piątek, 30 października 2015

Szaleństwo i chaos


Chaos i szaleństwo.
Unia Europejska drży w posadach. Przestało być sympatycznie. Wojna na Ukrainie i kryzys grecki, jako główne tematy znikły z mediów. Europą wstrząsają wędrówki ludów z południa na północ w kierunku nowej Ziemi Obiecanej – Niemiec. Przeciekającymi szalupami, w butach i boso, przez pola i lasy, z niemowlętami na plecach, nie tak dawno w upale, a teraz w chłodzie i w deszczu.

De facto szefowa Europy, pani Merkel i większość niemieckich polityków, poddała się, początkowo całkowicie bezplanowo i chaotycznie, humanitarnemu szaleństwu, wysyłając w świat klarowny sygnał o swojej gotowości do przyjmowania wszystkich, którzy pochodzą z państw w których trwają konflikty zbrojne i przybywający mogą powołać się w związku z tym na zagrożenie życia w przypadku deportacji.

Dopiero w ostatnich tygodniach, powoli przychodzi delikatne opamiętanie, w obliczu dramatycznych wydarzeń na granicach Unii i na granicy Austrii z Niemcami.

Nareszcie Thomas de Maiziere i jego ekipa ruszyli tyłki, aby rozpocząć zaległą deportację ok. 200.000 ludzi, którym odmówiono już dawno temu azylu. Są w Niemczech nielegalnie i pracują , ale teraz w obliczu przybywających „nowych”, trzeba dla nich zrobić miejsce.
Niestety, nie będzie to szybki proces. Część tych, którym już odmówiono pobytu, złożą teraz odwołania. Inni natomiast przejdą do podziemia.

Policja i służby graniczne obserwując niekończące się kolumny uchodźców pieszych i autobusowych, pracują nocami, aby sytuację opanować. Nikt nie wie ilu uchodźców jeszcze przybędzie. Dzisiaj, jutro czy pojutrze. Chwilowo jest to niekończąca się rzeka ludzi. Ile jeszcze szkolnych hal sportowych trzeba będzie zamienić na sale wypełnione łóżkami, ilu lekarzy, pielęgniarek, wolontariuszy, musi być do dyspozycji ? Ile łóżek szpitalnych potrzeba od zaraz ?
Ile zestawów higienicznych trzeba będzie rozdać ? I tak dalej.
W debatach telewizyjnych politycy szeregu landów, czy szefowie związków branżowych skarżą się na braki w finansowaniu bieżących potrzeb.

Chociaż trzeba podkreślić, że ścisła czołówka rządzących zapewnia, że budżet niemiecki bez problemu poradzi sobie z finansowaniem kosztów przyjmowania, zakwaterowania i zapewnienia z czasem edukacji imigrantów (nauka niemieckiego i nauka zawodu).
Edukacji mającej na celu jak najszybsze przystosowanie ich do znalezienia odpowiedniej dla siebie pracy. Koła zbliżone do pani Merkel podkreślają optymistycznie, że wszelkie wydatki na imigrantów trzeba traktować nie jak koszty, ale jak inwestycję w dalszy dynamiczny rozwój gospodarczy Niemiec.
Tak brzmi oficjalna linia propagandowa Berlina.

Niemiecka „Ziemia Obiecana” trzeszczy jednak póki co w szwach. Tak jak cała Unia. W obecnej sytuacji brak natychmiastowego postawienia tamy uchodźcom – to zachęta dla następnych dziesiątek tysięcy i cios w jedność i przyszłość całej Unii.
Jako że konflikty zbrojne, tradycyjnie już, toczą się nie tylko w Syrii, ale również w Afganistanie, Erytrei, Sudanie, Iraku, itd., ilość potencjalnych uchodźców jest w zasadzie nieograniczona.
Na świecie toczy się obecnie tyle wojen, że starczy islamskich kandydatów na Europejczyków na następne długie lata.

Widać wyraźnie, że solidarność państw członkowskich UE w obliczu tej katastrofy demograficznej – nie istnieje.
Pani Merkel, niestety w tej sprawie całkowicie bez wyobraźni, dała początkowo lekkomyślnie mocne zielone światło dla przybywających z objętych konfliktami regionów Azji i Afryki.
Fala ludzkiego tsunami ruszyła i dewastuje obecnie, stworzony mozolnie przez wiele lat porządek europejski.
Putin może teraz robić co zechce i robi właśnie to w Syrii. Im więcej nalotów na północy tego kraju, tym więcej uchodźców uchodzi do ojczyzny pani Kanclerz.
Destabilizacja Niemiec i całej Unii, to zrozumiałe marzenie Putina.
Ciśnienie Merkel głównie na Polskę, ale i na naszych sąsiadów, aby skłonić ich do solidarności, będzie rosło wprost proporcjonalnie do wzrostu ilości uchodźców.

To szaleństwo stulecia należy jak najszybciej zahamować. Ale póki co Niemcy są dotknięte przekleństwem decydentów „z jajami”, które nazywa się: poprawność polityczna – czyli: uchodźcom mówimy: Wilkommen ! A na użytek wewnętrzny: Wir schaffen das.
Inaczej postępować Niemcom przecież nie wypada...

Poprawność ta jest szczególnie widoczna w postawach polityków partii CDU/CSU oraz SPD.
Pragnąc uspokoić rodaków, wyliczyli skrupulatnie, że aby kontynuować w kraju obecne tempo wzrostu gospodarczego potrzeba 492.000 nowych pracowników rocznie. Czyli, teoretycznie przynajmniej, obecny rok, w którym spodziewają się blisko 800.000 uchodźców, zapewni im niezakłócony rozwój na następne 2 lata.

Mimo to w niemieckich telewizyjnych programach dokumentalnych przebijają się ostatnio coraz liczniej wypowiedzi nawet niektórych polityków w/w koalicji, sygnalizujących istnienie dramatycznych wydarzeń mających miejsce wśród uchodźców. Krótko: konflikty na tle religijnym, etnicznym i narodowym, od których uciekli do Niemiec, przeniosły się wraz z nimi na gościnną „Ziemię Obiecaną”.
Jak pisałem poprzednio: http://as-kronika.blogspot.com/2015/07/wedrowki-ludow.html , nastąpił import obcych gospodarzom problemów, z którymi teraz muszą sobie pilnie próbować radzić.

Na kanwie konfliktów importowanych w obecnym czasie, warto zapoznać się z bardzo ciekawą sylwetką Sabatiny James, która czasami gości w debatach telewizji ZDF. Ta piękna i mądra kobieta kieruje naszą uwagę na inne problemy z wyznawcami Islamu w Niemczech. Warto o nich pamiętać.


W obliczu powyższych poważnych spraw, mam nadzieję, że przynajmniej nadchodząca zima będzie łagodna.
Dla uchodzących uchodźców i dla nas.

P.S.
A tak na marginesie, o ironio losu: Niemcy, którzy 75 lat temu wymordowali w kilka lat w imię czystości rasy, w obozach koncentracyjnych, 6 milionów Żydów, niedługo będą mieli w swoich granicach podobną liczbę wyznawców Allaha.
Pewien rodzaj późnego odkupienia win ??




