poniedziałek, 21 marca 2016

"Wpuść chama do biura


to atrament wypije”. Zgodnie z tym polskim powiedzeniem, BOR, ze swym działem transportu, nie był w stanie ogarnąć eksploatacji tak wysoce skomplikowanego dla nich samochodu, jak prezydenckie pancerne BMW. I nie chodzi tutaj o silnik, zawieszenie, czy skomplikowane elektroniczne systemy bezpieczeństwa, ale jedynie o kontrolę i montaż opon odpowiednich do tego samochodu.

Na zasadzie popularnego za Gierka hasła: „Polak potrafi”, zamontowano do blisko 3-tonowej prezydenckiej bryki, starego wyeksploatowanego kapcia ze śmietnika działu transportu. Chyba uważając, że to w końcu droga opona „run-flat” znanej zagranicznej marki Michelin, dziury nie widać, więc na pewno wystarczy na kolejne marne paręset kilometrów po asfalcie i kamieniach.
Że już nieco sfatygowana ?
„A ch.j” - powiedział zapewne jakiś BORowski pan Zenek. „Montuj Stasiek i nie pier...! Przecież widzisz, że lepszej nie mamy, bo nas nie stać. Nie jesteśmy Beckhamy i gówno mamy”.

Nie było mnie przy tym, ale myślę, że podobna rozmowa musiała mieć miejsce przed wyjazdem Pana Prezydenta. Odzwierciedlałaby ona staranność i zaawansowanie techniczno-intelektualne ludzi odpowiedzialnych za transport VIPów w BORze.

Incydent ten pokazuje dobitnie, że nie wystarczy kupić porządny samochód Prezydentowi. Trzeba jeszcze zwracać uwagę na to, na co zwykle zwraca uwagę przeciętny posiadacz czterokołowego pojazdu samochodowego: opony powinny być właściwie dobrane i używane zgodnie z normami eksploatacyjnymi.

Gdyby, Boże uchowaj, Prezydent poniósł śmierć w wypadku na autostradzie, min. Macierewicz nie wyrobiłby się z organizowaniem kolejnej podkomisji do spraw wyjaśnienia spisku, wiadomo jakich sił...
I znowu PO miałaby kolejną krew na rękach. A i na Wawelu byłoby już trochę ciasno.
Tylko przed Pałacem Prezydenckim postawiono by od razu obok siebie dwa pomniki.
Wszystko przez paru durniów, dziadostwo, niechlujstwo mentalne i bajzel organizacyjny w kolejnej instytucji państwowej objętej „dobrą zmianą”.

Niestety, durnie, dziadostwo i bajzel, to tradycyjny obraz naszego przaśnego katolickiego państwa. Partie polityczne nie mają z tym wiele wspólnego. Bo wszystkie składają się przecież z rodaków, chociaż różnych sortów.
Komputery, shopping malls, komórki, tablety, autostrady, drogie bryki i tym podobne atrybuty nowoczesności, to tylko powierzchniowo Zachód. A pod spodem wciąż hula polska dusza; zakompleksiona, więc agresywna, dumna, „honorowa”, buńczuczna, zadziorna i bardzo religijna.

Czy może więc dziwić, że tak prymitywny i niechlujny rodzaj myślenia i zachowania przyczynił się, tak naprawdę, do spowodowania przez rodaków szeregu tragicznych w skutkach wypadków lotniczych ostatnich lat, z najtragiczniejszą katastrofą - prezydenckiego Tupolewa ?

Polak potrafi”.

Za Gierka, samokrytyczni rodacy dodawali jeszcze złośliwie: „aż go szlag trafi”.


piątek, 11 marca 2016

Apres moi le deluge...


jak powiedziała Markiza de Pompadour, kochanka Ludwika XV.
Czyli, w bardzo dowolnym tłumaczeniu: „Guzik mnie obchodzi, co będzie po moim panowaniu”.
Tak chyba mawia Prezes (po polsku, bo nie zna języków zagranicznych), podejmując kolejne decyzje, realizowane za pośrednictwem swoich marionetek rządowych.
Decyzje, które w nieco ponad 3 miesiące zrobiły z Polski dziwny, nieobliczalny kraj, a z Polaków dziwnych masochistów, którzy zamiast kontynuować swój niezły jak na obecną Europę rozwój gospodarczy i stabilność wewnętrzną, zdecydowali biczować się, wybierając na swoich egzekutorów dziwnych ludzi z PiS, z głównym i najdziwniejszym ideologiem z Żoliborza.

Ideolog ten założył sobie, że cierpliwie czekając przez lata, osiągnie wreszcie swój życiowy cel: władzę (niemal) absolutną. Koszty ponoszone przez nasz skołatany przez historię naród, nie są dla niego ważne.
Utrata wiarygodności i prestiżu międzynarodowego, skuteczne podzielenie społeczeństwa na dwa bardzo wrogie obozy, wrzenie wewnątrz kraju, osłabienie pozycji przetargowej Polski vs. inne kraje, utrata pozytywnego wizerunku stabilnego i przewidywalnego państwa, obniżone ratingi gospodarcze – to wszystko dla szefa PiS nie ma znaczenia.

Po mnie choćby potop”.

