niedziela, 9 listopada 2014

Poseł Wipler a Polska

Polska. Piękny kraj sympatycznych ludzi. Honorowych i tolerancyjnych. Prawych i prawdziwie religijnych. Solidarnych jako naród. Polscy politycy w Sejmie (z obowiązkowym krzyżem na ścianie Sali Posiedzeń) to przykład dla świata: wyważeni w ocenach ludzi i wydarzeń.
Aż się chce tu mieszkać, pracować, nawiązywać przyjaźnie i oglądać dzienniki telewizyjne.
A w nich szczególnie, dla kontrastu, wiadomości ze świata zachodniego, pełnego bezideowych dorobkiewiczów, którzy, od czasu do czasu, krytykują nawet świętego JPII za jego rzekome zacofanie. Oraz wywiadów z rodzimymi pseudo naukowcami i politykami, którzy podważają wiodącą rolę Kościoła w skutecznym promowaniu idei miłości bliźniego i kształtowaniu szlachetnych postaw obywateli ziemi. Tej ziemi.

„Po pierwsze primo” - jak mówią prości ludzie, prawda jest jednakowoż taka, że Polacy żarliwie nienawidzą się nawzajem. Największy stopień zbliżenia polskich dusz następuje wyłącznie w okresach niewoli, katastrofalnych klęsk żywiołowych oraz realnego zagrożenia utraty tożsamości narodowej. Tylko wtedy przeciętny Polak zaczyna dostrzegać w sąsiedzie, „bliźniego swego”.

Na co dzień w wolnej Polsce obowiązuje swoisty stan wojenny. Tylko dwa przykłady:
PO: „dorżniemy watahy”
PiS: „osiągniemy jedność, gdy pozbędziemy się wrogów; Judaszów, Żydów, liberałów czy kogo tam jeszcze “
Ostro.
Dylemat niezdecydowanego obywatela: Kto więc ma tu rację i kogo trzeba się pozbyć ?

Dla ułatwienia podjęcia właściwej obywatelskiej decyzji i dla osobistej refleksji: Dnia 21.07.1209 r. w zdobytym przez krzyżowców mieście Beziers, dowodzący wojskami krucjaty legat papieski Arnaud Amaury (opat z Citeaux), gdy mu się skarżono, że trudno jest odróżnić wiernych od heretyków zawołał: „Zabijcie wszystkich! Bóg rozpozna swoich.”

 
Powszechna jest też widoczna gołym okiem cecha, odróżniająca nas od kilku innych nacji europejskich: histeryczna reakcja na zaistniałe wydarzenia i wiążąca się z nią skłonność do przesady.

A więc w hierarchii wad narodowych na literę H, przyznałbym histerii miejsce ex aequo z hipokryzją.

Patrząc na naszą scenę polityczną i medialną, widać, że siła reakcji ma się zwykle nijak do wagi powodu.
Przykład najnowszy, a typowy. Poseł Wipler z dziwnej partii Korwina-Mikkego uchlał się był jak świnia i zainterweniował osobiście przeciw Policji, która w trakcie interwencji w innej sprawie potraktowała jakiegoś faceta gazem. Interweniował nasz poseł na tyle agresywnie, że policjanci dogonili go gdy próbował im uciec, następnie spałowali go i skuli. Teraz jest to codzienny temat dla kanałów TV, poseł Wipler udziela wywiadów na prawo i lewo, angażowane są autorytety czołowych prokuratorów, antyterrorystów, prawników itd.
Poseł Wipler ma bezpłatną publicity, jakiej nigdy przedtem nie miał – wszystko za spałowanie i dwa ciosy od policjanta w tzw. ryj. Ta publicity nie będzie jednak posłowi dobrze służyła w jego kampanii wyborczej na urząd Prezydenta Warszawy. Elektorat zapamięta, że wbrew głoszonym przez niego tzw. wartościom, uchlał się i rozrabiał. Natomiast obecne zaangażowanie posła, polityków, ekspertów i mediów w tym temacie, przekracza dalece wagę całej sprawy - zwykłego incydentu ulicznego z udziałem pijanego posła na Sejm Najjaśniejszej.

O wiele większy brak proporcji na linii: powód/ reakcja istnieje w sprawie ew. ratyfikowania przez Polskę Konwencji Rady Europy o Zapobieganiu i Przeciwdziałaniu Przemocy wobec Kobiet i Przemocy Domowej. W uproszczeniu, narodowa katoprawica, podejrzewając, jak to dla niej typowe, podstępne ruchy mające na celu wprowadzenie „od kuchni” do naszego katolickiego kraju, tzw. ideologii gender, podnosi od miesięcy histeryczny rwetes, aby tę Konwencję odrzucić. I, praktycznie biorąc, pozostawić w spokoju społeczeństwo polskie aby dalej żyło zgodnie z tradycyjnym polskim, starym, a uświęconym wieloletnią praktyką przysłowiem: „Jak kto baby nie bije, to jej wątroba gnije”.
Ilość czasu antenowego w TV i papieru w gazetach, teorii pogłębionych i aktów strzelistych dostojników Kościoła, filozofów i prawników, na ten temat, argumentów i kontrargumentów dramatycznych, nienawistnych spojrzeń dyskutantów, przekroczyły już dawno wszelki rozsądek i poczucie proporcji. Najbardziej histeryczne są jednak reakcje polskiego fundamentalistycznego Kościoła.
Zwalczanie tzw. ideologii gender jest okazją do kolejnych zaistnień w mediach kapłanów i hierarchów i przypominania Polakom o tym, że najważniejsza jest wiara, iż bez „przewodniej roli Kościoła” zdegenerowany i zdezorientowany naród stopniowo wyginie. A zdegenerowany będzie, jeżeli Konwencja zostanie przez Polskę ratyfikowana.