środa, 21 października 2015

Na kogo głosować ? Poradnik niezdecydowanego wyborcy


Prawie wszystko już wiemy kim „oni” są, już nudzimy się oglądając wciąż te same twarze w telewizyjnych wywiadach, powtarzające wciąż te same argumenty i bardzo atrakcyjne obietnice.
Do zrealizowania oczywiście w dłuższej perspektywie czasowej, jak mówią, czyli zabezpieczają sobie tyłki, że gdyby nie zrobili tego co obiecali w najbliższych 4 latach, to tylko dlatego, że z winy Tuska ich bilans otwarcia był bardzo niekorzystny i potrzebują dla siebie następnej kadencji.

Patrząc na nich czasami jest mi ich żal, że tak się poświęcają w kampanii, objeżdżając mozolnie cały kraj, aby zmobilizować jeszcze dodatkowo te 10% niezdecydowanych, którzy zapewnią im godną pracę na następne 4 lata.

Debata telewizyjna pań Szydło i Kopacz, dobrze zorganizowana i sprawnie poprowadzona, potwierdziła jedynie dotychczasowe wrażenie o obydwu kandydatkach na ew. szefowe przyszłego rządu.
Pomijając celowo argumentacje obu stron, która niczego nowego ani ciekawego nie zawierała, bo obie panie odpowiadały jak chciały i niekoniecznie na zadawane pytania, lepiej skupić się na tym co zawsze w debatach jest najważniejsze, bo pozostaje w pamięci odbiorcy jako tzw. ogólne wrażenie.
Otóż pani Szydło, według mnie, wypadła o wiele lepiej od konkurentki. Patrzyła w kamerę, czyli mówiła do widza, miała zrelaksowany wyraz twarzy, nieprzesadny uśmiech, gdy słuchała wypowiedzi pani Premier, a gdy sama mówiła, robiła to z dużą energią.
W kontraście do Ewy Kopacz, która, co prawda, lepiej argumentowała, była nieco bardziej merytoryczna, ale często patrzyła w różne strony, a słuchając Beaty Szydło, miała twarz bardzo poważną.
Innymi słowy, Szydło była o wiele bardziej „energetyczna”, i jej wyborcze hasło „Damy radę !” (patrz Obama: Yes, we can, Merkel: Wir schaffen das) jako przekaz, było podane widzom przekonująco. Bez względu na to, czy rzeczywiście dadzą radę. I czy to co dadzą radę zrobić, będzie tym, czego Polacy naprawdę oczekują.

Innymi słowy, debata polegała na recytacji z pamięci i tabletowych ściągawek, od dawna powtarzanych w kampanii zdań. Obie „gwiazdy” często odpowiadały na niezadane przez konkurentkę pytanie. Żaden temat nie został rozszerzony, czy pogłębiony. Niczego nowego się nie dowiedzieliśmy. Na takie debaty szkoda po prostu czasu. Są jak marny film sensacyjny, który oglądamy do końca w nadziei, że zaraz coś „pieprznie”, lecz zamiast tego pojawia się nagle napis „Koniec”.

Natomiast to co miało miejsce bezpośrednio po debacie, a co zostanie na długo w pamięci widzów, to zdecydowane zwycięstwo PiSu i porażka PO. PiS zorganizował mały wiec radości i entuzjazmu młodzieży z flagami, okrzykami poparcia i dobrym mobilizującym „speechem” Szydło, zaś pani Premier na korytarzu TV w obecności ochroniarzy i kilkunastu osób z PO zgasłym głosem i zmęczoną twarzą mówiła smętnie, że nie wie, czy zwyciężyła w debacie, czy nie.

Jakże to podobne było do debaty Duda – Komorowski. Wtedy też kandydat tryskał energią, a Prezydent emanował spokojem i wyważeniem. Aż za dużym spokojem.

Druga debata, pomyślana jako konfrontacja „wielkich” z „małymi” była dużo ciekawsza. Pomijając Korwina i Kukiza mizdrzących się do siebie w celu wyborczego przetrwania, reszta kandydatów w miarę spójnie przedstawiła swoje cele. Z tej grupy wyróżnił się pozytywnie Adrian Zandberg, (Razem), jedyny, który łączy w sobie świeżość, entuzjazm i jasny przekaz.

Nikt z wyborców nie może teraz narzekać, że nie ma w kim wybierać.
Nie ma argumentów dla absencji wyborczej.

I tak:

PiS
to znana od dawna partia i znani nam są jej przywódcy i ich poglądy na prawie wszystko. Są dobrze zorganizowani i zdyscyplinowani. Determinacja maksymalna. Zwycięstwo albo śmierć. Teraz albo nigdy. Bo pewnie nigdy bezpośredni przeciwnicy nie będą tak słabi.

Naiwnym Polakom w kampanii sprytny Prezes obiecał ustami swych ludzi wszystko co możliwe, a szczególnie wiele tego co niemożliwe. To akurat mądry chwyt, bo naiwnych są miliony, część z nich jest głęboko wierząca, w Niepokalaną Zawsze Dziewicę Królową Polski, moc Ducha Świętego, prawość pełnego miłości Ojca Rydzyka itp.


Uwierzą też w uczciwość i moc sprawczą Prezesa – on jeden zbawi ten naród.

Lider taki jak trzeba. Silny i autorytarny. Autorytarność można krytykować, ale w porównaniu z „rozmemłaniem” bezpośrednich konkurentów – jest skuteczna.
Czy mamy w Polsce na dzisiaj innego prawdziwego i skutecznego lidera ??
Żałuję, ale nie widzę.

Jarosławpolskęzbaw” wysunął kandydata na Prezydenta i kandydat zwyciężył. Wysunął kandydatkę na Premiera i protegowana nieźle sobie radzi, chociaż charyzmę ma niemal zerową.
Jest jak księżyc, odbijający światło słoneczne, promieniejące z Żoliborza.

Jeżeli, wyborco, chcesz dać mocnego kopa nieudolnej Platformie, za jej arogancję, samozadowolenie, bardzo częste potknięcia, nieudolności i drobne aferki ministrów-megalomanów – wybierz PiS.

Głosując na obecnie zdecydowanie najsilniejszą partię, trzeba będzie pogodzić się z tym, że tematy obyczajowe, religijne i narodowe będą dominowały w spektrum uwagi nowych decydentów.
Jest to nieuchronne, bo skład przywódców PiS jest stały, a poglądy wszystkim znane. Nie trzeba też się dziwić, że będą triumfowali, lekceważyli i tępili oponentów. Zemsta za dotychczasowe porażki będzie słodka.