Głębokie społeczne rozczarowanie rządami PO, mało ambitna wizja „ciepłej wody w kranie” przez kolejną kadencję, dało Jarosławowi K. większość parlamentarną, która stała się trampoliną dla niego i jego podwładnych, kolesiów i przydupasów. To właśnie otoczenie Jarosława K. stanowi obecnie betonowy mur obronny przed „zakusami” i „machinacjami” wrogiej opozycji. Broniąc wszystkich decyzji Prezesa, bronią swojej egzystencji i posad swoich i kolesiów. Zrzucili wszystkie swoje maski przedwyborcze – oni walczą teraz o swój byt i dobrobyt. Przynajmniej na 4 lata.

Jak za komuny, tak i teraz, powstała już rzesza fanatycznych „wyznawców” kultu Prezesa i jego zmarłego brata. Zjawisko znane starszemu pokoleniu Polaków jako „kult jednostki”.
Kto dołącza do tego wazeliniarskiego szeregu pochlebców, czuje przypływ mocy i pewności siebie, promieniującej od rządzącej klasy.

"Teraz mnie nie ruszą, bo za mną stoi partia".

To co razi nawet najmniej interesujących się polityką, czyli wymiany wszystkich dotychczasowych ludzi na swoich, przekroczyło wszelkie wyobrażenia.
Wymienia się wszystkich; od sprzątaczek i dyrektorów najlepszych stadnin koni, do urzędników państwowych, szefów spółek skarbu państwa i szefów telewizji. Wracają na czołowe stanowiska najgorsze kreatury z czasów 2005-2007.
Ich profil moralny, fachowość i kwalifikacje zawodowe ? Proszę nie zadawać głupich pytań.

Tak jak kiedyś nikt nie przewidział upadku komuny, tak i nikt przed wyborami nie wyobrażał sobie zakresu „dobrych zmian”. Społeczeństwo nie zdawało sobie sprawy, że wybierając ludzi Prezesa, wybierają grabarzy demokracji i cyniczny zamordyzm.
Naiwność Polaka-szaraka, ale i zawodowych krajowych komentatorów politycznych nie zna granic. Nawet po zmiażdżeniu TK, pogardliwych wypowiedziach czynowników reżymowych, na temat braku wiedzy senatorów amerykańskich, w tym McCaina, oraz raportu Komisji Weneckiej, słychać komentarze w rodzaju: Zobaczymy jak ostatecznie odniesie się do tego Premier, czy Prezydent. Może się Wysoka Osoba zreflektuje, zaznaczy swoją odrębność i wykaże chociaż cień niezależności.

Gaszących takie nadzieje nazywa się czasami panikarzami, nie wierzącymi, że Premier czy Prezydent może się tak daleko posunąć, aby popierać bezkrytycznie i całkowicie kolejne szaleńcze pomysły Prezesa.
Widzę jednak, z przykrością, że nad całą Polską ukazuje się już od pewnego czasu, Jego mała zaciśnięta drżąca pięść, ze środkowym palcem, skierowanym wyraźnie do góry...
Jak by chciał w ten subtelny sposób zasygnalizować coś Europie i Światu.

Dotychczasowe posunięcia prezesowych kukiełek przypominają jako żywo czasy komuny. Tak bardzo, że aż dziw bierze, że dzieje się to w 2016 roku. A nie w latach 60tych, czy 70tych.
Za tow. Gomułki stosunek do Niemiec był podobnie nieufny i krytyczny jak obecnie Prezesa. Tak jak Gomułka bratał się z przywódcami partii komunistycznych Zachodu, których celem był demontaż ich demokratycznych ojczyzn, tak PiS należy do grupy państw dążących de facto do demontażu Unii. Jednocześnie werbalnie popierając ją (!)
Pokaż mi swoich sojuszników, a powiem ci kim jesteś.

Zrozumiałe jest więc, że krytyka międzynarodowa polskiego rządu, wyrażana przez polityków i instytucje Unijne, Komisję Wenecką oraz przez polityków USA, powoduje jedynie pogardliwość i wściekłość Prezesa i jego ludzi. Kto śmie krytykować Jarosława, dąży skrycie do skolonizowania Polski.
Wszyscy ludzie w Polsce i za granicą, według niego, dzielą się na popierających go, czyli mądrych i przyjaznych Polsce patriotów-katolików, oraz szumowinę ludzką niższego sortu, czyli tych, którzy go krytykują.
Ci krytykujący to: ludzie zbłąkani, komuniści, złodzieje, sprzedawczycy, byli ubecy, esbecy, zomowcy, ukryta opcja niemiecka, międzynarodowa finansjera, Żydzi, ale i Rosjanie.

I tak jak za komuny, w przypadku demonstracji protestacyjnych, np. KODu, padają pytania: Komu to służy, kto za tym stoi i jakie ośrodki to finansują.
Odpowiedziami na te pytania zajmie się szczegółowo, szybko konsolidowany, potężny aparat inwigilacyjno-, śledczo-, dochodzeniowo-, prokuratorsko-sądowniczy z mega-ministrem Ziobrą na czele.

Czy jesteśmy już państwem policyjnym ?
Jeszcze nie, ale „technicznie” już takim się staniemy wkrótce.