„Wiara jednak wyklucza wiedzę a wiedza wyklucza wiarę, zatem albo wiemy albo wierzymy. Jak uwierzysz w to że baba zaszła w ciążę bez seksu, a po urodzeniu zachowała dziewictwo,- to uwierzysz we wszystko, nawet w to że Żydzi są "narodem wybranym" (cyt. Woody Allen)

Gender, wróg publiczny Nr 1 według Kościoła, nie jest ideologią, a teorią naukową. Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, pełnomocnik rządu ds. równego traktowania, podkreśliła, że termin "ideologia gender" jest "terminem wymyślonym przez Kościół" i stanowi wroga, "który po prostu nie istnieje".

I tak oto histeryczny patriotyzm i pełne nienawiści słowa blokują jakąkolwiek spokojną i rzeczową dyskusję. W Polsce takiej dyskusji nie uświadczysz, bo wszystko tu jest zero-jedynkowe (jak w lotnictwie wojskowym - IFF (Identification Friend or Foe). I podniesione histerycznie do rangi walki o przetrwanie Narodu, atakowanego podstępnie przez wrogie siły.
Myślę, że to może być mentalna spuścizna po komunie, za czasów której stale tropiono spiski tajemniczych „określonych ośrodków” i wszędzie doszukiwano się „drugiego dna”.

Kolejna cecha narodowa w nadwiślańskim kraju, to nietolerancja.
Chociaż w opiniach o sobie, Polacy są, jak najbardziej, tolerancyjni (to miłe określenie ludzi o otwartych umysłach), to jednak w praktyce tzw. przeciętny obywatel ocenia bliźniego albo jako prawdziwego Polaka katolika patriotę albo Żyda, pedała lub postkomucha.

Dlatego młody Polak patriota jest za spaleniem tęczy na pl. Zbawiciela, wyszydzaniu Żyda prawdziwego (Żydzi, cała Polska was się wstydzi – podobne hasło z lat 30-tych w Niemczech: Ein Jud und eine Laus ist wie die Pest im Haus) lub rzekomego (w myśl zasady Goeringa: Kto jest Żydem, decyduję ja), za nazywaniem konkurencyjnego klubu piłkarskiego Żydami (Jude raus), za spałowaniem „pedała”, potępieniem „lesby” oraz tych, którzy krytykują wynaturzenia i przestępstwa kleru.
Kościół życzliwie nie protestuje...

Żeby zachować czystość tego nadwiślańskiego narodu już na etapie przedszkolnym, atakowane są histerycznie rysunkowe książeczki, w których dopatrzono się jakoby dwuznacznych relacji między zwierzątkami.
Posłuch medialny znajdują osoby, które tropią rzekome spiski na dusze niewinnych owieczek. Osoby, którym najwidoczniej wszystko kojarzy się, za przeproszeniem, z dupą.

Posłanka PiS protestowała niedawno u dyrektora poznańskiego ZOO, aby wycofał natychmiast z widoku parę osiołków, gdyż odważyły się codziennie kopulować na wybiegu. Widocznie chodziło posłance o to, aby młodzież szkolna nie inspirowała się takimi zwierzęcymi zachowaniami przy spędzaniu wolnego czasu po lekcjach.

Może wystarczyło raczej w ramach edukacyjnych działań, uświadomić młodzieży szkolnej, że takie bezeceństwa są charakterystyczne dla... kompletnych osłów.

Bo dla dorosłych to raczej dobry przykład do naśladowania – rozrodczość w Polsce wciąż zbyt mała. Może to wynik złej polityki rządu – w Londynie podczas demonstracji antyrządowej niesiono transparent: I dont need sex – the government fucks me everyday.

czwartek, 23 października 2014

Sikorski - gate


Okoliczności przyrody”:
Tu Putin – imperator in spe,
Tu Ukraina - w powolnym rozpadzie,
Tu nieco infantylna, ale sympatyczna nasza Pani Premier,
a tu b. Kandydat na Ministra Spraw Zagranicznych EU, Marszałek Radek S., druga osoba w Polsce po Panu Prezydencie – bez żadnego powodu i nacisku, a jedynie z głupoty, próżności i obsesji zaistnienia w światowych mediach (krótko po angielsku: ego trip) - przekazuje światu rewelacyjną prawdę o wypowiedzi Putina z 2008 roku, której głównym adresatem był Tusk.

Pamiętajmy: Sikorski, razem z Carlem Bildtem, b. ministrem spraw zagranicznych Szwecji – to jedyni prominentni ludzie, którzy stale edukują naiwnych przywódców EU i Obamę w przedmiocie: „Cele strategiczne Rosji pod przywództwem Putina”.