Jeżeli, wyborco, jesteś wierzący, módl się, aby nie podejmowali w czasie swojej kadencji, decyzji, które zdystansują nas od Europy, politycznie i obyczajowo, bo traktują Polskę jak przedmurze prawdziwego chrześcijaństwa i opokę tzw. wartości, które definiują nieco inaczej, niż ponad połowa społeczeństwa i reszta Europy.
Módl się więc, czcigodny wyborco PiS, aby twoi zwycięzcy wybrańcy nie uzyskali, broń Panie Boże, większości konstytucyjnej umożliwiającej im dokonanie zmian w Ustawie Zasadniczej, które znajdują się w ich projekcie.
Jeżeli nawet kochasz PiS, pamiętaj, że wszelka władza korumpuje, a władza absolutna korumpuje absolutnie. A taka będzie jeżeli zapewnisz twojemu PiSowi przygniatającą przewagę.
Najkrócej: chcesz aby niepodzielnym władcą Polski był Jarosław Kaczyński ? Głosuj na niego, Macierewicza, Sasina, prof. Pawłowicz, Błaszczaka, Szydło, Naimskiego, Kempę, Wasserman, Ziobro itd.
Ja na nich nie zagłosuję.

PO
to partia, która w obecnym czasie i przy obecnych przywódcach, spełnia kryteria niezbędne aby określić ją mianem loosers. Widać to nawet po ich mowie ciała, gdy występują w telewizji.
Razem z przegranym eksPrezydentem mogą dzisiaj recytować:

Miałeś, chamie, złoty róg,
miałeś, chamie, czapkę z piór:
czapkę wicher niesie,
róg huka po lesie,
ostał ci się ino sznur,
ostał ci się ino sznur.

Biorąc pod uwagę poparcie jakie miała PO przez wiele lat i „własnego” Prezydenta w pałacu, trzeba było wielkiej głupoty i lenistwa, aby to poparcie przetracić.

Myślę, że tzw. afera taśmowa, z nagraniami ujawnianymi stopniowo, jak trucizna sączona po kropli, to największy gwóźdź do trumny tej partii. Nikt, nawet PiS, nie opisał tak krytycznie obrazu państwa, jak ci, którzy nim rządzili na co dzień.

Logiczne byłoby dla mnie, aby w tych ostatnich dniach przed wyborami, sprawcy podsłuchów podrzucili jeszcze kilka „nowych” nagrań, aby dobić konkurenta na finiszu.

Dla dopełnienia klęski, pech chciał, że jedyny lider tej partii dostał bardzo atrakcyjny angaż i wyjechał do Brukseli. Pozostawił partię w rozsypce i na do widzenia mianował Premierkę, która co prawda urząd objęła, ale nie stała się przez to mocnym liderem.
Prezes PiSu bije ją w tym na głowę.

Jej polityka personalna to pasmo porażek większych i mniejszych. Autorytet wśród swoich kolegów ma umiarkowany. Popierają ją dlatego, że jest póki co szefową ich partii i chcieliby załapać się na następną kadencję, ale wiedzą, że dla wszystkich miejsca w Sejmie i Senacie niestety nie wystarczy.

Platformie brak jasno zarysowanej wizji: Jakie są ich cele w długiej, średniej i krótkiej perspektywie czasowej ? Dokąd chcą poprowadzić Polaków ?

PO jak najszybciej potrzebuje lidera-wizjonera i sprawnego teamu realizatorów jego wizji, bo bez lidera, partia wygląda jak armia bez dobrego wodza – lokalni przywódcy rozgrywają swoje bitewki i walczą o swoje regionalne interesy. Taka nie powinna być partia władzy. I taka partia w obecnym wydaniu nią nie będzie.

Niezdecydowany wyborco ! Jeżeli uważasz jednak, że przywódcy PiSu są dla ciebie absolutnie nie do przyjęcia, jeżeli „Jarosławpolskęzbaw” powoduje u ciebie odruch wymiotny i wysypkę alergiczną, to znak, że musisz, nawet z gorączką jesiennej grypy, biec do Komisji Wyborczej i głosować na...
Na jakąś inną partię. Może PO ? I tak nie wygrają, ale przynajmniej dasz im szansę na przemyślenia i dokonanie stopniowej zmiany pokoleniowej, bo z obecnymi „przywódcami” nie mają już szans na większe zwycięstwa.
Z ich profilem liberalnym i proeuropejskim powinni jednak zachować mocną pozycję polityczną w polskiej parlamentarnej opozycji. Gdyby tak się stało, odnowiona PO mogłaby myśleć o sukcesie w przyszłości.

Zjednoczona Lewica

to ugrupowanie-zlepek wyborczy. I sukces osobisty Barbary Nowackiej. Z braku akceptowalnego przez szersze gremia przywódcy SLD czy Twojego Ruchu, wybrano młodą zaangażowaną w politykę działaczkę.
Wysuniętą na czas wyborów, bo Zjednoczona Lewica to zlepek ugrupowań, które marzą o zaistnieniu w nowym Sejmie. Barbara Nowacka to chwilowo kompromis dotychczas słabo powiązanych ze sobą: Leszka Millera i Janusza Palikota. Zresztą w obecnej kampanii BN sprawdza się znakomicie.
Co się stanie gdy ta lewicowa koalicja wyborcza przekroczy 8% próg wyborczy, jak podzieli między sobą trofea ? Zobaczymy.

Plan mocnego zaistnienia w polityce jest taki, że jak mówi sympatyczna pani Barbara „zjednoczona Lewica poprze PiS, jeżeli będzie (on) się wstawiał za ludźmi pracy”. Zobaczmy jak czułe jest na krzywdę ludzką serce pani Barbary po ew. sukcesie 25 października.

Osobiście nie polecam tej niby partii. Za plecami przystojnej pani BN stoją ci sami przywódcy od lat wielu, niektórzy z odznaczeniami jeszcze z PZPR, głowy posiwiałe, ale parcie na władzę wciąż żywe. No i wciąż powtarzają jak mantrę, że bez lewicy nie ma normalnego życia politycznego.
Gdyby tak było, to dlaczego SLD przez ostatnie lata rozpaczliwie walczy o przeżycie, a na czele stoi weteran walki o pokój i sprawiedliwość społeczną wg definicji partii komunistycznej.
Nawet w Niemczech Gregor Gysi odszedł właśnie z polityki, a Leszek Miller dalej trzyma lejce w garści... Nie za długo ? Sam Leszek mawiał wszakże, że najważniejsze jest to, jak mężczyzna kończy.

Kukiz

Kukiz to zjawisko unikalne. To on najbardziej zamieszał w naszej polityce w ostatnich latach. Umiejętnie wyczuł, że przede wszystkim młodzi Polacy postrzegają rządzących jako złodziei, kombinatorów i nieudaczników. Według niego hipotetyczna wygrana PO w obecnych wyborach, oznaczałoby danie jej sygnału, że w nowej kadencji „anything goes”, czyli kradniemy dalej, jesteśmy nie do zastąpienia, a gospodarczo i tak jakoś się wszystko ułoży bez specjalnego wysiłku.

Nie jest to do końca prawda, bo i kraj nasz jest gospodarczo na krzywej wznoszącej i zanotował istotny postęp w wielu dziedzinach. I przeszedł kryzys światowy suchą stopą.