I aktualne stało się dzisiaj – niestety - stare powiedzenie Wałęsy: „Nie o take Polske walczyłem”.


poniedziałek, 29 lutego 2016

Polskie Piekło, albo "The Kiszczak Secret Papers"




Sprawa agenta „Bolka” toczy się na naszych oczach coraz szybciej. Komentarzom i radom dla Wałęsy nie ma końca. Zajmują już tyle czasu antenowego i kolumn prasowych, co problem z uchodźcami w niemieckich mediach.
Z tym, że tam dotyczy aktualnych planów wyjścia z pata i paraliżu decyzyjnego, a u nas dociekania tzw. prawdy historycznej, mającej rzekomo wpływ na to, czy czcić Noblistę, czy też uznać go, częściowo przynajmniej, za sprzedawczyka i konfidenta.

Za tego ostatniego najchętniej uznaliby go prawicowi „patrioci” na czele z Prezesem, który ma do Wałęsy zadawnione urazy ambicjonalne, a jeżeli Prezes nienawidzi, to już tak żarliwie, jak żarliwie uwielbia Ojca Dyrektora, współtwórcę PiSowskiego sukcesu wyborczego.

I na tym tle wypływa z Prawicy szambo pomyj, mające „ubabrać” Lecha W., pseudonim „Bolek”, na zasadzie: Nie ma takiego człowieka, którego nie dałoby się „ubabrać”. Noblista, nie Noblista, pogromca Komuny, ikona niepodległości, czy znany na całym świecie symbol Polski walczącej i, co się tak rzadko zdarzało w naszej bolesnej historii, Polski zwycięskiej – nieważne, ważne, że można mu dokopać. W końcu niech nie myśli, że jest Kimś, że wyrósł ponad geniusz Prezesa, czy innej kanalii politycznej.
Włącznie z naszym Najwyższym:
Niezłomny z łona błogosławionego;
krew jego dawne bohatery,
a imię jego cztery litery.”

Trzeba naszego Noblistę koniecznie ściągnąć w dół, na samo dno polskiej kadzi z gotującą się smołą, niech będzie upokorzony, niech się pokaja, bo jak nie, to Polacy mu nie podziękują, że przyczynił się walnie do upadku Komuny i wyprowadzenia sowieckich wojsk z kraju.
To jest właśnie przykład Polskiego Piekła – radosnego niszczenia polskich ikon.

Jeżeli nawet okazałoby się, że najważniejsze dokumenty dotyczące Wałęsy, zawarte w „The Kiszczak Secret Papers” (to moja nazwa), to fałszywki, to i tak, mają nadzieję tryskający jadem nienawiści politycy Prawicy PiSowskiej, - smród pozostanie. W kraju i na świecie.
Przypominają oni swoimi wypowiedziami gówno, które przykleiło się do statku i krzyczy: Płyniemy !
W mentalności Polaków nic się nie zmieniło.

Kościół nasz natomiast w sprawie Lecha Wałęsy w ogóle się nie wypowiada. Może to i dobrze, bo przynajmniej uniknie palnięcia bzdur, tak jak przy innej okazji i na inny temat. Mianowicie metropolita łódzki abp Marek Jędraszewski podczas spotkania z wiernymi, zaprzeczał, jakoby Kościół przejawiał nietolerancję czy nienawiść do osób homoseksualnych. Podkreślił, że mogą one kochać, ale... nie osoby tej samej płci.
Kościół cały czas kocha. Tak, kochani, kościół kocha mamonę, kardynałowie księży, a księża ministrantów.

A tak w ogóle, to nasi Nobliści nie mają szczęścia do naszej Prawicy.
Ani Lechu, ani Szymborska, ani Miłosz.
Wyrośli ponad przeciętnego Polaka, więc należy im się modlitwa pobożnego narodu.
Taka jak w filmie: „Dzień Świra”:

Gdy wieczorne zgasną zorze,
zanim głowę do snu złożę,
modlitwę moją zanoszę,
Bogu Ojcu i Synowi.
Dopie...lcie sąsiadowi!
Dla siebie o nic nie wnoszę,
tylko mu dosrajcie, proszę!
Kto ja jestem?
Polak mały! Mały, zawistny i podły!
Jaki znak mój? Krwawe gały!
Oto wznoszę swoje modły
do Boga, Maryi i Syna!
Zniszczcie tego sku...syna!
Mojego rodaka, sąsiada,
tego wroga, tego gada!
Żeby mu okradli garaż,
żeby go zdradzała stara,
żeby mu spalili sklep,
żeby dostał cegłą w łeb,
żeby mu się córka z czarnym
i w ogóle, żeby miał marnie!
Żeby miał AIDS-a i raka,
oto modlitwa Polaka!

Konkludując - Polaków można podzielić na dwie grupy:
1) tych, dla których Wałęsa jest bohaterem
2) i tych, którzy Wałęsę mogą pocałować w dupę




niedziela, 7 lutego 2016

Lider pilnie poszukiwany



Mijają kolejne miesiące, a w sprawie najważniejszej, czyli w sprawie uchodźców islamskich, nic zasadniczo się nie zmienia. Zmienia się wreszcie, co prawda, stosunek do nich w Skandynawii, zmienia się w Niemczech, Austrii, ale skutki tych zmian ograniczają się do coraz powszechniejszej zgody, iż tak dalej, jak dotychczas, nie może być.
Że trzeba będzie może odesłać kilkanaście tysięcy młodych spryciarzy islamskich z powrotem do ich domów, nawet fundując im loty charterowe. Jeżeli nawet to faktycznie nastąpi, upłynie sporo wody w unijnych rzekach. Rzeki uchodźców do Unii płyną szybko, w kierunku przeciwnym - prawie wcale.

