS natomiast trzyma się konsekwentnie jednej linii propagandowej: Tusk zdrajcą narodu i sługusem Putina i Merkel jest. Sikorski też to samo, zadufany snob jeden. Jednym słowem Targowica i zbrodniarze. Zabili Lecha K. bohatera Narodu, bo pragnął prawdziwej wolności dla Polski. I polski prosty lud ten przekaz kupuje.

Do anachronicznej postawy wyborców, w tym zwolenników m.in. PiSu przyczynia się aktywnie propaganda kościelna, utrwalająca, jak zawsze w swojej historii, zmurszałe poglądy i postawy. Rezultatem najnowszym jest Deklaracja Wiary Lekarzy, głosząca wyższość prawa boskiego nad prawem stanowionym, sporządzona na kamiennych tablicach i złożona uroczyście na Jasnej Górze. Podpisana przez 3000 czołowych i znanych lekarzy, wielu w stopniu profesorów dr. hab...
Fragmenty deklaracji: „antykoncepcja i sztuczne zapłodnienie gwałcą podstawowe przykazania Dekalogu”. "Tylko wybrani przez Boga i związani z Nim świętym sakramentem małżeństwa mają prawo używać tych organów, które stanowią sacrum w ciele ludzkim".
Tak, proszę państwa, w XXI wieku żyjemy w Katolandzie ekstremalnym.

P
ewna część młodzieży ma jednak dosyć znanych partii. Znane nazwiska gadaczy telewizyjnych już powoli przestają działać. Dlatego np. Europa Plus Twój Ruch (co za kretyńska nazwa) ze znanymi medialnie ludźmi, wypadła w wyborach tak kompromitująco.

SLD zaś, nie przyciągnie już nowych zwolenników, bo dowodzony jest przez starego politruka, zgranego cwaniaka z dawno minionej epoki. To nieprzekraczalny wynik, jaki osiągnie ta partia i w następnych wyborach.

No i z tych głównie powodów, 3/4 Polaków olało wybory. Niesłusznie. UE dało nam dotychczas sporo kasy i to widać w całym kraju. A myśląc nieco szerzej niż tylko na temat otrzymanej kasy, należy pomyśleć również o idei europejskiej, która zapewniła dotychczas życie bez wojen, szczególnie na naszym terytorium, zniosła granice i otworzyła swoje rynki pracy. Otworzyła szeroko Polskę na świat i świat na Polskę.

Jeżeli 90% Polaków popiera Unię, to chyba warta jest ona naszego większego zainteresowania, niż te marne 23% frekwencji. Narodzie, obudź się !

Młodzież polska po pierwszym zetknięciu z twardą rzeczywistością rynku pracy, stawia po raz pierwszy na tych, którzy jeszcze się nie skompromitowali w działaniu: Nowa Prawica. Szczęśliwie, że nie wygrali wyżej, że dostali tylko 4 mandaty. Nie zdołają wiele zaszkodzić poza własną kompromitacją, która ich niechybnie czeka w Brukseli,. Właśnie dziś szef austriackiej FPO, niby odpowiednika NP znad Dunaju, zdecydowanie zaprzeczył, żeby kiedykolwiek miał chęć działać w Parlamencie wespół z Korwinem, mówiąc że nie ma mowy o współpracy z „obskurantami z Polski”. A nasz błazen-obskurant już triumfuje, że narobi takiego skandalu w Brukseli, jakiego jeszcze Bruksela nie widziała.
Będzie więc nasz kraj miał kolejny rekord – największej wiochy w Europie.
Austriacy mają swoją „babę z brodą” - my mamy wąsatego dziwoląga w muszce.
Chyba jednak wolę tę babę...



czwartek, 15 maja 2014

Co nowego w Katolandii ?

W nawale wiadomości z sąsiedniej Ukrainy, przebijają się, okupując czołówki gazet i zajmując pokaźne ilości czasów antenowych, newsy, które można zakwalifikować jako nieco lżejsze, a nawet rozrywkowe.

Ale jak to w Polsce, zwykła wiadomość o sukcesie wokalnym brodatej chłopobaby - Conchity Wurst - i porażce naszych seksownych dziewczyn w strojach ludowych, została przetworzona „twórczo” przez lokalnych smutasów politycznych na rzekomy atak zdegenerowanej zachodniej Europy na nasz przaśny katolicki kraj. Czołowi politycy polskiej bogobojnej prawicy zmieszali z błotem biedną Conchitę, upatrując w niej symbol agresywnego Szatana, który wciska się do Polski i atakuje nasz katolicki kraj, nawet w ramach zwykłego konkursu na pieśń. Psychoza oblężonej twierdzy – wiecznie żywa.