Kukiz jest jednak liderem, prawdziwym ludowo-młodzieżowym liderem, który wzbudza emocje i chociaż jego wizje zmian są mało klarowne, chaotyczne i oparte na odczuciach bardziej, niż na spójnych kalkulacjach ekonomicznych, to sprawia wrażenie niesionego wizją poprawienia, jego zdaniem, rażących błędów obecnej administracji.

Aby odegrać istotną rolę w przyszłym Sejmie, od jakiegoś czasu nie atakuje PiSu, przewidując, że w przypadku gdy ta partia nie osiągnie odpowiedniej do samodzielnego rządzenia większości, złoży jej ofertę koalicyjną i powalczy o stanowiska w rządzie.
Uważam, że to sprytny plan przywódcy, który jeszcze nie tak dawno był znany wyłącznie ze śpiewania.

PSL

Jeżeli by nie weszło do parlamentu, to PiS przejmie elektorat chłopski, co nie powinno budzić zdziwienia. Kolesiostwo, nepotyzm i brak lojalności koalicyjnej nie przysporzyło zwolenników tej „odwiecznej” partii. Z kolei sami ludowcy byliby bardzo zdziwieni swoją ewentualną porażką wyborczą, gdyż dotychczas zawsze jakoś lądowali na czterech łapach.

Nowoczesna

Jako nowa partia w wyborach, ma tę niewątpliwą zaletę, że nie zweryfikowana politycznie, nie ma też na sumieniu żadnych grzechów. Ma młodego i fachowego gospodarczo przywódcę i absolutnie zasługuje na miejsca w Sejmie. Gdyby Nowoczesna nie weszła, to tak jakby trener piłkarski nie sprawdził zdolnego piłkarza, tylko trzymał go na ławce rezerwowych.

Razem

Adrian Zandberg to człowiek, na którego warto głosować. Jeżeli jesteś, wyborco, za zmianą pokoleniową w polskiej polityce, to jest facet, którego nie powinno się pominąć w wyborach do przyszłego Sejmu. Głosuj na niego, sprawdzisz wtedy przez 4 lata, czy dobre wrażenie, które zrobił podczas debaty, przełoży się na jego i jego ludzi działalność w parlamencie.

Korwin

Jest to partia „dla amatorów”. Amatorów silnych wrażeń. Jeżeli zależy ci, wyborco, na wątpliwej rozrywce podczas wystąpień sejmowych tego pana, oddaj na niego swój cenny głos. Warto ?

Zamiast podsumowania tego „Poradnika”, jedna prośba do ciebie: Idź i zagłosuj 25-go !
I zmobilizuj do tego również swoją żonę/męża, partnerkę/partnera, konkubinę/konkubenta, kochankę/kochanka, ich synów i córki, babcię i dziadka, a nawet znajomych.

To ważne wybory.



czwartek, 9 lipca 2015

Wedrówki ludów


Cała opozycja bezlitośnie krytykuje rząd PO/PSL za bezczynne przyglądanie się emigracji młodych w wieku 25-35 lat, tych nie wykształconych, ale szczególnie tych z wykształceniem zawodowym i wyższym, tych znających języki, w poszukiwaniu lepszych warunków życia i pracy.
Młodzi, dobrze wyedukowani Polacy, są mile widziani w rozwiniętych krajach, w których brakuje ambitnych, łatwo integrujących się ludzi i których obecność nie spowoduje zagrożeń konfliktami na tle religijnym, czy terroryzmem.

To ważny aspekt. Warto wiedzieć, że niemiecki minister spraw wewnętrznych Thomas de Maiziere, ocenił liczbę dodatkowych funkcjonariuszy policji, których potrzebuje zatrudnić od zaraz, tylko do śledzenia kilkuset islamistów z paszportami niemieckimi, powracających z terrorystycznych szkoleń w Syrii i Iraku - na 20.000 osób !

Z Polakami nie mają Niemcy żadnych takich problemów.

PO jest stale atakowana za bezczynność, bo nasi emigranci zubażają znacznie nasz rodzimy rynek pracy. Dla bardziej zrównoważonej oceny problemu emigracji z Polski, trzeba jednak zdać sobie sprawę, że Polska żyła przez dziesiątki lat za żelazną kurtyną, a możliwość swobodnej emigracji za pracą, to praktycznie ostatnie 10 lat.

Brain drain, czyli drenaż mózgów, jako zjawisko, istnieje od starożytności, a stosunkowo niedawno, bo w latach 70-tych ub. wieku spędzał sen z oczu Anglikom, którzy skarżyli się na brain drain z UK do USA. Tak, z Anglii do Stanów !

A więc bez paniki. Wkrótce i powoli rozpoczną się powroty, oczywiście tylko pewnej części. Reszta, która zaaklimatyzuje się, pośle swoje dzieci do miejscowych szkół, poczuje wiatr w żagle, rozwinie swoje skrzydła w Anglii, Francji, czy Niemczech, i pozostanie tam.

Braki na rynku pracy będziemy stopniowo musieli uzupełniać, w miarę potrzeb, np. z Ukrainy. Może w przyszłości także z Indii, może z Chin.
Migracje ludności to zjawisko normalne. I trzeba będzie się z tym w bardzo homogenicznej Polsce stopniowo oswajać.

Emigracja z Polski będzie maleć zależnie od wzrostu tempa tworzenia nowych krajowych miejsc pracy, a to zależy od koniunktury światowej i polityki naszego rządu. Na to drugie, na szczęście, mamy wpływ. I to musi stanowić absolutny priorytet w realizacji wizji przyszłej Polski, dla każdego prezydenta i każdego rządu.

Refleksja: istotne jest, aby napływający do nas imigranci, nie pochodzili z krajów islamskich, gdyż jak widać po innych krajach EU, stanowią oni źródło niekończących się problemów i konfliktów, z którymi nasi sąsiedzi zachodni (i północni) nie zdołali sobie poradzić przez dziesięciolecia.
Za cenę tzw. humanitarnego podejścia do uchodźców, zafundowali sobie stopniową utratę tożsamości narodowej, kulturowej i religijnej.
A w konsekwencji, wzrastające zagrożenie terroryzmem w postaci powracających ze „szkoleń zagranicznych” dżihadystów, którzy wracają, by zagrzewać swoich współbraci do kolejnych wyjazdów edukacyjnych do państwa islamskiego.

Celem nadrzędnym tej coraz intensywniejszej „turystyki” jest rozsadzenie od wewnątrz europejskich państw, dawnych miłosiernych gospodarzy, którzy z otwartymi ramionami witali biednych uchodźców przez całe dziesięciolecia.
Ich aktualnym celem nadrzędnym jest ustanowienie kalifatu, po trupach chrześcijan, którzy tę Europę zbudowali.

FAKT: Nic tak mocno nie dzieli ludzi, jak religie, i w dziejach ludzkości, nic nie spowodowało (i nie powoduje) tylu ofiar śmiertelnych, co konflikty na ich tle.

W obecnych czasach powyższe zdanie winno stanowić podstawę myślową do odmawiania zezwoleń na pobyt w naszym kraju uchodźców z państw islamskich.
 