Wkrótce po opublikowaniu prasowej wypowiedzi Marszałka, w ramach nieudolnej w tym przypadku damage control Sikorski przyznaje, że zapomniał był o tym, że ma kłopoty z pamięcią, a obecnie pamięta jedynie, że nie pamięta kiedy ta rzekoma wypowiedź miała miejsce, jeżeli w ogóle miała miejsce. Żenada.

I tak oto w kilka dni wali się na zbity pysk kariera polityczna szanowanego na świecie, obdarzonego dużym zaufaniem w Polsce, młodego, wykształconego, zdolnego i ambitnego człowieka z dużym pozytywnym dorobkiem, który to człowiek „palnął” coś, co na pewno nie powinno być dzisiaj przeznaczone dla mediów. Jako, że pan RS jest wytrawnym politykiem i dyplomatą, taka wypowiedź musi być sklasyfikowana jako mega głupota politycznego narcyza.

Kilkoma zdaniami postawił przyszłego Prezydenta Rady Europejskiej w kłopocie: potwierdzić czy zaprzeczyć, nie wiedząc, czy istnieje nagranie słów Putina. A Putin trzyma nas teraz za przysłowiowe jaja, gdyż potwierdzając swoją wypowiedź postawi Tuska w kłopotliwej sytuacji: nie ostrzegł świata przed planowaną już w 2008 roku próbą rozbioru Ukrainy. A Putin Tuska na pewno nie kocha i podkopywanie jego autorytetu w EU, zanim jeszcze obejmie urząd byłoby mu na rękę.

Poza tym RS narobił tym samym kłopotów własnej partii akurat przed wyborami samorządowymi.
Opozycja, która krytykowała go jako buca i megalomana dostała na tacy amunicję do zmasowanego histerycznego ataku na rząd, który to atak właśnie ma miejsce.

RS spowodował też niepotrzebnie karcącą go i upokarzającą połajankę Pani Premier.
Wykazał wielką niezręczność i arogancję wobec mediów – Marszałek zachował się w Sejmie jak pyszałkowaty gówniarz. Myślę, że jedyne honorowe wyjście dla niego to szybkie podanie się do dymisji.

Która to dymisja przyjęta być nie powinna, ponieważ RS to polityk wybitny, z jajami, a niezręczności zdarzają się w świecie politycznym często.
Nie tak znowu dawno, bo w lutym tego roku Victoria Nuland, przedstawicielka sekretarza stanu USA w telefonicznej rozmowie z ambasadorem USA na Ukrainie Geoffreyem Pyattem użyła „skrótu myślowego”, mówiąc „Fuck the EU” w kontekście niezdecydowanej pozycji Unii co do kryzysu ukraińskiego.

Myślę, że nie mamy aż tylu wybitnych polityków ze światową renomą, żeby niszczyć jednego z tych nielicznych.


środa, 1 października 2014

Cała nasza nadzieja w NATO ?


W takim razie mamy dowód na to, że nadzieja jest matką głupich.
Przez wiele miesięcy nasi politycy czerpali swoją pewność siebie z przekonania, że gdyby Putin się poważył zaatakować państwa bałtyckie z Polską na czele, NATO zareaguje błyskawicznie i z całą siłą. Obama dodatkowo umocnił nas w tej wierze w czerwcu b.r. w swoim pamiętnym przemówieniu na placu Zamkowym w Warszawie.

Siła NATO w Europie to przede wszystkim Niemcy (nasz tradycyjny przyjaciel...) - Bundeswehra i Luftwaffe. Od Niemców kupujemy słynne Leopardy 2 i nie tylko.

Czyli nasza braterska współpraca z silnym sojusznikiem trwa. Silnym ? Ostatnia inspekcja sił zbrojnych sojusznika wykazała, że sojusznik, w ramach oszczędności (pieniądz zaoszczędzony, to pieniądz zarobiony), przykutwił był na modernizacji, a nawet na remontach posiadanego sprzętu i uzbrojenia. W rezultacie, w zależności od rodzaju broni, sprawnych jest od 30 do 55 %: samolotów transportowych (te jeszcze latające remontuje się wymontowując części z tych już zezłomowanych), czy myśliwcach wielozadaniowych, czy czołgach.

Samoloty transportowe Transall mają na karku ok. 50 lat. Powinny się wkrótce rozpocząć opóźnione znacznie dostawy nowych, Airbusów A400M, ale póki co żadnego jeszcze wojsko nie odebrało, spierają się decydenci nadal o rodzaj i koszt wyposażenia.

W Bundestagu pani minister obrony – Ursula von der Leyen - odbiera cięgi: opozycja wnioskuje o to, aby miła szczupła 55 letnia blondynka zamiast poświęcać swój czas na liczne PR-owskie sesje zdjęciowe, zajęła się bardziej sprawami obronności kraju i jego NATOwskim obowiązkom.

Rezolutna i pewna siebie pani minister w ramach niezbędnego damage control zapowiedziała że obecny stan Bundeswehry jest „przełomową fazą otwierającą nowe możliwości”, a ciągłe naprawy psującego się sprzętu to jedynie „wąskie gardła”. Jak mówią prości ludzie: nie idzie zrozumieć o co jej biega w tej wypowiedzi.