W Austrii, ojczyźnie Conchity, kraju od zawsze rzymsko-katolickim, miała miejsce również ożywiona dyskusja, ale zupełnie inna. Dyskutowano o tym, czy Austria jest naprawdę liberalna, o czym świadczyłoby zgłoszenie tego artysty do konkursu, czy też tylko pozornie liberalna, gdyż politycy, póki co, uchwalili w 2010r. prawo zezwalające jednopłciowym rodzicom jedynie na opiekę nad dziećmi, ale teoretycznie również na odebranie ich opiekunom w każdej chwili. Adopcja dzieci - wykluczona.

Ciekawe jest również austriackie prawo pracy. Właściciel knajpy nie może odmówić przyjęcia do pracy kelnerki-lesbijki, ale może wyrzucić ze swojego lokalu klientów homoseksualnych... (?)

W związku z tym, na łamach austriackiej prasy pojawiają się zarzuty, że rzekomo liberalna Austria może być, niestety, porównywana jedynie do zacofanych krajów Europy Wschodniej...

Na koniec, co do sympatycznej Conchity, Austriacy zarzucają jury, iż decyzją co do pierwszego miejsca w konkursie uczyniły z ich ojczyzny pośmiewisko całej Europy.

U nas, natomiast, z tej okazji odżyły znowu dyskusje o filozofii gender, dając gwiazdom szklanego ekranu: księdzu Oko, posłowi Hofmanowi, Kempie, Wróbel i podobnym reprezentantom narodu, okazję do obrony polskich rodzin przed rzekomą promocją zboczeńców. Starczyło nawet miejsca w TVN na „interesującą” wypowiedź obrońcy boga, boksera Adamka.

Mój boże...
Za komuny był taki fajny artysta, Maciej Zembaty („Najbardziej to lubię gotować, ale żeby z czegoś żyć, muszę zajmować się: poezją, muzyką, filmem, estradą i dziennikarstwem”).
Napisał i śpiewał swoim niskim głosem, na melodię marsza żałobnego Chopina, piosenkę „Ostatnia Posługa”.
"Jak dobrze mi w pozycji tej/W pozycji hory-zon-tal-nej/Ubodzy krewni niosą mnie na swych ramionach".
Wtedy była to „moja ulubiena”, jak mawia Boczek. Ale niestety, niestety, w narodzie odezwali się głośno protoplaści obecnej patriotycznej prawicy z wielkimi protestami przeciwko Zembatemu za świętokradcze używanie takiej uroczystej muzyki naszego geniusza fortepianu do swojej bezecnej piosenki.

Smutasów ci u nas zawsze dostatek.

Trochę mniej wesołe są ostatnie przedwyborcze występy nowej kadry kandydatów na Europosłów. Dostają za darmo czas antenowy czołowych kanałów informacyjnych, próbujących przedstawić nam ich sylwetki, ale nie powinno nam Polakom-szarakom być z tego powodu do śmiechu. Ich poziom intelektualny i zasób informacji o świecie, gospodarce, polityce i Unii pokazuje dobitnie, że dla naszych czołowych polityków decydujących o doborze kandydatów i sporządzaniu list, interes Polski nie ma żadnego znaczenia. Parlament Europejski można więc zacząć zaludniać Zulu-Gulą i sportowcami-bałwanami bez straty dla przyszłości Unii i obrony naszych w niej interesów.

Chyba za długo już w Polsce jest spokojnie, a nawet nudno, że naród przestał doceniać zdobycze gospodarcze i spokój polityczny okresu postkomunistycznego.
I chyba tylko nudą i poprawiającym się (powoli ale wyraźnie) poziomem życia Polaków, można tłumaczyć marnowanie cennych miejsc w parlamencie UE na takich „obiecujących” kandydatów i wzrostem poparcia dla Korwina-Mikke.

Zdala od polityki, Warszawy i spraw tego świata zmarł 14 kwietnia b.r. ks. Sylwester Zawadzki, którego dzieło życia, pomnik Chrystusa Króla można oglądać w Świebodzinie. W testamencie zażyczył sobie, aby po śmierci jego serce wyciąć i zamurować pod tym 36 metrowym symbolem sakro-kiczu. Sanepid ma problem, ponieważ ludzkie szczątki winny znaleźć się, jak trzeba, na cmentarzu, a są pod pomnikiem. No i powstał dylemat wynikający ze specyficznej i nie tylko polskiej religijności, zgodnie z którą przez wieki, kawałki człowieka, nazwijmy to, ludzkie podroby, stanowią bardzo pożądany obiekt kultu.
To na pewno stary i mroczny obyczaj. Zgodnie z nim kultowi w kościele podlega np. święty napletek Chrystusa (cudownie z wiekami rozmnożony), święte kości, płyny ustrojowe i podobne bibeloty.
Co do napletka, to powstaje pytanie: jeżeli został on rozkawałkowany i znajduje się w szeregu kościołów jako relikwia, to Jezus zmartwychwstał i poszedł do Pana niekompletny (?). I nadal drąży nas wątpliwość: jak świętego kawałka starczyło dla wszystkich przyznających się do niego świątyń ?
W 1602 roku Jezuita Salmeron stwierdził, że Bóg w cudowny sposób rozmnożył napletek Chrystusa. Jak widać, przy dobrej woli, wszystko da się wytłumaczyć.