Każdy dzień w którym kilka do kilkunastu tysięcy uchodźców ląduje w Grecji, czy we Włoszech lub Francji, w styczniu już w sumie 50.000 - a to przecież zima - politycy europejscy, a szczególnie Niemiec i Austrii spędzają czas na nie kończących się dyskusjach i sporach mających na celu ustalenie spójnej i skoordynowanej polityki i planu postępowania, w tej najważniejszej od powstania Unii sprawie. Działają doraźnie, strategii brak.

Uważam, że nie wolno już znęcać się nad panią Merkel, której tak trudno przyznać się do popełnienia kardynalnego megabłędu, który wstrząsnął tak skutecznie mieszkańcami targanych zbrojnymi konfliktami krajów, że uwierzyli bezgranicznie faktycznemu liderowi (liderce) Unii w jej hasło: „Wilkommen !” i rozpoczęli wielką inwazję na kompletnie nieprzygotowaną Europę.

Nie warto się nad nią znęcać szczególnie w Polsce, ponieważ w przypadku niewykluczonego z dzisiejszej perspektywy, rozpadu Unii, nasz kraj straciłby najbardziej.
Wystarczy zajrzeć do podręcznika historii, aby zdać sobie sprawę, że Polska od stuleci nie żyła w Europie tak stabilnej politycznie. I tak nie zagrożonej wielkimi wojnami i wrogimi a silnymi sąsiadami. Z pewnością unika to uwadze obecnego pokolenia, które miało styczność z kataklizmami wojennymi jedynie przez oglądanie filmów dokumentalnych i fabularnych.

Dlatego tak łatwo jest politykom PiSu szerzyć hasła o polityce „wstawania z kolan” i wzbudzać resentymenty odnośnie Niemców.
I tak jak historyczną głupotą była polityka „Wilkommen !” zachodniego sąsiada, tak głupotą jest próba obecnego mizdrzenia się PiSu do wschodniego Wielkiego Brata – może zwróci nam łaskawie wrak Tupolewa. A jeżeli nawet łaskawie zwróci, to co ? Co mamy na tym do zyskania ? Chyba tylko Prezes utwierdzi się w przekonaniu o swojej wielkości.

Przecież od wielu już lat to Niemcy są naszym bezspornym sojusznikiem i państwem, które w Europie jest najbardziej dynamiczną gospodarką, przyjmującą 28% naszego eksportu. Próba tworzenia nowego kształtu Unii przez ministra Waszczykowskiego, w oparciu o Grupę Wyszehradzką nie ma sensu. 
Jest to tylko realizacja chorej, bo niespójnej wizji Prezesa: postawimy się Niemcom, zapewniając jednocześnie o naszym jednoznacznym poparciu dla Unii, której przewodzą, równocześnie potwierdzając związek PiSu z ugrupowaniem unijnym mającym na celu zniszczenie Unii, wzmocnimy chybotliwy politycznie Trójkąt, zorientowany coraz mocniej na Wielkiego wschodniego Brata.
Jako zastępstwo za Niemcy, naszą nową kotwicą unijną ma być premier Cameron, który ma ewentualnie poprzeć ideę Prezesa utworzenia bazy NATO w Polsce.
Wlk. Brytania odbiera tylko 6% naszego eksportu i na dzisiaj jest najbardziej niepewnym członkiem Unii, ale dla PiSu jest od dzisiaj naszym głównym przyjacielem.

Chore wizje megalomańskiego Prezesa biorą się z tego, iż jest on wyjątkowym ksenofobem, nigdy nie był zagranicą, poza podróżami służbowymi, nie zna obcych języków, a przewodzi faktycznie sporemu europejskiemu państwu, w dobie potrzeby niezbędnych i intensywnych zagranicznych kontaktów osobistych i osobistego nawiązywania korzystnych dla Polski sojuszów.
Cechuje Prezesa wielka nieufność do libertyńskiego Zachodu i kompleksy każące mu stale „stawiać się” Niemcom na starej zasadzie: „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz”. Stąd biorą się m.in. bezsensowne, a buńczuczne wypowiedzi jego „kukiełki”, ministra Ziobro i innych "kukiełek", sojuszników PiS.

Uważam, że właśnie teraz Polska powinna jednoznacznie wspierać Niemcy, chociaż to pani Kanclerz świadomie (a może przez brak wyobraźni) spowodowała obecny kryzys.
Wszelkie dąsy i próby przeorientowania polityki zagranicznej na Grupę Wyszehradzką są dla Polski szkodliwe. Werbalne demonstracje PiSu, polegające na wzmożonej krytyce uchodźczej polityki Niemiec, jako wyraz naszej podmiotowości w Europie, akurat teraz, są dla Polski szkodliwe. A zbawienne dla wschodniego Wielkiego Brata, który zapewne codziennie modli się żarliwie o rozpad Unii, zanim zapadnie w sen.
Modli się też zapewne o zdrowie Prezesa, swojego faktycznego sojusznika w tym dziele destrukcji.
Obecne Niemcy maja jako Kanclerza panią Merkel, po części Polkę. Wraz z Prezydentem Gauckiem pochodzą z NRD, znają komunę tak jak my. Nigdy dotychczas nie mięliśmy takich przyjaznych i rozumiejących nas partnerów po drugiej stronie Odry. Wykorzystajmy to.