Pani Ursula, z wykształcenia lekarz, matka siedmiorga dzieci, zreformowała swojego czasu świadczenia rodzicielskie, co dało jej tytuł Matki Narodu. Od 2005 do 2009 była ministrem emerytów, kobiet i młodzieży. Przyjaciółka pani Kanclerz, która podobno chętnie by ją widziała jako przyszłego Prezydenta Niemiec.

Pasuje idealnie do roli osoby umacniającej wyjątkowo pacyfistyczny obraz tego bardzo zamożnego kraju. Tak jak krańcowo agresywny był charakter Niemiec w latach 30-tych ubiegłego wieku, tak obecnie Niemcy są krańcowo uczuleni na branie udziału w jakichkolwiek akcjach zbrojnych na świecie. Najchętniej przebraliby swoich wojskowych w cywilne ubrania, żeby nikogo nie kłuć w oczy mundurami.

Rozumiem, że totalna klęska Niemiec w obu wojnach światowych umocniła w elitach politycznych uczulenie na wszelkie działania zbrojne z udziałem Bundeswehry.

Oglądając kanały telewizji ogólnoniemieckiej (np. ZDF Info, Phoenix i szereg innych) trudno znaleźć taki dzień, w którym nie wyświetlano by po kilka razy w ciągu doby filmów dokumentalnych obrazujących klęski Wehrmachtu, Luftwaffe, czy Kriegsmarine. Upokorzenia Niemców z rąk rzekomych „podludzi” ze Wschodu. Zniszczenia substancji materialnej tego kraju.

Wszystko to przedstawione bardzo dokładnie i szczegółowo – po niemiecku. Ciekawe te filmy.

Widać w nich również niezaprzeczalnie wielkie talenty organizacyjne i zdolności techniczne Niemców – wyprzedzali w tym wtedy wszystkie liczące się cywilizacyjnie państwa świata.

W związku z tym postanowili od 1945 roku przestawić swoje cele strategiczne na szybki rozwój ekonomiczny, kropka. Obronę kraju przed Sowietami pozostawili w głównej mierze Amerykanom, a po 90-tym roku wybrali oszczędzanie na zbrojeniach i modernizacji armii, bo nastała era przyjaźni i współpracy międzynarodowej, więc po co świetnie wyposażona armia ?

Czyste wyrachowanie, bo z kolei w dziedzinie eksportu nowoczesnej broni na świat, często do rejonów ogarniętych przez lokalne wojny, sprzedaży broni obu stronom konfliktów na raz, lub do państw rządzonych przez autokratyczne reżimy – Niemcy (dla ścisłości – nie tylko oni) nie mają żadnych skrupułów. Jeżeli nie wolno eksportować bezpośrednio, to przez szereg pośredników. Jeżeli nie całościowo, to w częściach. Sprzedaż tzw. wrażliwych technologii ? Nie ma problemu. Moralne to, etyczne ? Nieważne, ważne żeby zatuszować takie sprawy, gdy niespodziewanie zostaną wykryte i upublicznione.

Ciekawe jak szybko zareaguje rząd niemiecki na obecnie ogłoszone wyniki inspekcji Bundeswehry. Jedno jest pewne – odbudowanie siły i sprawności militarnej sojuszniczych Niemiec musi potrwać latami, a jeszcze się nie zaczęło.

Z kolei NATO jako całość, nie będzie najprawdopodobniej w stanie wywiązać się z gwarancji bezpieczeństwa udzielonych Polsce i państwom bałtyckim na niedawnym szczycie Sojuszu w Walii - napisał niemiecki tygodnik "Der Spiegel", powołując się na koła wojskowe.

Wysocy rangą wojskowi amerykańscy wyrażają wątpliwości co do możliwości wdrożenia przyjętego na szczycie NATO Planu Działań na rzecz Gotowości (Readiness Action Plan), wskazując na organizacyjne i finansowe trudności - czytamy w najnowszym wydaniu "Spiegla".

To wszystko są bardzo dobre wiadomości dla Kremla. Lepszej sytuacji polityczno-militarnej Putin nie mógłby sobie wymarzyć.

A co nam, Polakom, pozostaje ?

Ogólnie biorąc, aby nie popaść w defetyzm, spójrzmy na sytuację w Europie optymistycznie, ufnie i z nadzieją, tak jak zamożny obywatel Niemiec, Belgii, czy Francji – w końcu Putin to „ludzki” człowiek, wciąż jeszcze uprzejmie przesyła nam gaz i na pewno jako człowiek wrażliwy i pokój miłujący, pozytywnie zareaguje na nasze EUropejskie wysiłki negocjacyjne...

A poważna prawda jest taka, że w międzyczasie Putin przeprowadził jedne z największych manewrów wojskowych, Wostok 2014, co wielu analityków traktuje jako przygotowania do wojny.

Może tak, może nie, ale patrząc od strony Kremla, timing na prewencyjną operację w naszym regionie byłby obecnie chyba optymalny. Jeżeli „Dablju” Bush dokonał prewencyjnie agresji na bardzo odległy i niezagrażający nikomu Irak na podstawie sfabrykowanych danych CIA i pomijając kompletnie ONZ, to dlaczego Putin nie miałby wykorzystać historycznej szansy na realizację swego planu podboju kilku sąsiadujących państw ?