W 1983 roku mieszkańcy miasteczka Calcata, nieopodal Rzymu, przygotowywali się właśnie do corocznej procesji z okazji Święta Obrzezania, kiedy dotarła do nich druzgocąca wiadomość: "skradziono święty napletek". Ojciec Dario Magnoni ogłosił, że relikwia, ostatni wciąż współcześnie wystawiany publicznie egzemplarz, zniknęła z jego skrzynki na buty, dokąd przeniósł ją pod groźbą ekskomuniki jeszcze w latach 50-tych.
Drugi Sobór Watykański wykreślił wtedy z kościelnego kalendarza święto napletka i ogłosił 1 stycznia "Świętem Bożej Rodzicielki Maryi".

Rozkwit tego obyczaju przypada na średniowiecze, kiedy zbierano wszystko, co dało się przypisać jakiemuś świętemu, również święty obrus z ostatniej wieczerzy, a nawet palec Ducha Świętego (!), pot Jezusa, sianko ze stajenki betlejemskiej, kawałki krzyża i gwoździ z niego (30 kościołów przyznaje się do ich posiadania). Także mleko Matki Boskiej...

W ten kontekst wpisuje się również wycięcie i zakopanie pod monstrualnym pomnikiem, serca czcigodnego księdza Sylwestra, na jego wyraźne polecenie. I w tym też kontekście przypomniał mi się dowcip rysunkowy ze starego Playboya.
Sklepik spożywczy. Za ladą stoi zakłopotany sprzedawca i patrząc na trupa leżącego za szklaną pokrywą lady, na której normalnie powinny znajdować się produkty żywnościowe, mówi do klienta: Zgadzam się z panem, że to jest fatalne dla mojego biznesu, ale to było ostatnie życzenie Harry'ego”.



.

środa, 7 maja 2014

Ruskie wejdą ?

W obecnym okresie wiele osób w Polsce zadaje sobie to pytanie, chociaż przeważnie w bardziej eleganckiej formie: czy odczuwamy osobisty niepokój, zagrożenie, w obliczu wydarzeń rozgrywających się na Ukrainie ? Zgodnie z wynikami ankiet i sondaży, ponad połowa Polaków taki niepokój odczuwa.

W dodatku nasz premier (oby żył wiecznie, pomimo posiadania dziadka w Wehrmachcie), palnął swojego czasu coś na temat dzieci i rozpoczęcia ich roku szkolnego i wywołał tym dodatkowe obawy. Dzienniki telewizyjne na świecie rozpoczynają swoje wiadomości newsami z Ukrainy i można już niestety powiedzieć, że 69 lat po zakończeniu II wojny światowej mamy w Europie poważne, chociaż chwilowo tylko potencjalne, zagrożenie.

W licznych dyskusjach pojawia się wciąż kluczowe pytanie: czy Putin jest zrównoważony psychicznie, co poddała w wątpliwość Merkel stwierdzając, że stracił poczucie rzeczywistości, czy też wkrótce przerwie on eskalację napięć w tym regionie, bo zrozumie, że gospodarki Rosji nie stać na konfrontację ekonomiczną z potężnym finansowo i militarnie Zachodem.
Chociaż widać jak na dłoni, że Zachód to póki co, politycznie, kolos na glinianych nogach i że wielu jego przywódcom brakuje jaj i perspektywicznego myślenia.
Sprzedając od lat Rosji i wszelkim najbardziej autorytarnym państwom nowoczesne technologie wojskowe i zaawansowane technologicznie wyroby, faktycznie w dłuższej perspektywie czasowej dają reżimom nóż, którym w przyszłości mogą zostać zarżnięci. Chciwość ludzka nie zna granic.

Wydaje mi się, że istotne w próbie zrozumienia motywów kierujących postępowaniem Putina, jest zastosowanie przez nas empatii, zarówno emocjonalnej, jak i poznawczej.