Jak mamy wesprzeć Unię ?

Jeżeli tak bardzo nie chcemy widzieć w Polsce muzułmanów, to powinniśmy przeznaczyć w kolejnych latach poważniejsze niż obecne 3 mln Euro (mniej niż Węgry i Czechy), sumy, na wsparcie syryjskich uchodźców w Turcji w jej heroicznym wysiłku utrzymania 2,5 mln uchodźców na swoim terenie. To posunięcie doraźne.

Na dłuższą metę należy pilnie porozumieć się, co do ustanowienia nowych procedur prawnych, umożliwiających szybkie przymusowe odsyłanie uchodźców do kraju ich pochodzenia, a nie pierwszego kraju do którego przybyli.
Pogrążona w kryzysie gospodarczym Grecja, nie wytrzyma obecnej i przyszłej fali docierającej do jej wysepek. Trzeba rozważyć zaangażowanie odpowiedniej flotylli statków do tego celu. Również samolotów.

Unia musi w ten sposób pokazać przyszłym uchodźcom, że nie mają na co liczyć lądując na europejskich wybrzeżach.
Obecna sytuacja jest par excellence wyjątkowa w dziejach Europy i wymaga wyjątkowych posunięć. Inaczej padnie nie tylko Unia, ale i poszczególne gospodarki krajów „frontowych”.
Nie mówiąc o konfliktach etnicznych (miejscowi-uchodźcy, uchodźcy z Afganistanu-uchodźcy z Syrii, Afryki Płn. itd), rozwoju chorób i epidemii w obozach dla nowo-przybyłych.
Jak możliwa jest jakakolwiek integracja, gdy brakuje wciąż miejsc do spania, lekarzy, policjantów, ogrzewanych kontenerów itd. itp. ?
Ile czasu wytrzymają sami uchodźcy w prymitywnych miejscach noclegowych bez wystarczającej ilości węzłów sanitarnych i bez jakiejkolwiek prywatności ?
Ile czasu wytrzyma miejscowa ludność miast i miasteczek z wałęsającymi się po ulicach młodymi facetami poszukującymi aktywnie miejscowych dziewczyn do zaspokajania swoich zrozumiałych potrzeb ?
Jak długo niemiecka ludność będzie spokojnie tolerować stale powiększające się getta, aż Pegida i podobne ruchy zdestabilizują ich kraj i Europę ?

Na wygaszanie konfliktów zbrojnych w państwach Afryki i Bliskiego Wschodu nie ma po prostu czasu. Rosję należy powstrzymać przed nalotami na północną Syrię, dokonywanymi celowo po to, aby zwiększyć marsz uchodźców do Turcji i pogłębić europejski kryzys.

Jeżeli przyszli uchodźcy nie uświadomią sobie, że nie można liczyć na wygodne urządzenie sobie życia, pasożytując na europejskim dorobku wielu dziesięcioleci, to w przeciągu kilku lat odmienią oni oblicze Europy na zawsze. I zamiast „ubogacić”, zniszczą delikatną tkankę stabilności obecnej Europy.

Wiadomo, że stworzyć konsensus w ramach Unii jest niezwykle trudno, ale nie można dopuścić, aby okoliczności przerosły nasz europejski instynkt samozachowawczy i naszą wyobraźnię oraz szybkość reakcji.

Jak zawsze w ostrym kryzysie potrzebny jest silny i skuteczny lider-wizjoner.
Kto w Europie wejdzie w tę (epokową) rolę ??

Jarosław Polskęzbaw jest, póki co, zajęty...



niedziela, 20 grudnia 2015

Dziwny kraj, te Stany...



Oglądając w zeszłym tygodniu pełne powtórki niedawnych wystąpień Teda Cruza w Heritage Foundation i w Mechanicsville, Wirginia, oraz Donalda Trumpa w Des Moines, Iowa, siłą rzeczy, niejako podświadomie, porównywałem styl i mowę ciała każdego z nich z wypowiedziami polskiego czołowego polityka. Ale o tym na końcu.

Różnice w interakcji kandydatów z publicznością są ogromne.
Każdy z nich ma podobne szanse na zostanie kandydatem Partii Republikańskiej na Prezydenta USA.
Na dzisiaj - Trump 28%, Cruz 25%.
Cruz przemawiał z kartki w Heritage Foundation i w kościele w Mechanicsville, Trump rozmawiał w Des Moines z widownią. Cruza słuchano z uwagą i szacunkiem. Trump natomiast chwilami porywał słuchających, zmuszał do żywych reakcji na to co mówił, wchodził w dialog z zadającymi pytania i zapraszał ich do siebie na scenę, kontynuując z nimi swobodną rozmowę. Nie stał za mównicą jak Cruz, ale wędrował po scenie zwracając się to w lewo, to w prawo, gestykulował, dowcipkował. I tak przez godzinę.
Za styl daję mu najwyższą ocenę. Zero nudy.
W wywiadach po wystąpieniu Cruza w Wirginii, pewna para uczestników spotkania, pytana o opinie o teksańskim kandydacie republikanów, podsumowała to tak: Cruz jest wspaniały. Uważamy, że byłby idealnym wiceprezydentem podczas prezydencji Donalda Trumpa.
Dlaczego ? Bo Trump jest jedynym kandydatem, który nazywa rzeczy po imieniu i jedynym, który nie jest skrępowany „polityczną poprawnością” i zależnością od sponsorów.