Dlaczego nie miałby stworzyć rozszerzonej własnej strefy buforowej przed potencjalnym naporem ze strony NATO ?







czwartek, 11 września 2014

Ukraińskiego serialu ciąg dalszy


Jest jeden autor scenariusza tego pasjonującego serialu: Władimir P.
Świetnie pisze i ma największą w historii świata widownię. Suspens totalny. Może kojarzyć się z Hitchcockiem. Zakręty fabuły nieprzewidywalne, wydarzenia trzymają widownię, za przeproszeniem, za mordę. I zupełnie nie wiadomo na ile odcinków planują scenarzysta i producenci ten serial.
Ważne: scenariusze kolejnych odcinków tworzone są w oparciu o reakcje widzów na aktualny odcinek. Hollywood par excellence.

Groza wydarzeń odciska się na wielu widzach.
Mowa ciała Jolanty Pieńkowskiej przeprowadzającej wywiad z Prezydentem Komorowskim wyrażała trwogę. Dała jej werbalny wyraz pod koniec wywiadu pytając: Panie Prezydencie, proszę powiedzieć, wejdą ??
Prezydent uspokajał, ale widać było, że Pieńkowskiej jednak nie uspokoił.

Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że Władimir P. pisze scenariusz na bieżąco, chociaż całościowy szkic serialu ma cały czas w głowie. Zaś producenci, grupa mega-oligarchów, liczą straty dotychczasowe i spodziewane.
Działania Rosji są wypadkową dążeń bardzo ambitnego człowieka niskiego wzrostu, który od swej pierwszej kadencji, chce otoczeniu i światu udowodnić, że jest wielkim i mądrym carem 21 wieku – oraz zimnych kalkulacji biznesowych grupy wspierającej. I nie zapominajmy też o ambicjach sektora militarnego, który od lat 90-tych stał – niedoinwestowany - nieco w cieniu.

Trzeba tez zrozumieć wielość przyczyn, z powodu których Unia jest obecnie postrzegana jako rozlazła i bezjajowa.
Oczywiście, że łatwiej jest podejmować decyzje jednoosobowo, niż mozolnie budować consensus w 28 osobowej grupie przedstawicieli państw o różnej kulturze i historii, powiązaniach gospodarczych, zależnościach politycznych, ambicjach itd. itp.
I bardzo różnych fizycznych dystansach do zarzewia konfliktu.

Dlatego dobrze jest, że Niemcy, Francja i Anglia są dominującymi decydentami. Gdyby demokratycznie każdy członek Unii miał decydować o sankcjach, lepiej nie myśleć jaka byłaby wypadkowa poszczególnych narodowych postaw. To, że powszechnie uważa się u nas, że dotychczasowe sankcje to aspiryna na gruźlicę, można zrozumieć. Ale proces uświadamiania Zachodu, co do następstw okazywania słabości wobec bezwzględnego gangstera jest powolny, lecz  powinien być usprawniany przez osobiste zaangażowanie nowego Przewodniczącego Rady Europejskiej.

Natomiast wczorajsze wystąpienie Prezydenta Komorowskiego w Bundestagu zostało doskonale zrecenzowane przez całą niemiecką prasę. Brawo dla Prezydenta i brawo dla niemieckiej prasy.

„Swoim przemówieniem w Berlinie prezydent Komorowski próbował wstrząsnąć Zachodem. Podczas gdy ten coraz bardziej traci wiarę w demokratyczne wartości, wschodni sąsiad Niemiec prezentuje w tej kwestii niespożytą energię” – pisze „Die Welt”.

Nie jest to może najważniejsze, ale również warte odnotowania: znienawidzona, swojego czasu, przez Polaków, dawna szefowa Wypędzonych, Erika Steinbach, w swoim wystąpieniu w Bundestagu wyraziła podziw dla „wspaniałego przemówienia Prezydenta Bronisława Komorowskiego, słusznie ostrzegającego wolny świat przed zagrożeniami ze strony Rosji”.
Erika Steinbach – niektórzy ludzie dojrzewają...

Najbardziej pacyfistyczne wystąpienie miał dzisiaj przedstawiciel Die Linke, który jako główny błąd polityki rządu Angeli Merkel uważa „prowokacyjną postawę Niemiec wobec Putina”, co według tej partii jest dowodem na udawanie przez Niemcy wielkiego mocarstwa.

Pamiętajmy co powiedział Winston Churchill po podpisaniu Traktatu Monachijskiego przez Chamberlaina: "The gov­ern­ment had to choose between war and shame. They chose shame. They will get war too." ("Rząd musiał wybrać między wojną i hańbą. Wybrał hańbę. Wojnę też będzie miał").
Uważam również, że pomysł obłaskawiania gangstera politycznego w nadziei, że dalej się nie posunie, to typowe excercise in futility.

Przestrzegam jednak, póki co, przed niepotrzebną atomową trwogą.