Prezydent Putin od początku panowania postrzegany był przez tzw. Zachód jako kandydat do elit światowych, po ewentualnym osiągnięciu przez Rosję standardów w dziedzinie swobód obywatelskich, demokracji, przestrzegania reguł wolnego handlu itp. Standardów zdefiniowanych przez Zachód, który przygląda się uważnie i decyduje, czy Rosja spełnia te standardy i można ją do pewnych światowych gremiów przyjąć, czy jeszcze na to za wcześnie. To protekcjonalne podejście Zachodu, nie ważne czy słuszne, czy nie, nie mogło się podobać Putinowi, mega-bogatemu (ponad 50 mld dolarów prywatnych aktywów), inteligentnemu i ambitnemu kagiebiście, który przewodzi dosyć dużemu krajowi - jak popatrzeć na atlas geograficzny. I z surowcami, które napędzają rozwój Unii Europejskiej i państw NATO. Putin był cierpliwy, ale od dawna można było dostrzec w jego języku ciała podczas spotkań z zachodnimi liderami, że jeżeli coś odczuwa do nich, to mówiąc delikatnie, jest to zdecydowany brak sympatii, a przynajmniej od zeszłego roku poczucie pewności siebie i wyższości, graniczącej z arogancją.
Poza tym, Putin dużo lepiej rozumie Zachód, niż Zachód rozumie jego i Rosjan, i myśli o dwa ruchy do przodu wyprzedzając posunięcia przeciwnika. Nie wierzę, że nie przewidział sankcji Zachodu i że stracił poczucie rzeczywistości. Myślę, że działa pragmatycznie i spokojnie. A to, że Rosja straciła na dziś 100 mld dolarów, miał wkalkulowane w koszty „Operacji Ukraina”. Po drugie, umie stwarzać problemy, by je następnie spektakularnie rozwiązać. Po trzecie nie wystarcza mu to, że przeciwnika pokona. Przeciwnik musi stracić ochotę do dalszej walki chyba, że na zasadach określonych przez zwycięzcę.
Podsumowując, Putin spełnia z dużą nadwyżką kryteria winner profile:

wierzy w siebie
podejmuje ryzyko
ciężko pracuje na swoje sukcesy
jest zdeterminowany w dążeniu do celu
jest cierpliwy
jest głodny wielkiego sukcesu na miarę największych carów

Pamiętajmy, Putin został przez Zachód doceniony na tyle że m.in. wybrano go jako osobowość roku 2013 przez dziennik „TheTimes”. Czy to się komu podoba, czy nie, jest bardzo liczącym się w świecie mężem stanu i będzie działał zgodnie ze swoim statusem, na który sam zapracował latami.
Gdybyś był Putinem, czy wygasiłbyś „Operację Ukraina” na tym etapie ?
To pokrótce, co do próby empatii emocjonalnej.

A teraz co do empatii poznawczej.
Iskrą zapalającą długi lont była działalność Zachodu z Polską na czele (Majdan) mająca na celu wprowadzenie Ukrainy do UE i w dalekiej perspektywie do NATO. Tak mocne wsparcie prozachodnich tendencji mogło być zaskoczeniem nawet dla bystrego obserwatora, jakim jest Putin. Nagła utrata lojalnego i generalnie spolegliwego Janukowycza wywołała na Kremlu burzę. Szczerze mówiąc, gdyby Ukraina stała się (nawet w odległym terminie) członkiem zarówno UE jak i NATO, to byłoby to największe wydarzenie polityczne od czasu upadku komunistycznego imperium.
To by, przyznajmy to uczciwie, było rzuceniem Putina (obecnie – czytaj: Rosji) prestiżowo na kolana.
Jeżeli więc kiedykolwiek miał ten ambitny przywódca chęć zaistnienia w historii świata, to musiał zacząć zdecydowanie działać. Zdecydowanie pokazać, że Zachód nie będzie go już nigdy traktował protekcjonalnie, jak kandydata czekającego w przedpokoju historii, ale że będzie odgrywał pierwszoplanową rolę, do której predestynuje go posiadanie władzy, prawie absolutnej, w kraju bogatym w surowce naturalne i posiadającego broń nuklearną. Obserwując świat, Putin zdaje sobie dobrze sprawę, że cała potęga Zachodu opiera się na sektorach finansowym, produkcyjnym i handlowym.
Sprytnie i bez trudu uzależnił Zachód od importu rosyjskich surowców energetycznych i od eksportu zachodnich wyrobów do Rosji. Oczywiście godząc się na nadmierne uzależnienie gospodarki Rosji od eksportu surowców, zaniedbał rozwój własnych inwestycji w innowacyjność i badania naukowe i nie wprowadził swojej ojczyzny na właściwy tor wszechstronnego rozwoju, ale to nie nasze zmartwienie. Również nie naszym zmartwieniem jest brak wolności mediów, czy swobód obywatelskich w Rosji, tak jak my, czyli Zachód, je pojmujemy. Rządy autorytarne to przecież wielowiekowa tradycja Rosji, a odzyskanie imperium=prestiżu, to nostalgiczne marzenie ogromnej większości obywateli. Dziwne i niezrozumiałe ? Znając historię Rosji i rozumiejąc duszę Rosjan, chyba nie.
I na tym tle pojawia się nagle problem z możliwym „przejęciem” sąsiedniej Ukrainy przez Zachód.
Dla Putina jest jasne, że UE jako niezbyt zintegrowana organizacja, o często sprzecznych interesach państw-członków, powolnym procesie decyzyjnym, szeregu naciskach poszczególnych grup interesu również wewnątrz krajów członkowskich, nie będzie w stanie przeciwstawić się skutecznie rosyjskiemu jedynowładztwu, ułatwiającemu szybkie i elastyczne podejmowanie decyzji. Czyli zaistniała wyjątkowo sprzyjająca sytuacja dla Putina do konfrontacji z dumnym, ale nieruchawym kolosem w celu pozbawienia go możliwości wpływu na Ukrainę i „zdobycia” jej ostatecznie dla siebie.