Co do treści, to jak wiadomo, (co stanowi zresztą obecnie przyczynę tarć w UE), Trump jest przeciwny przyjęciu nawet jednego uchodźcy z Syrii. (Cruz również).
Jego myśl przewodnia kampanii, to zagwarantowanie Amerykanom pełnego bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego. Według niego, dokładne sprawdzenie jednego uchodźcy może trwać nawet 18 miesięcy, ponieważ dostęp do pełnej informacji o nim jest niemożliwy w krótszym czasie, a źródła informacji są trudno dostępne i trudno weryfikowalne. A w przypadku tysięcy uchodźców, to zadanie praktycznie nie do wykonania. Wystarczy jeden zamachowiec z IS na kilkadziesiąt tysięcy przyjętych uchodźców i...

Trudno z taką opinią polemizować, mając w pamięci zamach paryski, w którym czołową rolę odegrał tzw. uchodźca, a faktycznie terrorysta IS.
Terrorystką z Pakistanu była również narzeczona zamachowca z San Bernardino, którą władze imigracyjne USA wpuściły, mimo iż mieszkający na stałe w Kalifornii „oblubieniec” był pod obserwacją FBI z uwagi na swoją radykalno-islamską postawę.
„Narzeczona” zaś najprawdopodobniej nie uzyskałaby wizy wjazdowej do USA, gdyby FBI sprawdziło fałszywy adres zamieszkania podany w jej formularzu wizowym.

Dla Polaków, jako ciekawostkę, warto podać, że podczas ataku, „zakochana” para islamskich terrorystów miała ze sobą 5 sztuk broni, w tym 2 pistolety maszynowe, jeden karabin i 2 sztuki broni krótkiej. Amunicji mieli w sumie 1600 sztuk, zużyli „tylko” nieco ponad 150 sztuk, zanim zostali zastrzeleni. Zostawili w budynku jeszcze 3 zdalnie odpalane bomby rurowe, które jednak nie wybuchły, bo nadajniki zostały w ich samochodzie...

(Hillary Clinton ocenia ilość pistoletów maszynowych w prywatnym posiadaniu obywateli USA, na 7-10 milionów sztuk).

Pośrednio więc IS ułatwił Trumpowi decyzję co do nieprzyjmowania uchodźców, co do których od dawna miał i tak zdecydowanie negatywne zdanie.
Co do „modnego” ostatnio w Europie budowania murów obronnych na granicach niektórych państw, mających zapobiegać swobodnemu przemarszowi uchodźców, to Trump obiecał zbudować bardzo wysoki mur przez całe 750 mil granicy z Meksykiem. Oczywiście po ew. wygraniu wyborów.
Na koniec zaapelował o poparcie jego kandydatury, ponieważ (w przeciwieństwie do Cruza, którego kampanię finansuje głównie teksańska nafta)), sam ją finansuje i byłby bardzo niezadowolony, gdyby jego własne pieniądze zostały wydane na darmo... :) :)

Po niedawnej masakrze w San Bernardino, Kalifornia, można się było w naszym kraju spodziewać, że Trump poprze jakiś rodzaj „filtrowania” kupujących broń i amunicję, ale akurat w USA druga poprawka do Konstytucji jest jak Słowo Boże w Polsce.
W tym temacie pochwalił się tylko swoim synem, który coraz celniej strzela.
Według Trumpa zamach paryski i w San Bernardino to przykłady na to, że nieskrępowany dostęp do broni jest niezbędny, bo gdyby zaatakowani ludzie w Paryżu i w San Bernardino ją mieli pod ręką, to by jej użyli i ofiar byłoby znacznie mniej.
Bandyci zawsze zdobędą każdy rodzaj broni, więc rozbrojenie ludności cywilnej byłoby katastrofą.

Na marginesie tej opinii Trumpa, (Cruza również), trzeba zaznaczyć, że prawo w USA w tej sprawie jest kuriozalne, bo co prawda człowiek będący na liście radykałów podejrzanych i obserwowanych przez FBI nie dostanie się na pokład żadnego samolotu, (no-fly list), to jednak może bezkarnie kupić w sklepie nawet broń szturmową. Mówili o tym tydzień temu liczni kongresmani, domagając się wreszcie uchwalenia zakazu sprzedaży broni ludziom będących na liście podejrzanych FBI.
Będzie z tym trudno, NRA nie pozwoli – czytaj mojego bloga z roku 2009:

Ciekawy kraj, te Stany...

Dla nas Polaków również z tego powodu, że żaden z kandydatów nie próbuje, wzorem niedościgłego Jarosława Kaczyńskiego, dzielić Amerykanów na tych prawdziwych i tych drugich, „najgorszego sortu” i „nie sprawnych umysłowo”.

A i Prezydenta Obamę nikt jeszcze nie witał tak, jak ostatnio witano w Szczecinie Prezydenta Dudę, słowami wypisanymi na transparencie:”Błogosławione łono, które cię nosiło i piersi, które ssałeś”.