To twarda konieczność naszych czasów i wszelkie „miłosierne rozmemłanie”, litość dla „pokrzywdzonych muzułmanów” itp. nie może zdominować chłodnego i racjonalnego myślenia.
Myślenia o tym, że:
  • w samym tylko bieżącym roku przybyło do Unii ponad 153.000 osób
  • jest to ponad 140 % więcej niż w roku 2014
  • szacunkowo, czeka już na wypłynięcie do UE kolejne 2.000.000 osób
  • natomiast, ONZ szacuje liczbę potencjalnych emigrantów do Europy, pochodzących z tzw. obszarów objętych konfliktami na tle etnicznym i religijnym – na ok. 60 milionów !
Część z nich stoi przed groźbą utraty życia, ale ogromna większość chce po prostu otrzymać pracę, opiekę zdrowotną, bezpłatną naukę nowego języka, meczety, mieszkania, wykształcenie, zapewnienia lepszej przyszłości swoim dzieciom i możliwość zrobienia kariery. To normalne dla człowieka, ale czy Europejczycy nie mają podobnych, a nie rozwiązanych, problemów ??

Obecne masowe przyjmowanie kolejnych fal imigrantów nasuwa porównanie do Układu z Schengen. Ekspresowe, a nieuchwalone, de facto, Schengen dla przypływających wyznawców Islamu.
    • Czy chodzi o to aby „rozcieńczyć” chrześcijańskie wartości Europejczyków ?
    • Czy Europa nie ma własnych poważnych problemów ekonomicznych, bezrobocia, obszarów nędzy i ubóstwa i bieżących konfliktów powstałych w wyniku forsowanej od dawna głupiej i nieskutecznej polityki „multikulti” ?
    • Czy chcemy organizować i płacić za dodatkowe siły policyjne do śledzenia napływających zakamuflowanych dżihadystów ?
    • Czy Polska chce bezmyślnie dołączyć do grona państw europejskich, które oczekują na kolejne i nieuchronne zamachy samobójcze organizowane przez własnych brodatych obywateli ?
    • Czy naprawdę chcemy importować poważne problemy etniczno-religijne ? Własnych już nie mamy ??
    • Czy, jako gościnni gospodarze, w duchu miłości chrześcijańskiej, otworzymy szeroko ramiona przed wyznawcami totalnie obcej nam religii, zgodnie z którą w ich ojczyznach odbywają się codziennie „zabiegi” obrzezania dziewcząt, kamienowania i odrąbywania głów maczetami ??
Zainteresowanym gorąco polecam lekturę wydanej w zeszłym roku w Niemczech świetnej książki autora Hamed Abdel-Samada - Der islamische Faschismus.
 
Półżartem (chociaż to śmiertelnie poważny temat) można powiedzieć, że musimy, my Europejczycy, a szczególnie my potomkowie króla Jana Sobieskiego z pod Wiednia, odeprzeć pełzającą ku nam inwazję mahometan, którą los funduje obecnie Europie, chyba w odwecie za nasze niegdysiejsze krwawe Wyprawy Krzyżowe...
 
___________________________________________


Przeczytaj na ten sam temat: http://as-kronika.blogspot.com/2010/04/w-warszawie-ogoszono-ze-powstaje-nowy.html





środa, 24 czerwca 2015

Po wyborach, przed wyborami


Nikogo nie dziwi to, że pozostały jeszcze czas przed wyborami, jest czasem poświęconym na wzmożoną aktywność wszystkich sił politycznych. Główni kandydaci do władzy, czyli PiS i PO kontynuują wzajemne obrzucanie się błotem z jedną wyraźną różnicą: PO to teraz partia smutnych i zestresowanych twarzy, a przedstawiciele PiSu i sojusznicy, to twarze zrelaksowane i pewne siebie.

Nie jest też nienaturalne, że powoli do zachowań medialnych tych ostatnich wdziera się triumfalizm i pouczanie rywali. Jeszcze oficjalnie nie rządzą, ale już najchętniej widzieliby dymisję rządu w całości, lub przynajmniej wyhamowanie jego aktywności. Po długiej serii przegrywanych wyborów, reprezentanci PiSu przebierają niecierpliwie nogami, aby już, jak najszybciej, zdominować parlament i rząd.

Ta niecierpliwość przypomina mi uroczystości pogrzebowe po śmierci JP2, gdy na licznych transparentach członków polskich wycieczek widniało hasło-wezwanie: Santo Subito !
Tak, jakby nie należało spokojnie poczekać na przeprowadzenie niezbędnych procedur, poprzedzających kanonizację.

W ogóle obecna scena polityczna jest pełna wielkiej aktywności i nerwowych ruchów, których przez lata Polacy nie widzieli. Jedni kreślą już konkretne plany działania po wygranych przez siebie wyborach (PiS), inni z poważnymi twarzami zapowiadają wielkie zmiany, których ich ludzie nie zdążą już dokonać w okresie przedwyborczym (PO).

Jeszcze inni, tzw. umownie lewica, dąży rozpaczliwie do zjednoczenia bardzo rozproszonych sił, gdyż w przypadku niepomyślnego dla nich wyniku referendum w sprawie JOWów, będzie w dużej mierze zmuszona do wizyt w „pośredniaku”, bo Sejm należeć będzie do 2-3 głównych partii.

Myślę, że Kukiza czeka większy sukces na scenie rockowej, niż w polityce. Jeszcze jest idolem młodych gniewnych i sfrustrowanych, ale to za mało, aby odegrać wiodącą rolę w krajowej polityce. Może próbować podczepić się pod PiS, ale wtedy będzie tylko przystawką do obiadu Jarosława Wielkiego.

I na tym tle pojawia się nowa polska „gwiazda” krajobrazu politycznego – pan Stonoga Zbigniew. Dżentelmen ten przykuwa uwagę polityków i mediów, gdyż poza upublicznieniem dużej części podsłuchów – zapowiada następne, podobno rewelacyjne nagrania. Te następne właśnie podsycają tylko napięcie smakoszy dań znanej restauracji, którzy z pewnością robią teraz intensywny rachunek sumienia.

Kiedy, z kim i co jadłem ? Jak zapłacono za potrawy i trunki ? O czym była rozmowa, czy była ozdobiona licznymi wyrazami na k, p, ch itd. ?
Przywołuje to pamięć o dawnych wyborach prezydenckich, ze słynną tajemniczą czarną teczką Tymińskiego, zawierającą rzekome „kwity” obciążające Wałęsę. Ot, taki żałosny folklor polski.

Platforma sprzed jeszcze kilku miesięcy, zupełnie nie przypomina tej obecnej. Zapowiadał się prawdopodobny podwójny triumf i dominacja sceny politycznej na następne 5 i 4 lata.
Czy się stoi, czy się leży, trzecia kadencja się należy.

Zbytnia pewność siebie i nonszalancja zrodziła tym większą klęskę. Los zawsze w końcu karze pyszałków. Obecne ADHD ustawodawcze Platformy, tym mocniej pokazuje, czego nie zrobiono przez długie osiem lat rządzenia. Nawet „ciemny lud” rozumie, że tzw. „warszawka” wykonuje teraz rozpaczliwe ruchy, aby zachować dotychczasowe standardy życiowe i wpływy.