Czy jako hipotetyczny przywódca Rosjan, przespałbyś taką okazję ? Chyba nie.

Z powyższego bardzo powierzchownego szkicu empatycznego wynika dla nas Polaków jeden wniosek: „w tak pięknych okolicznościach przyrody” przywódca na Kremlu będzie działał teraz, albo nigdy ! Widać, że już dawno wybrał opcję: Teraz !
Dlatego można z całą pewnością przewidzieć, że „Operacja Ukraina” mająca na celu całkowite zdestabilizowanie tego kraju o zróżnicowanych lojalnościach narodowych jego mieszkańców, skompromitowanie jego tymczasowego rządu i wykazanie impotencji obecnej tymczasowej władzy – to cel strategiczny Kremla. Potencjalny problem dla Polski, ale i świata zachodniego polega na tym, że aktualne wydarzenia charakteryzują się eskalacją konfliktu i że chociaż Putin obecnie praktycznie kontroluje tę eskalację, obserwując bacznie reakcję bezjajowego Zachodu, zapatrzonego wyłącznie w zarabianie na handlu z Rosją, to nie można wykluczyć, że na jakimś etapie w przyszłości, to wydarzenia zaczną rządzić skalą konfliktu, a przywódcy po obu stronach staną się tych wydarzeń zakładnikami.

Putin natomiast, i to jest dla mnie oczywiste, w średniej perspektywie czasowej, podporządkuje sobie całą Ukrainę, a zachodni przywódcy razem z nim znajdą polityczną formułę, według której car zgodzi się na mało znaczące ustępstwa, tak by niechętny zdecydowanym sankcjom Zachód mógł zachować twarz i wrócimy do faktycznego business as usual.
A Ukraińcy ? A kogo oni, tak naprawdę, obchodzą ?

I na tytułowe proste pytanie: Czy Ruskie wejdą ? prosta odpowiedź brzmi: a po cholerę, wystarczy im, jeżeli dojdą do Bugu.



poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Józef Piłsudski

mawiał o Polakach: „Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy”. To proste, lapidarne sformułowanie przychodzi mi często do głowy. A szczególnie w obliczu, jak się okazuje, stałego już tematu medialnego, czyli katastrofy smoleńskiej. Chyba już wszystko na ten temat napisano i powiedziano po obu stronach barykady. Jednak porównując obie strony, na pewno wyróżniającą się osobowością jest pan poseł Antoni M. Trzeba mu to bez złośliwości oddać, że ma najwięcej energii, inicjatywy i pomysłowości. Tego wszystkiego, czego brak stronie rządowej, która po opublikowaniu Raportu Millera osiadła na laurach i wykazuje kompletną bierność.

Po stronie rządowej dominuje chyba nie do końca uzasadniona wiara, że gdy przyjdzie czas wyborów, Polacy i tak w końcu zagłosują na PO-PSL, no bo jakżeby inaczej.

Poza aktywną propagandą PISu i ich stopniowo coraz liczniejszymi grupami poparcia, elektorat jest rozczarowany także wieloma potknięciami rządu w innych, niż Smoleńsk, obszarach. Ale Smoleńsk wciąż odgrywa ważną rolę w postrzeganiu Tuska & Co. Co prawda tezy posła Antoniego M. odbiegają od racjonalnego myślenia i twardych dowodów, ale „wspaniały naród” w braku poważnej kontrargumentacji coraz bardziej jest zagubiony i poirytowany, co widać w sondażach.
Widać też jak na dłoni, że wielu ludziom nie wystarczy ośmieszanie wierzących w zamach, trzeba im wszystko na bieżąco starannie tłumaczyć. Teorie spiskowe mają długie życie, właśnie dlatego, że bazują na wierze, a ta jest z natury rzeczy nieweryfikowalna.

Jeżeli Tuskowi brakuje „jaj”, a to niestety czasami widać, niech zatrudni odpowiednich doradców. Niech bierze przykład z Hofmana czy Brudzińskiego. Oni potrafią „przegadać” nawet Olejnik i mają dużo silniejsze osobowości niż np. sympatyczny skądinąd Halicki.
Polityka, tak jak biznes, wymaga „jaj”, agresywności, inicjatywy wyprzedzającej konkurenta i refleksu. Strategii i taktyki. A co najważniejsze – skuteczności.