Dziwny kraj, te Stany...




środa, 16 grudnia 2015

Wiara w cuda ? To się nie uda.




Wciąż istnieje grupa ludzi, również wśród komentatorów politycznych, którzy twierdzą, że miłościwie nam panujący Prezydent Andrzej Duda, mający zagwarantowane utrzymanie oraz solidny dach nad głową na następne 5 lat życia swego i rodziny, nagle pokaże, że ma charakter i jest niezależny w swoich decyzjach.

To, że nie brakuje u nas naiwnych, wierzących w cuda, to truizm.
Do tego, by w ogóle rozważać przeciwstawienie się przez Prezydenta swemu mocodawcy i sojusznikowi trzeba by najpierw założyć, że młoda głowa państwa prywatnie żyje refleksjami na temat spuścizny, którą po sobie zostawi, gdy opuści pałac.

Po jego czynach, niczego takiego nie widać. Zarówno on jak i pani premier spełniają się w roli posłusznych kukiełek, żądnych aprobaty Naczelnego. Wydzierająca się w Sejmie pani premier została po swoim wystąpieniu nagrodzona wieloma całusami przez zachwyconego szefa i póki co może spać spokojnie. Jest wspaniała jako tuba prezesa. Z mocnym wzmacniaczem.

Chociaż naród wie kto w Polsce dzisiaj rządzi, odium niechęci spada prawie wyłącznie na głowy kukiełek. Prezes najwyżej palnie na niedzielnym pochodzie coś takiego jak: „Cała Polska z was się śmieje”, ale sam nie dopowie tego, co wyryczy już tylko Brudziński: „Komuniści i złodzieje”. Sprytne ?
Gdy dziennikarz zapyta o wyjaśnienie metafory Prezesa: „najgorszy sort Polaków”, ten z kolei zapyta o zrozumienie przez dziennikarza różnicy między współpracownikami Gestapo i AK.
I tego samego dnia rzeczniczka rządu wyjaśni, że Prezes w ten sposób tylko testował dziennikarza co do jego inteligencji w temacie postrzegania różnic....

Nowy pomysł PiS o ew. przeniesieniu siedziby Trybunału Konstytucyjnego do Przemyśla uważam za sprytny. Małe miasto (60 tys mieszkańców, wschodnie obrzeże Polski), tradycyjnie głosujące w wyborach na PiS, zapobiegnie ewentualnym marszom protestacyjnym, podobnym do tego w Warszawie (mieście tradycyjnie nigdy nie głosującym na PiS).

Każdy dzień dostarcza nowych wydarzeń, które otwierają oczy Polakom na to, kogo tak naprawdę wybrali w ostatnich wyborach, zbytnio kierując się niechęcią do bałaganiarskiej i zmanierowanej PO.
To tak jakby zadzwonić po Policję, aby zrobiła porządek na zabawie w klubie, nie zdając sobie sprawy, że ten oddział Policji składa się akurat z gangsterów.
Znanych od dawna, ale kto o tym chciał podczas wyborów pamiętać ?

Polecam dla porównania mój wpis sprzed 5 lat:

Po ostatnich wydarzeniach widać wyraźnie, że wiara w cuda – że Prezydent AD się opamięta, zrozumie co naprawdę robi i zaistnieje jako niezależny mąż stanu – to naiwność granicząca z głupotą.

A teraz odrobina empatii, pomocna w przewidywaniu następnych ruchów Jarosława K.
Czy na miejscu Prezesa cofnął byś się przed dalszym łamaniem prawa i likwidacją, sparaliżowaniem, gruntownymi zmianami i pełną kontrolą niezależnych instytucji, m.in. TK, mediów państwowych, programów nauczania w szkołach itp. ?
Ja – nie.
  • Po wielu latach klęsk wyborczych, upokorzeń, złośliwości i naigrywania się przez przeciwników.
  • Po kompromitującym rokoszu (Polska Jest Najważniejsza) i odejściach członków.
  • Po serwowanej mu na tacy przez los degrengoladzie PO i przy słabości pozostałych partii w okresie przedwyborczym.

Ja bym szedł za ciosem, jak Prezes. On nie ma już nic do stracenia, wszystko do zyskania. Trzeba działać sprawnie i błyskawicznie. Znokautować krajobraz polityczny szybko uchwalanymi ustawami.
I zanim ludzie się połapią – cała władza w ręku.
Taka sytuacja, jak obecnie, już się w życiu 67 letniego Prezesa na pewno nie powtórzy.
Carpe diem !

Bliskiego przykładu na to jak bardzo potrzeba człowiekowi niskiego wzrostu i marnej postury z kotem zamiast baby, rekompensować sobie te kłopotliwe „zalety” dostarcza częściowo Putin.
Doszedł po trupach do sukcesu, do pełnej władzy, sławy i zdobył najcenniejszy – według niego - skarb: uznanie, respekt i strach przed nim samym.
Putin to już zdobył, JK, toutes les proportions gardees, jest na dobrej drodze w tym kierunku.