Premier Kopacz stara się pokazać społeczeństwu jako prawdziwy i dynamiczny lider (którym niestety nie jest), ale nawet teraz widać, że nie ma również szczęścia do ludzi.

Dzisiejszy wybór nowego rzecznika rządu, Cezarego Tomczyka, człowieka mało znanego, to niekoniecznie dobra decyzja, gdyż jest to ważna funkcja, wymagająca dużej zręczności i doświadczenia politycznego, którego Tomczykowi brak, a czasu na naukę do jesieni mało. Spełnia natomiast kryterium młodego wieku, 31, które to kryterium premier Kopacz uznała za niezbędne w ramach od niedawna obowiązującej w PO zasady: „zielone światło dla młodych !”.

Poprzednia rzeczniczka, pani Sulik – to klęska osobista pani premier.

Nowy „zasób ludzki” - prof. Zębala zaczął od razu pechowo, przez aroganckie ostrzeżenie pielęgniarek. Jeszcze nie zaczął rządzić resortem, a już on i premier musieli się tłumaczyć, że nie o to chodziło, co powiedział.

Jeżeli zdamy sobie sprawę, że przez 8 lat rządzenia PO pozbyło się 15 ministrów, to widać jak na dłoni, że mimo posiadania w swoich szeregach licznego grona ludzi błyskotliwych, znanych, wykształconych i obytych w świecie, partia ta nie ma właściwej polityki personalnej.

Wina Tuska ?
Tak, jego i od niedawna Kopacz.

Tusk, niby z jednej strony zręczny wyjadacz polityczny, a wyznawał staroświeckie metody rządzenia partią – nie dopuszczamy zdolnych i młodych, bo nas wygryzą, a bardziej niezależnych wywalamy lub degradujemy.

Nowoczesny i dobry lider tak kieruje polityką personalną, że gdyby np. zachorował, lub awansował, jak Tusk, organizacja, którą dowodzi, funkcjonować będzie z nowym silnym przywódcą bez wstrząsów i kryzysów dalej.

Tylko anachroniczny model przywódcy, obarczonego poczuciem insecurity, każe strzec swojego stanowiska jak twierdzy i nie przewiduje „wychowania” silnego następcy, który zapewni, w razie czego, smooth transition of power.
Obecne ruchy premier Kopacz, to too little, too late, czyli że jest już raczej pozamiatane.

Na tym tle PiS wypada nieźle jako partia. Osoby kontrowersyjne schowane, na wierzchu młodzi, a wokół partie sojusznicze, których członkowie ścielą się jak dywan u podnóża tronu Prezesa, licząc na łaskawość i dobre miejsca na listach wyborczych, czyli w perspektywie wygranych wyborów - „przy korycie”. Trudno odmówić Prezesowi talentu politycznego. Nie trzeba go lubić, aby go doceniać.

Ma on teraz, po raz pierwszy, bardzo ułatwione zadanie. Kampanię wyborczą robią mu kolejne, mniejsze lub większe, wpadki PO. Jeżeli natomiast PO w tym krótkim okresie przedwyborczym zanotuje jakieś sukcesy, to powstanie pytanie: dlaczego dopiero groźba odsunięcia od władzy wymusza na tej partii pozytywne dla społeczeństwa decyzje ?

Egzemplifikacja sytuacji typu „Catch 22” - cokolwiek zrobisz obróci się przeciw tobie.

Upraszczając – wniosek do zapamiętania z całego powyższego tekstu jest jeden: nonszalancja jest przyjaciółką klęski !








piątek, 22 maja 2015

Wybory, po drugiej debacie


Uff, koniec walki o Pałac Prezydencki.
Druga debata, poza kilkoma nowymi wątkami merytorycznymi, była powtórką z poprzedniej.
Jeżeli zaś chodzi o mowę ciała, to Komorowski zachowywał się podobnie jak w pierwszej: był opanowany, elegancki, zdecydowany i brzmiał prawdziwie. Jego oszczędnie dozowane gestykulacje nigdy nie były nerwowe.
Zarzucać mu merytoryczny oportunizm kampanijny oczywiście można, ale ten sam zarzut trzeba postawić i Dudzie.

Merytorycznie, Duda sprytnie unikał odpowiedzi, np. na pytanie o komentarz co do opinii prof. Pawłowicz o fladze unijnej (szmata), co do opinii prof. Szczerskiego (Polska powinna być republiką wyznaniową, biskupi do senatu itd.) i w paru innych sprawach, ale i Komorowski odpowiedział kilka razy tak, jak mu było wygodnie.

Co rzucało się w oczy, to zmiana postawy Dudy (wyraźny wpływ Jacka Kurskiego) na dużo agresywniejszą i napastliwą. Mnie to się nie podobało, bo przypominało mówcę – krzykacza wiecowego, który mówi głośno i bardzo szybko, aby zapamiętać głównie jego zdecydowanie i energię, a nie zauważać jego uników merytorycznych. Duda był tak pobudzony, że chwilami wydawało się, że jest na dopalaczu.
Aby podkreślić ważne, według niego, kwestie, odwracał głowę w kierunku kamery (to akurat dobry chwyt), aby sprawiać wrażenie, że mówi właśnie do ciebie.

Który z kandydatów mnie przekonał ? Chyba tak jak u większości Polaków, ta debata nie zmieniła mojego stosunku do obydwu panów.

Wybrałem już dawno, a pierwsza i druga debata potwierdziła mój wybór. Zaciskając lekko szczęki z powodu braku pełnej satysfakcji z dotychczasowej aktywności Prezydenta, zagłosuję zdecydowanie na niego.

Kandydat Duda nie wydaje mi się prawdziwy, ani niezależny. Jego obietnice są tak liczne i kosztowne, że niemożliwe do spełnienia i on to musi wiedzieć. W bezpardonowej walce o sukces wyborczy sfrustrowanej partii, a szczególnie Prezesa, jasne jest, że musiał obiecywać wszystko.
Jak mówił przy innej okazji w TOK FM kampanijny mentor Dudy, Jacek Kurski: „To lipa, ale jedziemy w to, bo ciemny lud uwierzy".

Wiele lat stałej PISowskiej propagandy antyrządowej, według której Polska, wbrew opiniom zachodnich ośrodków opiniotwórczych, kół finansowych i zachodnich mediów, jest na politycznym i gospodarczym dnie, dało wymierny rezultat w postaci rosnących słupków popularności konkurencji politycznej, szczególnie wśród młodych. Również wśród naiwnych, takich jak ci, którzy powierzyli swoje, często duże pieniądze oszustom typu Amber Gold, SKOKom i innym firmom, które bogacą się obiecując rodakom to, czego wiedzą, że nie będą w stanie spełnić.

W „ostatnim słowie” debaty Duda stwierdził, że będzie prezydentem dialogu.
Chyba ze swoim Prezesem. I jestem pewien, że Prezes go „ubogaci” swoimi ciekawymi pomysłami.