PIS imponuje mi, ponieważ w sprawie katastrofy smoleńskiej, ustami swoich liderów przekonująco i konsekwentnie, przy każdej nadarzającej się okazji argumentuje, że 2 X 2 = 5. A to jest dużo ambitniejsze zadanie, niż nudne i bezbarwne powtarzanie PO, że przecież to 4. Szczególnie Polakom, którzy zaczadzeni religijnie, wolą wierzyć, niż rozumieć. Przecież to drugie jest o niebo trudniejsze.

Ludzie łatwo wyczuwają arogancję i pewność siebie Tuska i kolegów, a nonszalancja władzy zawsze z czasem obraca się przeciwko niej. Nawet za policyjnych rządów komuny, po nonszalanckim wprowadzaniu w życie kolejnych podwyżek cen, następowały protesty, strajki i w ich następstwie zmiany w KC i BP. I wielu pewnych siebie towarzyszy traciło posady, na rzecz i ku uciesze partyjnych „kolegów”.

Z drugiej strony, pan poseł Antoni M., zamiast pokazywać na konferencji prasowej egzemplarz „Raportu Smoleńskiego”, powinien wydać własny „Mein Kampf”, czyli książkowy opis swojej ofiarnej walki o „prawdę”, książki ilustrowanej schematami przedstawiającymi różne przyczyny katastrofy, zachowując chronologię ich odkrywania przez kierowaną przez siebie komisję. Oczywiście, żeby iść z postępem, również jako e-book. Trzeba by też umożliwić czytelnikom internetowe update-owanie, w miarę odkrywania kolejnych, a dotychczas cynicznie skrywanych, przyczyn katastrofy, które z pewnością ujawni w przyszłości komisja.


wtorek, 13 marca 2012

Teraz o innych wyborach

Pisząc o prawyborach w Stanach nie sposób nie przywołać ostatnich wyborów prezydenckich w Rosji. Były one w dużej mierze wolne, i nie przeszkodziło to w tym, by naród dokonał dosyć oczywistego wyboru.

Putin to jedyny silny i sprytny człowiek, który zawczasu wymiata konkurentów budząc powszechny respekt i poczucie, że gwarantuje stabilizację wewnętrzną i pewność, że jakakolwiek zagranica musi się z Rosją liczyć. Temu służą m.in. umiejętnie dozowane pobrzękiwania szabelką rakietową, gdy tylko Obama wspomni o rakietach Patriot, czy o interwencji w Syrii, lub Iranie.

Dlatego Rosjanie nie wyobrażają sobie sytuacji w której miernoty pokroju Ziuganowa czy Żyrynowskiego zasiadłyby na Kremlowskim tronie. I słusznie.

Jednak, i to trzeba skrzętnie odnotować, w Rosji dzieje się coś na kształt Rewolucji Październikowej a rebours. Oto część ludności wielkich miast wychodzi na ulice by protestować przeciwko legalnie wybranemu przywódcy. To przełom w umysłach Rosjan.

Wiem, że to dopiero początek, że przyjdzie czekać wiele lat zanim ulica masowo poprze jakiegoś kandydata z poza establishmentu, ale pamiętajmy – 1917 rok miał swój początek w 1905 roku. Ile można, że tak powiem, piastować urząd Prezydenta ? Dał nam przykład Hugo Chavez czy gwiazda Białorusi, hokeista Łukaszenka, jak należy postępować z raz zdobytą władzą nad narodem.

Ja myślę, żę Putin, to dobry wybór dla prawie wszystkich. Demokracji i równości w Rosji nie wprowadzi, ale Rosjanie nigdy jej nie mieli, więc też nie cierpią z powodu jej braku.

Natomiast Putin jest bezideowy, a ja to uważam za zaletę w dzisiejszych nuklearnych czasach. Pomyśl czytelniku co by było gdyby Hitler opóźnił o 2-3 lata rozpoczęcie II wojny światowej. Z jego szaleńczą ideą podboju globu, miałby najprawdopodobniej nie tylko jako jedyny wówczas flotę samolotów odrzutowych, ale i rakiety balistyczne z głowicami jądrowymi. Nie byłoby dobrze.

Ale jako zodiakalny Baran, pospieszył się był i przeliczył z siłami. Na szczęście.

Putin nie wydaje się być światowym agresorem i dlatego możemy spać spokojnie, co nie miało miejsca w naszym kraju przez stulecia. Niech nam żyje Wladimir Wladimirowicz !

