piątek, 12 grudnia 2014

Prostytucja międzynarodowa


Nikt nam nie powie, że czarne jest czarne, a białe jest białe” – jak powiedział Prezes Kaczyński. Otóż właśnie o to chodzi, aby „odpowiednie dać rzeczy słowo”. Dodam: I nazywać rzeczy po imieniu.

Bieżąca gorąca dyskusja w mediach z udziałem dziennikarzy i polityków różnych opcji obraca się wokół tego, czy Polska, a konkretnie jej ówczesny Prezydent oraz Premier ponoszą odpowiedzialność za kłamstwa dotyczące rzekomej niewiedzy o istnieniu więzienia CIA w Starych Kiejkutach. Oraz za tortury więzionych tam ludzi. Oraz za plamę na wizerunku Polski, państwie suwerennym i katolickim.

 
W wywiadzie w TVN24 u Moniki Olejnik, Kwaśniewski wił się jak piskorz i twierdził, że nie wiedział nic o torturowaniu tamtejszych „przyjezdnych”. Zresztą, jak powiedział, robili to Amerykanie, nie Polacy, więc po co teraz ten szum...

Dla niego największą katastrofą jest fakt, że raport CIA przyznaje, iż wszystkie przez wiele lat stosowane „wzmocnione metody przesłuchań” - piękny eufemizm – nic nie dały, niczego istotnego nie wniosły.

Chociaż to zupełnie inne sprawy, czuć było w tym wywiadzie bezczelne kłamstwo dwukadencyjnego i dwulicowego Prezydenta, brzmiącego podobnie jak drobny kłamca Hoffman tłumaczący się z przekrętu na marne 1800 zł. w tydzień po powrocie z Madrytu.

Jeżeli Kwaśniewski i Miller nie wiedzieli nic o torturach, to znaczy, że za ich rządów ktoś inny za nich zadecydował o oddaniu kawałka Polski w czasowe władanie obcemu mocarstwu bezwarunkowo, no questions asked .
Z dugiej strony było to dla nich normalne za czasów komuny, kiedy obaj piastowali wysokie funkcje partyjne. Nasz okupant - Kraj Rad - sam decydował o tym że różne części terytorium Polski zajmowały jego służby i armia, ale od tamtego czasu do otwarcia więzienia CIA na Mazurach minęły długie lata. Inne nastały zwyczaje i suwerenność Polski przeszła istotne zmiany jakościowe.

Okazało się jednak, że nie do końca. Okazało się, że dawni czynownicy z PZPR przewerbowali się i zaczęli służyć nowemu panu – USA. EksPrezydent motywuje to tym, że wówczas, po zamachach w Nowym Jorku trzeba było okazać „bratnią pomoc” sojusznikowi i zgodzić się na wynajem powierzchni użytkowej za dewizy, czyli za 15 mln żywych dolców.

Za taką kasę nie wypadało wściubiać nosa w celu sprawdzenia, jak powierzchnia wynajęta jest użytkowana, czy sufity nie zalane, krany nie poukręcane itd.

Fakt, że wynajmujący stale podtapiał swoich gości, sprawdzał ich odporność na hałas i brak snu, groźby wyzerowania ich stanu rodzinnego i wiele innych wymyślnych zabiegów rodem ze średniowiecza i kazamatów NKWD, to duperele, którymi nasi wybrańcy z dawnego PZPR nie zajmowali sobie głów. Teraz wyrażają przede wszystkim swoje oburzenie na sfrustrowanego dupka z CIA, który „puszczając farbę” rozpoczął w USA dochodzenie w sprawie.

Pytanie jaka jest granica „wzmocnienia” metod przesłuchań, poza którą zaczynała się już Łubianka w Starych Kiejkutach. Czy granicą jest wyrywanie paznokci i elektroszoki, czy też dopiero byłoby obcinanie uszu i łamanie kołem ?

Czy jest tak, że głowa suwerennego państwa ma prawo wyrażać zgodę na dobrowolny wynajem kawałka Polski obcemu państwu np. na obóz koncentracyjny ? Różnica z Kiejkutami byłaby tylko ilościowa.

Że CIA nie może działać na terenie USA? A w Polsce tortury są dozwolone ?