Myślę, że wciąż działa temperująco na wyobraźnię obydwu mocarstwowych liderów świadomość zjawiska zwanego Gleichgewicht des Schreckens albo MAD (Mutually Assured Destruction).
Świadomość ta towarzyszyła nieprzerwanie przywódcom atomowych mocarstw od czasu pamiętnego kryzysu kubańskiego w 1962 roku.






wtorek, 2 września 2014

Habemus Papam !


Mamy Polaka Przewodniczącego Rady Europejskiej. To ważne historyczne wydarzenie, szczególnie w obecnym, najeżonym konfliktami świecie. Na pewno dla nas okazja do radości i dumy. To przecież drugi Polak, którego wybrało tak szerokie międzynarodowe gremium. Jego akurat jednogłośnie.

Reakcje całej opozycji są ostrożnie pozytywne – nie wypada dzisiaj otwarcie atakować Tuska, chociaż dla Kaczyńskiego to kolejny zawód, bo brak okazji do szydzenia z klęski „najgorszego” Premiera, gdyby ten ostatecznie nie został wybrany.

Rosja też nie ma okazji do tryumfalizmu, bo Polak ten nie jest postrzegany jako stronnik Putina. Musi więc Putin konsekwentnie podążać dalej trasą, którą sam sobie wytyczył – dalsza systematyczna destabilizacja Ukrainy, wyrąbanie niezbędnego komunikacyjno-zaopatrzeniowego korytarza Rosja-Krym przy stałej obserwacji reakcji świata zachodniego, czyli Unii i Stanów.

Dopóki Unia i Stany nie implementują kolejnego etapu sankcji gospodarczych, Putin spieszy się z dalszym okaleczaniem Ukrainy, aby jak najszybciej oderwać jej wschodnią (przemysłową) część, która razem z Krymem stanowiłaby (częściowo osadzony historycznie) twór zwany „Noworosją”, twór który byłby mocnym wasalnym buforem przed resztą Ukrainy. Niezły plan, jak na mocarstwo jądrowe w trakcie mozolnego odzyskiwania utraconego po 90-tym roku imperium.

Zawoalowane groźby ewentualnego ataku na kraje bałtyckie, włączając w to Polskę, nie powinny być w tym momencie traktowane poważnie. Myślę, że są póki co używane przez ludzi Putina jako akompaniament do obecnych operacji wojskowych, aby podkreślić determinację Kremla w realizacji planów ukraińskich. I jako niezobowiązujący sondaż reakcji Zachodu.

Według pogłosek co do planów Kremla w średniej perspektywie czasowej (do końca b. roku) powinno nastąpić faktyczne połączenie Krymu z Rosją (duuużo szerszy korytarz, niż proponowany przez Hitlera Polsce w 1939r.). Inaczej przecież, dotychczasowe działania Kremla nie miałyby niezbędnego „wykończenia”.

Wraz z w/w „wykańczaniem” i tym samym uświadamianiem Zachodu co do strategicznych intencji Putina – i tu myślę, że Tusk ma do spełnienia historyczną rolę on site „szkoleniowca” w UE - będzie wzrastało napięcie międzynarodowe. Zachód musi sobie niestety zdać sprawę, że brak położenia tamy konsekwentnym działaniom pro-imperialnym Rosji, nie będzie skutkował jedynie, jak to ma miejsce obecnie, niezarobionymi pieniędzmi na handlu maszynami i technologiami, ale konsekwencje braku jedności Zachodu co do podjęcia jak najszybciej dużo ostrzejszych działań ekonomicznych, mogą zachęcić Rosję do jeszcze bardziej zuchwałych posunięć i żądań. Obecne żądania i działania są dowodem na to, że kierownictwo na Kremlu w ostatnich miesiącach nie tylko kontroluje sytuację, ale i jest już samo kontrolowane przez eskalowane przez siebie procesy.
Point of no return ?

Mam nadzieję, że nowy Przewodniczący Donald Tusk jak najszybciej opanuje w tym celu przynajmniej język angielski, który, szczerze mówiąc, powinien mieć po tylu latach intensywnych kontaktów międzynarodowych, opanowany i wyszlifowany na maksa. Może nie uczył się go pilnie nie będąc pewnym wyboru na obecne stanowisko,w czym przypominał by ś.p. Jana Himilsbacha, gdy zapytano go, czy nie nauczyłby się tego języka do roli w „Liście Schindlera”. Odpowiedział, że może i by się nauczył, ale jeżeli ostatecznie podejmie ten trud, a go mimo to nie wybiorą do roli, to zostanie z tym angielskim jak ch..


niedziela, 20 lipca 2014

298

Taka liczba ludzi zginęła w ostatnim zamachu separatystów (czytaj Rosji), tym razem na samolot pasażerski malezyjskich linii lotniczych. 298 osób, kompletnie nie związanych z działaniami zbrojnymi w tym rejonie, straciło życie.
Czy było to działanie celowe, chwilowo nie wiemy. Możliwe, że w ramach myślenia: „strzelamy do wszystkiego nie naszego, co lata”, podjęta została przez rosyjską załogę wyrzutni szybka decyzja o odpaleniu rakiety. Na długie myślenie czasu nie było, samolot w końcu leciał z szybkością przelotową ponad 800 km/godz, więc aby nie spadł na terytorium Rosji trzeba było odpalać nie zwlekając.