Rosja obecnie to kolos z którym każdy zagraniczny przywódca musi się liczyć chociażby z powodu potrzeby ropy i gazu. Były kanclerz Schroeder nigdy nie uśmiechał się tak szeroko, jak po podpisaniu umowy z Gazpromem, która zapewniła i jemu osobiście posadę o jakiej można tylko pomarzyć. Trzeba to jednak z naciskiem podkreślić, że sytuacja gospodarcza Rosji zależy całkowicie od cen ropy i gazu. Dopóki cena ta rośnie 25% rocznie, wszystko jest OK. Ale nawet przy tej godnej pozazdroszczenia tendencji, wzrost gospodarczy jest szacowany przez dziennik The Economist na marne 3,2% w tym roku. To niewiele więcej od nas, a ropy ani gazu łupkowego jeszcze nie eksportujemy. I to lokuje Rosję, na 18 miejscu wśród 58 krajów badanych przez ten dziennik. Nawet Wenezuela, której rząd jest obsadzony przez bliższą i dalszą rodzinę Hugo Chaveza ma odnotować 4,2% wzrostu w tym roku. A przecież kraj ten nie jest najlepiej rządzonym miejscem na ziemi.

Obecny budżet Rosji bazuje na cenie baryłki 117 $. A co będzie jeżeli cena ropy zaczęłaby spadać ? Jeżeli Rosja ma zwiększyć wydatki na zbrojenia na poziom planowany przez Putina - 763 mld $, to cena za baryłkę nie może być niższa niż 140 $ w roku 2013.

Trzeba jednak pamiętać, że duża podwyżka cen ropy wpakuje świat w recesję, a to z kolei spowoduje gwałtowany spadek cen ropy. Nie można zarzynać kury znoszącej złote jajka…

Pozatym, tak wielkie uzależnienie zrównoważenia budżetu państwa od ceny surowców energetycznych, źle rokuje na przyszłość tego kraju. W roku 2000 surowce energetyczne stanowiły 45% ogółu eksportu, podczas gdy obecnie 69%. Natomiast eksport maszyn i urządzeń odpowiednio spadł.

Następnym czynnikiem osłabiającym gospodarkę jest wszechobecna korupcja.

Na liście Transparency International Corruption Index Rosja zajmuje obecnie 143 miejsce, obok takich godnych zaufania państw, jak Nigeria i Białoruś, a o wiele miejsc za Syrią i Nikaraguą. Dla zobrazowania koszmarnej tendencji w tej dziedzinie: w roku 2000 Rosja była na 79 miejscu, a w 2005 na 90-tym…

A o prosperity w Rosji, mogą mówić jedynie miejscowi oligarchowie, którzy w samym tylko IV kwartale zeszłego roku wyprowadzili za granicę 38 mld $ !

I dlatego, na szczęście, Rosja w przyszłości nie powinna być groźna jako agresywne mocarstwo dla nas i świata. Zbrojenia i nowe technologie kosztują.

Dzisiaj cena ropy jest wysoka, ale jeżeli, może niezadługo, stopy procentowe w USA doszłyby do bardziej normalnych 5% (2% powyżej obecnej 3% stopy inflacji), zniknie dzisiejsze windowanie cen energii. Jeżeli kształtowanie poziomu stóp procentowych stanie się bardziej naturalne, a nie kształtowane dogmatycznie przez Bernankego, ceny ropy muszą zacząć spadać i to znacznie (50-60 $ za baryłkę). Pogląd ten jest wyznawany m.in. przez Noblistę Paula Krugmana.

A dodatkowo, panujące ostatnimi laty wysokie ceny tego surowca, dramatycznie zmobilizowały świat do uwieńczonych sukcesem poszukiwań całkiem nowych źródeł ropy i gazu szelfowego oraz zastosowania nowych technologii (fracking = szczelinowanie), które rozwinęły się na naszych oczach.

Chodzi o wykorzystanie łupków, o czym myślimy również w Polsce poprzez startowanie z nowymi odwiertami, które w najbliższym dziesięcio, czy dwudziestoleciu powinny uniezależnić nasz kraj od importu.

Z tych powodów myślę, że gospodarka ojczyzny „nowego” prezydenta Putina, jeżeli nie rozwinie szybko i znacznie sektorów z poza wydobycia i eksportu surowców energetycznych, nie będzie w stanie sprostać nie tylko planom zaawansowanych zbrojeń i umacniania pozycji mocarstwowej, ale również dążeniom obywateli i ogólnemu rozwojowi tego kraju, który poza centrami urbanistycznymi, jest po prostu jeszcze jednym krajem trzeciego świata.

Dynamiczny prezydent Rosji powinien przewodzić wykorzystaniu w swoim kraju licznych kadr świetnie wykształconych młodych obywateli. Tak, aby Rosja nie była znana w świecie tylko jako centrum korupcji, oligarchów-kryminalistów i eksportu surowców energetycznych.

piątek, 9 marca 2012

Prawybory, marzec 2012

Kiedy liczba ludności w tym kraju dochodziła do 3 milionów, prezydentem był George Washington. Zanim doszła do 5 milionów, urząd ten sprawowali kolejno John Adams, Thomas Jefferson i James Madison. Wybitne postaci znane z wielkich i przełomowych osiągnięć na drodze do budowania zjednoczonego i silnego, demokratycznego państwa.