Interesującą opinię zaprezentował dzisiaj były minister sprawiedliwości i członek Opus Dei, Jarosław Gowin. Według niego trzeba pamiętać, że „cel działań CIA był właściwy, mimo że metody jednak nie do końca”. Czyli, nazywając rzeczy po imieniu, cel jednak częściowo uświęca środki. Ciekawa interpretacja nauki Kościoła, chociaż historycznie potwierdzona...

A szanowana powszechnie dziennikarka Janina Paradowska uważa, że krytyka Kwaśniewskiego i Millera to próba „dokopania Polsce”. Myślę, że to ci panowie dokopali Polsce, stawiając nasze państwo w roli dewizowej prostytutki międzynarodowej.



Dokładnie na ten sam temat polecam mój wpis z 2012 roku:

http://as-kronika.blogspot.com/2012/01/legalne-metody-pozyskiwania-informacji.html






niedziela, 7 grudnia 2014

Długie podium zwycięzców


Normalnie, zwycięzcy stają na podium, które w środku oznaczone jest jedynką, a po obu stronach dwójką i trójką.
Normalnie, ale nie w Polsce.
W Polsce zwycięzców w wyborach samorządowych jest tylu, ile partii politycznych. Każdy przywódca każdej partii, kierując się pozytywnym podejściem do rzeczywistości, twierdzi i wyjaśnia obecnie, dlaczego zwyciężył. Może to i dobrze. Będziemy mieli mniej frustratów na rodzimej scenie politycznej.

Niestety pozory mylą i to bardzo. Prezes PiS liczbowo wygrał, ale w praktyce nie porządzi, bo PSL i PO razem zdobyły więcej mandatów. Czyli jest dobrze, ale źle.
Dlatego znowu, w odróżnieniu od cywilizowanych państw zachodnioeuropejskich, Prezes i jego pretorianie uderzają tradycyjnie histerycznie i dramatycznie argumentami o ponownej zdradzie narodowej i spisku wiadomych sił, które ordynarnie sfałszowały wybory.

To już dziewiąte, które Prezio faktycznie i praktycznie przegrywa, dlatego poczucie zawodu i świadomość swojego podeszłego wieku zmusza go do jak najszybszej realizacji pragnienia odwetu przy użyciu wszelkich dostępnych prawem środków.

I podobnie jak hegemon Putin codziennie, krok po kroku, destabilizuje Ukrainę, aby tak osłabioną w końcu kiedyś połknąć, tak Prezio robi to w Polsce, bo argumenty o rzekomej zdradzie narodowej i porównywanie obecnej Polski do PRL i Białorusi, wzbudza wśród ok. 3 milionów naszych obywateli, protest i poczucie krzywdy. Warto wykorzystać więc każdą okazję do uderzenia w polski rząd i Prezydenta „Komoruskiego”. Zapowiadany pochód z okazji przypadającej 13 grudnia rocznicy wprowadzenia stanu wojennego jest wymarzoną okazją do zgromadzenia tych, którzy uważają, że „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”.

Również okazją dla części tej młodzieży, która, urodzona po roku 1989, zna brak wolności i demokracji jedynie ze starych filmów i opowiadań rodziców.
Jako że czas nie przeżyty osobiście nie uruchamia dostatecznie wyobraźni o tamtych czasach, łatwo trzymając w jednym młodym ręku narodowy sztandar, a w drugim świeżo wyrwany brukowiec, dać upust swojej „patriotycznej” energii. Po pochodzie, transmitowanym „na żywo” w TV Trwam i TV Republika, Policja „popieści” kilkunastoma grzywnami najgorliwszych młodych uczestników, a reszcie da miłe poczucie brania udziału w pożytecznej dla walki o niepodległość imprezie.

Trzeba jednak także zastanowić się po Wyborach poważnie, dlaczego młodzież od pewnego czasu odchodzi od tzw. normalnych partii politycznych na rzecz ruchów skrajnych i agresywnych, jak PiS, czy partii Korwina-Mikkego. Myślę, że to z jednej strony wynik bezrobocia wśród młodych i bezbarwności oraz bezideowości tych „normalnych” partii. Jakakolwiek afera (taśmowa, zegarkowa, madrycko-PiSowska itp.) pokazuje młodzieży, że ci „normalni” to cynicy, którym los Ojczyzny i rodaków „koło dupy lata”.