Aby na koniec uspokoić atmosferę przedwyborczą, wiersz Wojciecha Młynarskiego:

Nie jestem już żaden smarkacz,
Łeb mam pokryty siwizną.
Nie zagłosuję na Dudę
Bo zbyt cię kocham Ojczyzno!
Skąd wiem, że wybór niedobry?
Nie wierzę w zmianę oblicza
Nie chcę powrotu Ziobry,
I teczek Macierewicza.
Na Dudę nie oddam głosu!
Pamiętam, Jarka premierem,
I kpiny z demokracji
I koalicję z Lepperem.
Nie chcę mieć znów premiera
Co straszy Ruskiem i Żydem
Co ciągle dzieli Polaków
I może zaszczuć jak Blidę.
Za kłamstwa i pomówienia,
Prawdę, mgłą sztuczną okrytą
Za skłócanie rodaków
Za IV Rzeczpospolitą.
Za "Tusk ma krew na rękach",
A memu Bratu Chwała!
Za wrzaski nad trumnami
I nogę generała!
Za propagandę, która nie łączy, lecz dzieli.
Za żądania pomników z kieszeni obywateli!
Za marsze z pochodniami,
Jazdę "po trupach do celu",
Za negowanie wyborów
I PROFANACJĘ WAWELU!!!!
Dziś w duszy mej zakamarkach
Odkrywam decyzji sedno:
Nie chce powrotu PiS-u,
Bo nie jest mi wszystko jedno!




środa, 20 maja 2015

Wybory, przed ostatnim starciem


Jak przebiegło to pierwsze ?

Dużą niespodzianką była dynamiczna postawa Prezydenta, która mogła się podobać. Kandydat Duda był wyraźnie nią zaskoczony i widać to było po jego zachowaniu, wyrazie twarzy, mimice. Nie emanował pewnością siebie, tak jak na spotkaniach z przyjaznymi sobie grupami wyborców, które witały go na licznych, wyreżyserowanych przez lokalnych działaczy PIS, mitingach.

Był Duda tez nie najlepiej przygotowany merytorycznie przez swój sztab. Zagranie Jedwabnem było chyba największym taktycznym błędem.

Ogólnie nasuwa mi się taka refleksja. Znany znawca duszy ludzkiej, Adolf Hitler, w „Mein Kampf”, napisał, że najskuteczniejszą motywacją do działania człowieka jest strach. Nawet nie chęć zysku, czy władzy, ale właśnie strach. W przypadku Prezydenta i jego sztabu to się akurat sprawdza. Strach przed ostateczną wyborczą klęską, spowodowaną swoją biernością i do niedawna nonszalancją, dał mu mocny zastrzyk adrenaliny. Zobaczyliśmy innego Komorowskiego, niż tego, do którego przyzwyczaił nas podczas swoich wywiadów, np. w TVN24.

Adrenalina u Prezydenta leje się na ostatnim etapie kampanii strumieniami. Ilość przygotowywanych w ostatnich dniach aktów prawnych, których adresatem ma być Sejm, zdumiewa nawet jego zwolenników. Lepiej późno, niż wcale, ale wielu nowych wyborców mu to nie przysporzy, bo widać, że główną motywacją u niego jest strach przed porażką i gwałtowna chęć pozyskania „kukizowców”.

Zresztą zgłaszać liczne inicjatywy Prezydent może teraz swobodnie. I tak nic one nie znaczą bez aprobaty rządu, a na to jest przed 24-tym maja raczej za późno...

Timing zgłoszenia deklaracji o wieku emerytalnym, to też czysty oportunizm.

I jak to wszystko pogodzić z głoszoną przez PO opinią, że Prezydent jest przewidywalny ?

Strach przed ewentualną klęską dotyczy obecnie również Dudy. Nawet bardziej niż Komorowskiego, bo ten już od 5 lat rezyduje w Pałacu. Natomiast Duda niesie na swoich plecach wszystkie nadzieje Prezesa-promotora i jego ugrupowania, które przez lata ponosiło bolesne porażki wyborcze i głodne jest sukcesu jak nigdy dotąd. 

Obecnie, po dołączeniu do sztabu Dudy Jacka Kurskiego, z pewnością Prezydent musi się liczyć z bardziej aktywną i agresywną postawą konkurenta. W nadchodzącej debacie myślę, że wszystkie chwyty będą dozwolone, ponieważ żaden z kandydatów do Pałacu nie ma już niczego do stracenia.
Istotne będzie, czy któryś z nich przekroczy mocno granice dobrego smaku, czy da się porwać swojemu temperamentowi, czy właściwie opanuje dynamikę swoich wypowiedzi, aby pokazać Polakom, że jest jednocześnie sympatyczny, energiczny, prawdziwy, ale też i skuteczny w parowaniu ciosów przeciwnika i kontrowaniu go.

Jak zareaguje każdy z nich na argumenty-niespodzianki drugiej strony, nad którymi pracują intensywnie oba sztaby ?

Innymi słowy, w drugiej debacie, mowa ciała finiszujących pretendentów przekona ostatecznie dotychczas niezdecydowanych.

Wątków merytorycznych oczywiście będzie wiele.

Komorowski musi zaatakować ponownie m.in. szczodre i beztrosko rzucane obietnice wyborcze Dudy. Obietnice rzucane na zasadzie: „Nikt wam nie da tyle, ile ja wam mogę obiecać”.

Wiadomo jednak, że gdyby w przyszłości dawni wyborcy Prezydenta Dudy mieli pretensje co do niezrealizowanych „ambitnych” obietnic, łatwo mu będzie wytłumaczyć się, iż są one planowane na dłuższą perspektywę czasową, lub zwalić swoje niepowodzenia na brak współpracy innych partii w Sejmie.

A tak na marginesie nadchodzącej drugiej debaty: Strach przed ostateczną klęską formacji post-PZPR-owskiej nakazał Millerowi polecenie członkom swojej partii głosowania na Dudę w niedzielnych wyborach. Liczy na ewentualny sojusz z PISem, który uchroniłby go (i malejącą gromadkę członków) przed zniknięciem ze sceny politycznej na lata.

Już Prezes wskaże mu w odpowiednim czasie miejsce, na którym by go widział.






środa, 13 maja 2015

Wybory, po pierwszej turze


Mimo licznych sondaży, wyniki pierwszej tury wyborów zaskoczyły wszystkich, a szczególnie tych wybieranych. Kandydat Duda cieszył się niezmiernie i to jest całkowicie zrozumiałe - jego wynik świetnie rokuje na drugą turę. Kandydat Komorowski był niepocieszony i zatroskany – jego ewentualny sukces 24 maja jest średnio prawdopodobny.

Dlaczego ?

Dlatego, że pierwsza tura wyraźnie pokazała dominujące nastroje obywateli – większość społeczeństwa chce zmian. Jakich konkretnie ? Tego dokładnie nie wie nikt. To co jest pewne, to to, że obecny lider nie zyskuje na popularności, on ją systematycznie traci.