Teraz jest ponad 311 milionów obywateli i dwie podstawowe partie polityczne. Jedna z nich, Republikanie, toczą obecnie zażarte boje w celu wywalczenia nominacji członka swojej partii na fotel Prezydenta. Trudno jednak znaleźć wśród jej kandydatów ludzi formatu tych wymienionych na początku.

Mitt Romney czy Rick Santorum są tak daleko od przeciętnego obywatela USA i jego losu, jak Gierek od obywateli PRL czy ex-prezydent Wulff od obywateli Niemiec. Romney urodził się w bogatej rodzinie i powiększył to bogactwo skomplikowanymi transakcjami na rynku finansowym. Osobisty majątek jest szacowany na 500 mln $. Płacony podatek od uzyskanych dochodów w wysokości 42 mln $ w 2 lata, dzięki wykorzystaniu prawnych luk – marne 15% !

Zmienia szybko i sprawnie głoszone przez siebie poglądy w zależności od sytuacji i stanu, włącznie z tymi na temat aborcji, federalnego finansowania środków antykoncepcyjnych, czy sposobom ograniczania bezrobocia.

Rick Santorum, który ostatnio zabłysnął kilkoma zwycięstwami „etapowymi”, tkwi głęboko w arcykonserwatywnych kołach związanych z Tea Party, wciąż podkreśla swoją religijność i poglądy w rodzaju: z Iranem należy rozmawiać przy pomocy rakiet i bomb, skrajnie ograniczyć pomoc uboższym, aby skutecznie walczyć z rosnącym zadłużeniem.

Już tylko to oddziela go murem od lwiej części społeczeństwa i trzeba by małego cudu, by wygrał nominację.

Światowy format tego Wielkiego Polityka reprezentuje przykładowo jego niedawna wypowiedź ze stanu New Hampshire, że największym zagrożeniem dla Stanów Zjednoczonych są Iran, egipscy islamiści i... Polska.

To wynik działalności społeczności żydowskiej w USA, która konsekwentnie, gdzie może przyprawia nam koszmarną gębę.

Reakcja na tę wypowiedź naszego MSZ ? Zero.

A więc wróżę z fusów, że wygra Romney. (Szanse Gingricha są minimalne).

Obaj jednak nie są politykami formatu wymienionych na początku. Nawet trudno ich porównywać z nimi. A więc mimo, że w Stanach żyje obecnie 100 razy więcej ludzi, niż drzewiej, nie przekłada się to na możliwości wyboru prawdziwych Mężów Stanu, Liderów, gotowych sprostać obecnym wyzwaniom stojącym przed tym wielkim wciąż krajem.

Dlatego, również wróżąc z fusów, uważam, że Obama nie ma z kim obecnie przegrać.

Chociaż i tu 8 długich miesięcy przedwyborczych może zmienić wszystko. Dlaczego ?

Wojna z Iranem, dzisiaj mało prawdopodobna – Iran potrzebuje kasy za ropę, świat potrzebuje ropy – może w wyniku nieprzewidzianych okoliczności mieć jednak miejsce.

Gdyby tak się stało, kryzys finansowy w USA jest murowany. Iran to nie Irak w którym Stany utopiły 120 bilionów dolarów w 8 lat. Skutki ataku na ten islamski kraj na pewno dla nikogo, włącznie z mędrcami z Pentagonu, nie są przewidywalne. A świeża nauka z „błyskawicznej” wyprawy irackiej jest taka, że to co w Waszyngtonie wydaje się proste, proste na pewno nie jest.

Bezrobocie w USA może w najbliższych miesiącach wzrosnąć, co na pewno osłabiłoby pozycję Obamy. Obecna sytuacja gospodarcza jest, najoględniej mówiąc, labilna.

Ilość przejęć nie spłacanych domów przez banki, jeżeli wzrośnie, uderzy jeszcze mocniej w klasę średnią, czyli w podstawowego wyborcę obecnego Prezydenta.

Gdyby te trzy negatywne czynniki się zbiegły, American people obciążą tym Obamę i wybiorą Republikanina.

Dlatego życzmy dobrze Obamie. Jest obyty ze światem zewnętrznym, poglądy ma umiarkowane i stanowi pozytywny kontrast w stosunku do koszmarnego poprzednika w Białym Domu oraz krzykliwych miernot republikańskich.

Chociaż jak na 311 milionów obywateli tego mocarstwa, w porównaniu z 3 milionami w 1790 roku, można by się spodziewać wielkiego lidera na miarę naszych wymagających i trudnych czasów. Ale z drugiej strony, czy kiedykolwiek ilość przechodziła w jakość ?