Polityka PO (ciepłej wody w kranie) już pozytywnie nie skutkuje. Ta „młoda młodzież” (jeszcze) niekoniecznie podziela cynizm „staruchów” ponad 40 letnich. Chce się angażować w coś, w co może uwierzyć, nawet jeżeli to coś jest dla „staruchów” skrajne, niedorzeczne, zbyt radykalne. Partia, która nie „zagospodaruje” tej młodej energii i ambicji – stopniowo polegnie. Do głosu dojdą ci, którzy zawładną wyobraźnią młodych, wskażą wartości, pokażą inne cele, niż tylko wytrwanie na swoich  stanowiskach.
„Staruchy” albo wykażą zdolność do innowacji, zmian i adaptacji, albo odejdą w siną dal.

Patrząc z kolei na Prezesa, dziwię się, jak jeden sfrustrowany, bardzo ambitny mały samotnik może zgromadzić pod swoje skrzydła taką masę ludzi. I wyzwolić tak wielką negatywną energię w tak wielu.

Z drugiej strony, moje zdziwienie jest tu jednak chyba nieprzemyślane, bo nawet rudymentarna wiedza historyczna pozwala sypać jak z rękawa podobnymi przykładami successful loners z przeszłości.

Cynizm, hipokryzja i bezwzględne dążenie do władzy nie powinno dziwić, bo to w końcu niezbędne cechy licznych polityków, którzy już coś osiągnęli, a jeszcze bardziej tych, którzy patrzą na umykające im kolejne okazje, wraz ze świadomością przemijającego nieubłaganie czasu.







czwartek, 20 listopada 2014

Ch.., dupa i kamieni kupa


Jutro, czyli po 5 dniach, jeżeli będziemy mieli szczęście, poznamy wyniki wyborów samorządowych. We Francji takie wyniki podawane są o północy tego samego dnia. Nasza „przewaga” nad Francuzami (5 dni) została skrzętnie wykorzystana przez media i polityków na niekończące się dyskusje, debaty i wnioski o unieważnienie wyborów i ich powtórzenie.
 
Najwięcej spokoju i opanowania wykazali dostojni sędziowie PKW, z których kilku ledwo powstrzymywało się od zapadnięcia w głęboki sen na konferencji prasowej. Trzeba jednak przyznać uczciwie, że żaden nie chrapał na wizji.

Przyznali się, że nie odpowiadają w żadnej mierze za błędy systemu informatycznego, głównego winowajcy obecnego skandalu. Aż dziw bierze, że takie osoby bez wyobraźni, odpowiedzialne są za sprawne i uczciwe przeprowadzenie tak ważnego w skali kraju procesu.
Powierzając tak doniosłe zadanie grupie „leśnych dziadków”, Sejm, zgromadzenie wybrańców społeczeństwa, udowodnił, że potępianie b. ministra Sienkiewicza za jego ocenę państwa polskiego (ch.., dupa i kamieni kupa) nie do końca jest uzasadnione.

Czy nikomu wcześniej nie przyszło do głowy, że aby uniknąć rozmycia odpowiedzialności za ten skandal, należało już dawno ustanowić jedną osobę, np. uzgodnionego i wybranego przez partie polityczne Komisarza Wyborów, człowieka o niekwestionowanej etyce, uczciwości, ale i pełnej sprawności menadżerskiej oraz podstawowej wiedzy informatycznej, aby zorganizował i nadzorował przez swoich ludzi cały proces wyborczy ?
I aby to się stało na rok przed Wyborami, a nie, po polsku, na 3 miesiące, bo „jakoś to będzie”.

Podobnie beznadziejna sytuacja panuje na kolei. PKP dawno rozdrobniono na multum spółek, ale tory pozostawiono w jej własności, co jest tak nielogiczne, że nie ma sensu rozszerzać tego zagadnienia. Spółka, która wykorzystuje tradycyjne składy i operująca niskimi cenami, będzie zepchnięta rozkładowo na linii Warszawa-Kraków na skrajnie niekorzystne godziny (5 rano i koło północy) aby nie mogła konkurować z Pendolino, które będzie pokonywało ten dystans o zaledwie 15-20 minut szybciej za ok. 100 złotych wyższą cenę.
UOKiK milczy...
Bardzo drogie zestawy Pendolino czekają od dawna na bocznicach, bo tory wciąż nie gotowe, nawet na mocno zredukowaną w stosunku do jego możliwości szybkość przejazdu.