W tych dniach trwa w wykonaniu Rosji to co Amerykanie nazywają damage control. A więc Rosja usiłuje zwalić winę na Ukraińców, którzy, szczególnie w obecnym czasie, musieli by być wariatami-samobójcami, aby dokonywać zbrodni na cywilach, którzy normalnie codziennie podróżują samolotami po świecie.
Putin zaś od dawna działa bezkarnie, udowadniając, że tzw. „sankcje” ma głęboko w dupie, bo widzi na codzień, że oportunistyczny Zachód de facto potrzebuje Rosji bardziej niż Rosja Zachodu. Poprzedni kanclerz uzależnił Niemcy od Gazpromu, Hollande zezwala na przekazanie Rosji najnowocześniejszych okrętów wojennych, a kolejni premierzy Wielkiej Brytanii zrobili z Londynu finansowe Las Vegas dla Rosji. Krótkowzroczna głupota i chciwość Zachodu nie ma granic.

Nawiasem mówiąc, Putin też dalekowzroczny jest nie do końca. Systematycznie przekonuje cały wolny świat, że jest imperialnym gangsterem. Jeżeli Zachód wyciągnie z tego poważniejsze niż dzisiaj gospodarcze i polityczne konsekwencje, co nie jest nieprawdopodobne w dłuższej perspektywie czasowej, to Chiny połkną pozbawioną wsparcia Zachodu Rosję na przystawkę. Ale to już nie nasz kłopot.

Chwilowo pani Kanclerz Niemiec, z niemiecką staranną ostrożnością i poprawnością, ubolewa nad losem 298 ludzi i zaleca rozmowy z Putinem, jako jedyne działanie, które może rozwiązać konflikt Ukraina – Rosja. I tyle w tym temacie z Berlina.

Natomiast premier małej Holandii (193 ofiary) niezwykle ostro potępia osobiście Putina za tak bezwarunkowe moralne poparcie i wsparcie militarne, jakiego ten człowiek udziela separatystom.

W ogóle to tragiczne wydarzenie jest próbą ogniową i największym egzaminem z reakcji wolnego świata na jawną i wielką przemoc. W przeszłości świat oblał już z kretesem niejeden podobny egzamin, a Holandia, niestety, szczególnie.

Ku pamięci i refleksji: państwo holenderskie ponosi odpowiedzialność cywilną za bestialską śmierć 8000 muzułmańskich mężczyzn i chłopców – cywilów - podczas masakry w Srebrenicy w lipcu 1995 r.
Gdy głodzeni miesiącami Bośniaccy więźniowie, byli rozstrzeliwani przez Serbów, holenderscy wojskowi - Dutchbat (holenderski batalion działający wówczas z ramienia ONZ), którzy mieli Bośniaków ochraniać, upijali się alkoholem dostarczanym im przez wojska Karadzica – Bosnian Serb Army (!). Los Bośniaków był Holendrom kompletnie obojętny.
Czy więc teraz Holandia ma moralne prawo domagać się ujawnienia sprawców i odszkodowania dla rodzin holenderskich pasażerów lotu MH17 ?

Na pewno tak, ale widać tu wyraźnie stosowanie podwójnej moralności, w zależności od tego, czy ofiara jest obca, czy nasza.

czwartek, 26 czerwca 2014

Elity władzy A.D. 2014 - afera taśmowa

Spisek kilku kelnerów działających na zlecenie póki co niezidentyfikowanych sił, spowodował największy kryzys polityczny Rzeczpospolitej. Opozycja wyszła z nor i ziemianek, bo takiej okazji do zmasowanego ataku na rząd, przepuścić nie sposób.

Na ostatniej sesji Sejmu pokazali się na mównicy niewidziani dotychczas opozycyjni posłowie, którzy w jednominutowych wystąpieniach dali wyraz swemu bezbrzeżnemu oburzeniu i obrzydzeniu.
Marionetki Prezesa Jarosława K. nie pozostawiły na PO suchej nitki. Aż do szczegółowego wyliczenia wymyślnych potraw spożytych w VIP-owskich salach restauracyjnych. Niech biedny lud zobaczy jak dogadzają sobie rządzący w nierządnej III RP.

W sumie nie mam za złe PO-wcom, że żrą w dobrych knajpach – w końcu minister nie musi stołować się w McDrivie, i szamać Big Maca tylko po to, aby nie podpaść ludowi pracującemu.
Natomiast, jeżeli twierdzi, że to prywatne spotkanie, to niech, skąpy dziad, zapłaci prywatną kartą. Płacenie służbową w takim przypadku to krańcowe skąpstwo, głupota i arogancja w jednym. Rodzi się pytanie: ile kosztują takie knajpiane, a prywatne, spotkania polskich polityków w skali roku ?

Czy zapłacili stosowne podatki od prywatnych posiłków opłacanych służbowymi kartami ? Nie sądzę, a uważam, że to spore sumy, wyższe niż cena wszystkich zegarków debilnego narcyza, ex-ministra Sławomira N.