„Najgorszemu sortowi Polaków” pozostaje obecnie konieczność wykorzystywania wszelkich dostępnych środków, aby stawiać opór reżimowi, który pod osłoną rzekomo dobrych zmian, mości tron dla bezwzględnego dyktatora.
Ironią losu jest fakt, że to sami polscy wyborcy, a nie obce mocarstwo, zafundowali Rzeczpospolitej rządy grupy, która dąży do niekontrolowanej władzy we wszystkich obszarach naszego życia.




poniedziałek, 23 listopada 2015

Polska zdobyta ! (z kopyta)


PiS pokonuje kolejne barykady na szlaku prowadzącym tę partię do zdobycia władzy absolutnej w Najjaśniejszej. Dla Prezesa i jego podwładnych.
Media w kolejnych relacjach pokazują zdumionym Polakom, jak sprawnie i ekspresowo eliminować przeciwników politycznych.
Protesty opozycji, czy opinie ekspertów co do działań niezgodnych z prawem ?
Kichać na to. Mają większość w końcu nie w wyniku puczu wojskowego, czy obcej interwencji zbrojnej, a w rezultacie wolnych wyborów. Czyli – są de facto i de iure Wybrańcami Narodu.
Protestować można, czemu nie. I tak wywoła to ich śmiech politowania na sali sejmowej.
Uchwalą co chcą, nawet w nocy.

Zanim zszokowana większość Polaków odliczy na stronach kalendarzy, przysłowiowe 100 dni nowej władzy, nie zostanie kamień na kamieniu po dawnych porządkach (czy nieporządkach).
Spektrum czystek w organach władzy oraz państwowych mediach, przypomina czasy, gdy w Polsce obowiązywał system jednopartyjny i gdy I Sekretarz, poprzez swoich ludzi, podejmował kluczowe dla Polski decyzje.
I te mniej kluczowe też, np. czy zdjąć jakąś sztukę teatralną z afisza. Tym razem we Wrocławiu. Za głębokiej komuny był taki minister od kultury, nazywał się Motyka. Lucjan Motyka.
Mówiono wtedy złośliwie: „Z motyką na kulturę”.
Teraz ministrem w tym resorcie jest prof. Gliński, a vice, to znany z subtelnej kultury Jacek Kurski.
Profesor, od dnia swego zaprzysiężenia, z charakterystycznym skwaszonym wyrazem twarzy (jakby właśnie gryzł cytrynę), ogłosił zamiar wycofania sztuki „Śmierć i Dziewczyna”, której co prawda osobiście nie obejrzał, ale doniesiono mu, że to pornografia na scenie...
Profesor, długo trzymany przez Prezesa na krótkiej smyczy, teraz nareszcie otrzymał resort, w którym ma możliwość zdrowo pohasać. W państwowej TV wielu czołowych dziennikarzy liczy się z zapowiedzianymi zwolnieniami. Rozumiem, że kto się zbytnio nie naraził nowym władcom Polski w przeszłości, będzie warunkowo i czasowo pozostawiony.
Przypomina to stan wojenny Jaruzelskiego, kiedy wybór był klarowny: albo podpiszesz „lojalkę”, albo won na bruk.

Powiedzenie: „Z motyką na kulturę” też by tu pasowało, chociaż nazwisko ministra inne.

I jeszcze jedna retrospekcja.

W 1968 r. po słynnym wystawieniu „Dziadów” delegacja polska bawi się w Moskwie. Breżniew zwraca się do Gomułki:
- Podobno u was w teatrze wystawiono antyradziecką sztukę?
- No tak, „Dziady” – z pokorą stwierdza Gomułka.
- I coście zrobili?
- Zdjęliśmy sztukę.
- Dobrze. A co z reżyserem?
- Został zwolniony z pracy.
- Dobrze. A autor?
- Nie żyje.
- I za to was lubię!

Mamy obecnie czas wielkiej aktywności PiS-owskich czynowników prześcigających się w czołobitności i uwielbieniu Prezesa, budujących mozolnie swoje osobiste kariery.

Szczególnie Prezydent Duda, w swojej mowie wygłoszonej niedawno do Prezesa dał przykład żenującej "wazeliny": Panie Premierze, jest Pan wielkim politykiem, strategiem, ale i człowiekiem. Trzeba być wielkim człowiekiem i patriotą, żeby mimo osobistych ambicji, oddać pałeczkę władzy w ręce ludzi, z którymi pan do tej pory blisko współpracował – tak przemówił w czasie zorganizowanej w Pałacu Prezydenckim uroczystości desygnowania Beaty Szydło na stanowisko Premiera Rządu.

Odżywają wspomnienia o Ceausescu, zwanym przez swoich oportunistycznych uwielbiaczy wschodzącym "Słońcem Karpat".

Jednak, nie zapominajmy – to pycha, nonszalancja, kardynalne błędy kampanijne tłustych kotów z Platformy, "szatańskie wersety" nagrane w knajpie pod Sową, wywindowały partię "dobrej zmiany" na sam szczyt władzy absolutnej.

Jak to mówią: Szacun, Panie Prezesie. Po tylu latach przegrywanych upokarzająco wyborów, nareszcie można pokazać wszystkim Polakom, kto tu naprawdę rządzi.

A dla żarliwie wierzących przesłanie: Teraz jest właściwy czas na zawierzenie Rzeczpospolitej, Najświętszej Panience i Jezusowi Chrystusowi. Niech oboje pokażą, czy pobłogosławią w realizacji „dobrej zmiany” Jarosławowi ps. „Polskęzbaw”.