Dla mnie liczy się najbardziej trend, a ten jest u Prezydenta stale spadkowy.

Dlaczego ?

W okresie długich rządów PO, wyrosło i dorosło nowe pokolenie wyborców: młodzież. Młodzież, w przeciwieństwie do starszych, nie cieszy się już bezkrytycznie z postępujących sukcesów gospodarczych Polski, jej bezdyskusyjnie rosnącej pozycji ekonomicznej w Europie i na świecie, z jej prestiżu międzynarodowego. Z tego, że prasa krajów zdecydowanie rozwiniętych stawia Polskę za przykład – jak skutecznie przeciwdziałać wpływowi światowego kryzysu gospodarczego. Młodzież nie wpada w zachwyt porównując obecną Polskę z PRLem, który zna tylko z filmów.

Podróżując po całym świecie (kogo na to stać) i po Europie (prawie masowo) porównują młodzi warunki życia tam, do tych w Polsce, i wytykają rządzącym Polską od 8 lat, że gdzie indziej jest lepiej i że łatwiej tam żyć i rozmnażać się. Dlatego, młodsi Polacy nie będą już zachwycać się naszą w bólach rodzącą się siecią płatnych autostrad, pełnymi towarów hipermarketami, pięknymi stadionami, Pendolino itp. Oni wytykają rządzącym brak tworzenia perspektyw rozwoju osobistego dla wykształconych, emigrujących nie tylko za chlebem, ale za realizacją swoich młodzieńczych marzeń o rozwoju osobistym i godnym życiu.

Jednocześnie młodzi ludzie, są energiczni, krytyczni i niecierpliwi, nie chcą czekać na dziadowską emeryturę w naiwnej wierze, że rządzący „pochylają się” nad rozwiązywaniem ich codziennych problemów bytowych. Młodzi ludzie, (zawsze tak było), a szczególnie pokolenie millenials, rozpoznają szybko fałsz i zakłamanie, a jeżeli jeszcze okraszone cynizmem i arogancją (symboliczne dla władzy dialogi z restauracji „Sowa & Przyjaciele", zegarki narcyza Nowaka itp.), to rządzący mają na długo przesrane.

A nasz ukochany Prezydent wywodzi się w prostej linii z PO i nie wykazał się podczas swojej kadencji znaczącymi inicjatywami, które by wyróżniały go z tej próżniaczej klasy. Nie odciął się, nie dystansował się, nie zaistniał, energicznie i wyraźnie. Cieszy się wciąż sporym zaufaniem, ale jak widać, to już nie wystarcza dzisiejszym Polakom do ponownego wybrania Go w pierwszej turze.

Zagłosują na niego w drugiej ci Polacy, którzy chcą spokojnie przeżyć swoją druga połowę życia, mając w Pałacu człowieka wprawdzie nudnego i mało dynamicznego, ale przewidywalnego i niekontrowersyjnego.

To wcale nie znaczy, że Duda jest mężem opatrznościowym tego skołatanego konfliktami społeczeństwa. Przerażenie może budzić wachlarz nazwisk PISowców, którzy mogliby w wyniku jesiennych wyborów parlamentarnych objąć kluczowe stanowiska w państwie, ale ta perspektywa jest chwilowo nieco odległa i nie uruchamia u wielu wyborców wyobraźni, czy też pamięci o IV RP.

Wizja Macierewicza, Brudzińskiego, Kurskiego, Szczerskiego, Fotygi, Pawłowicz i innych „gwiazd” partii prawdziwych Polaków na decyzyjnych stanowiskach w państwie, raczej jednak nie powinna budzić entuzjazmu większości.

Sam Duda, gdyby nie był z PIS Kaczyńskiego, byłby do zaakceptowania: młody, energiczny, ambitny, facet na politycznej linii wznoszącej, typowy young executive on his way up, posiadający prawdopodobnie spory potencjał. Jednak wielki ogon w postaci PISu nie pozwala na entuzjastyczne powitanie go w Pałacu. A fakt, że został nagle, nieznany, trzy miesiące temu wyjęty z kapelusza przez Prezesa-hegemona nie powinien budzić nadmiernego zaufania.

PO zaś,niestety, popełniała liczne grzechy wynikające z zasiedzenia: grzechy wygodnictwa, próżności, megalomanii, arogancji. To dodatkowo osłabiło wizerunek obecnego gospodarza Pałacu. Sposób bycia ma on jednak sympatyczny, chociaż często zachowuje się jak słoń w składzie porcelany, jest czasem nieporadny i jak mawiał nieodżałowany Jerzy Dobrowolski - „niestety uwierzył w siebie”, czyli że Naród go kocha i że nikt mu, póki co, nie podskoczy.

Najlepszy dowód na to, że Naród ma dosyć zasiedziałych arogantów, to sukces Kukiza. Jego główny, z powodzeniem głoszony przekaz (pomijam celowo wałkowane na okrągło w mediach, chociaż z gruntu bezsensowne w praktyce JOWy), to żądanie zmian. Ja to rozumiem. W skostniałych i źle zarządzanych korporacjach też rozlega się to hasło. Zmiany kojarzymy ze świeżością, nowym ładunkiem energii, nowymi pomysłami i nowym podejściem, nowymi ludźmi, dążącymi do sukcesu firmy, czy państwa. W nadziei, że ostateczny sukces stanie się również ich osobistym sukcesem. Dlatego już teraz moralnym zwycięzcą wyścigu do Pałacu jest Kukiz.

Pozostali dzisiaj na placu boju dwaj „rycerze” reprezentują partie konserwy i rutyny: jeden - narodowo-kościelnej, drugi - liberalnej.

Debaty telewizyjne dadzą widzom niezafałszowany obraz zachowań dwóch facetów. Ich mowa ciała zadecyduje o tym, który zwycięży. Atrakcyjna mowa ciała, to najważniejszy argument w dyskusji.

To widzowie zapamiętają znacznie dłużej, niż spory merytoryczne obu stron i analizy konkretnych problemów. Mowa ciała to obraz duszy. Kto na tym polu będzie gorszy - ostatecznie „da ciała”.

Dokonywany dzisiaj przez obydwu panów na bieżąco update swoich priorytetów, bazowany na priorytetach Kukiza, to już tylko ostatnia próba podlizania się wyborcom przed debatami. Moim zdaniem żałosna i przeciwskuteczna.

Co do miłej kandydatki SLD, która, (chociaż trudno to pojąć), zgodziła się zostać kandydatką SLD pod warunkiem, że będzie kandydatką niezależną - protegowanej tow. Millera - można powiedzieć delikatnie, że sukces wyborczy ją ominął. W karierze tow. Leszka M. i w dziejach SLD odegrała, na jego życzenie, rolę konia trojańskiego. Podzieliła partię, zniszczyła wizerunek swego promotora i zrealizowała ostrzeżenie pewnego członka SLD, który w trakcie kampanii, wypowiedział niejako prorocze, chociaż mało eleganckie, słowa: „ten upiorny szkielet doprowadzi go kiedyś do upadku”.