Gdyby takie sytuacje miały miejsce w protestanckiej Skandynawii, wyczulonej na m.in. niezapłacenie podatków od prywatnych posiłków, które delikwent wpisuje w koszty firmy, kontrola skarbowa uczyniłaby jego życie jednym pasmem stresów... O kosztach nie wspomniawszy.
Gdyby był to polityk, byłoby już po karierze.
Zresztą niedawny przykład z Niemiec (byłego już prezydenta Christiana Wulffa), pokazuje, że nikt w przyzwoitym państwie nie stoi ponad prawem, a szczególnie politycy.

Zrozumiałe, że nasi polscy katoliccy liderzy, szczególnie ci którzy już przez 7 lat są u władzy, nabyli z czasem takiej arogancji, że bezbrzeżna chciwość każe im obciążać nas podatników nawet za żarcie, które wbijają prywatnie w swoje brzuchy.

Z kolei wulgarny język ich „konwersacji” okołobiesiadnej nie oburza mnie zupełnie. Podczas takiego prywatnego spotkania mogą sobie panowie – gdyby za nie płacili z własnej kieszeni - kląć, głośno bekać i puszczać cuchnące bąki, kogo to obchodzi ? W końcu politycy to odzwierciedlenie naszego dumnego narodu, to tacy sami ludzie jak zwykli przechodnie, czy kierowcy samochodów jadący obok ciebie. Duży ich procent to chamy i prostaki.
Polskie elity polityczne to szczególny rodzaj elit.

Inny aspekt wyjątkowej głupoty i arogancji wykazanej przez naszych „wybrańców”, to poruszanie w knajpach spraw, które można oględnie nazwać delikatnymi, kontrowersyjnymi lub na granicy prawa. Myślę, że to dobrze, iż ten szlam konwersacyjny ujrzał światło dzienne, bo powinno to być przestrogą dla następnych „wybrańców narodu”. Na jakiś czas, bo każda ekipa po paru latach przy żłobie nabywa bezkarności i arogancji, czuje że wszystko jej wolno. To wynik nieuchronnej degeneracji każdej władzy w dłuższej perspektywie czasowej.
Dlatego zresztą demokracja przewiduje kadencje i wybory.

Fakt, że polski minister spraw wewnętrznych i zarazem koordynator d/s służb specjalnych nie ma świadomości, że może być poza biurem podsłuchiwany przez bardzo różne osoby, to kolejny przykład skrajnej głupoty i braku wyobraźni tego prawnuka noblisty. Na takim stanowisku brak wyobraźni to stałe zagrożenie bezpieczeństwa państwa.

Żadnej szkody natomiast nie narobił nam, według mnie, min. Sikorski. Chociaż racja stanu nakazuje Polsce przytulanie się do USA w ramach oficjalnej polityki rządu, to jednak dobrze, aby Obama rozumiał, że usłużni Ameryce Polacy czują się de facto „dymani” przez jego kraj od wielu lat.
Tego Radek nie mógł powiedzieć mu w oczy, natomiast obecny przypadkowy sposób przekazu jest jedyną (chociaż niezamierzoną) formą, która powinna dać do myślenia Prezydentowi O.

Potężny ładunek informacyjny zawarty w sączonych stopniowo przeciekach WikiLeaks nie zachwiał Stanami i ich aliansami z aliantami, więc to co powiedział Sikorski o robieniu laski niewdzięcznemu sojusznikowi, to delikatna słowna pieszczota. Spoko, katoliccy panikarze z PiS, amerykański „murzyn” nas nie opuści.
A gdyby nawet, to i tak nie zginiemy, bo mamy w odwodzie Maryję Królową Polski – w polskiej hierarchii stoi Ona dużo wyżej od Obamy.

Jednak, nie da się ukryć, że nasi rządowi biesiadnicy zatracili już dawno poczucie rzeczywistości, arogancja zastąpiła im umiar i rozsądek, gadają i bełkoczą bzdury, czują się bezkarni w swojej nonszalancji. Dlatego, ponieważ wisi nam nad głowami jak czarna chmura, piekielny zestaw potencjalnych liderów - (Kaczor+Korwin) – obecnych gadatliwych ministerialnych przywódców należy się pozbyć.
Niepozbycie się ich będzie dla nich sygnałem, że „hulaj dusza, piekła nie ma” i jak mówią Amerykanie: Anything goes.

Więc albo Tusk dokona szerokiej czystki i wykaże nieodzowne w przypadku lidera jaja, albo polegnie razem z koleżankami i kolegami platformersami.
Jego obecne gadanie o absolutnym priorytecie identyfikowania mocodawców i ich motywacji do zniszczenia rządu podsłuchami, a odłożeniu na później analizy i oceny merytorycznej nagranych na taśmach chamskich bełkotów, przypomina mi taki kawał:
Wraca mąż do domu i zastaje w nim zapłakaną żonę, która pakuje w pośpiechu walizki.
- Co robisz?! - pyta. - Odchodzę! Zdradziłeś mnie! - odpowiada żona
i rzuca w niego plikiem zdjęć, na których widać jak uprawia on seks z kochanką.
Mąż ze spokojem przegląda zdjęcia po czym zwraca się do żony:
- Kochanie, uspokój się! Wszystko się ułoży! Musimy tylko wyjaśnić,
kto te zdjęcia zrobił i dlaczego chce zniszczyć nasze małżeństwo...