Przypomina mi to czas głębokiej komuny, gdy Biuro Polityczne PZPR, „wychodząc naprzeciw potrzebom ludności miast i wsi” zadecydowało o zakupie „za ciężkie dewizy”, w Holandii, linii produkcyjnych do wyrobu parówek bez tzw. osłonek, czyli pobieramy towar z opakowania bezpośrednio do dzioba, bez „odskurzania” (!) Sensacja, rewelacja, mnóstwo artykułów na ten temat w prasie i wywiadów w telewizji. W tym zastrzeżeń niektórych sceptycznych ekspertów: „czy to aby higieniczne i bezpieczne, żeby tak bez obierania i zagotowania w wodzie ?”.

Kiedy już przeszła długa fala dyskusji, jak zwykle, wszystko ucichło i tylko po roku okazało się, że słynne i drogie parówkowe linie produkcyjne rdzewieją pod gołym niebem - zapomniano zbudować dla nich hal pod dachem, w oczekiwaniu na ostateczną decyzję o wytypowaniu zakładu, który miałby ten awangardowy produkt wreszcie wyrabiać. Wszczęto dochodzenie, jednak nie w celu uruchomienia produkcji, ale znalezienia winnych zniszczenia sprzętu.

Myślę, że to było takie Pendolino na miarę tamtych czasów.




piątek, 14 listopada 2014

11 listopada, Narodowe Święto Niepodległości


Odetchnęliśmy. Tego „radosnego” dnia szczęśliwie nikt nie zginął, chociaż byli ranni. Stolica świętowała do godz. 20.
W pierwszej części dnia odbyła się manifestacja z udziałem Prezydenta RP. Tysiące ludzi, całe rodziny maszerowały z godnością i pogodnie, w końcu to ważna rocznica, za komuny objęta milczeniem i bezwzględnym zakazem demonstrowania, a w wolnej Ojczyźnie podniesiona do rangi święta państwowego.

Następnie, inną trasą przechodził pochód, głównie młodzieży ze Stronnictwa Narodowego, który wyglądał jak wielka „ustawka” kiboli. Poza przemówieniami młodych przywódców Stronnictwa, wytykających władzom najgorsze błędy w polityce gospodarczej i zagranicznej, przez cały czas mieliśmy do czynienia z corocznym zjawiskiem, które w języku piłkarskim nazywa się „stałym fragmentem gry” - w tym przypadku to bitwy z policją, demolka stołecznej infrastruktury przy świetle wystrzeliwanych rac; niszczenie przystanków komunikacji miejskiej, wyrywanie kostki brukowej, znaków drogowych itp.

Wszystko pod hasłami walki przeciwko zdradzie narodowej i za przywróceniem niepodległości kraju.

Podobne obrazki widziałem za komuny podczas np. protestów przeciwko zamknięciu tygodnika Po Prostu (dostałem wtedy kilka razy pałką w plecy w bramie, przy zagazowanym przez ORMO pl. Narutowicza), podwyżkom cen mięsa i innych produktów żywnościowych itd. Też tłum wtedy wykrzykiwał hasła o potrzebie wolności i tak jak podczas tegorocznego święta na interweniującą Milicję krzyczano: Gestapo !!!

Déjà vu.

Gestapo ? Przecież teraz Polska jest wolna, demonstracja Stronnictwa Narodowego miała oficjalną zgodę Ratusza, mięso i wyroby mięsne nie zdrożały. Wojsk rosyjskich już dawno w Polsce nie ma. O co więc chodzi ?

Nawiązując do mojego poprzedniego wpisu na tym blogu, jest to kolejny dowód na to, że Polacy żarliwie się nienawidzą i nic i nikt tego nie zmieni. Po śmierci Jana Pawła, w histerycznym uniesieniu zbiorową żałobą, dokonano uzgodnień w sprawie rozejmu między klubami piłkarskimi Krakowa w imię pamięci o Zmarłym. Trwał zaledwie kilka dni i podczas następnego meczu doszło do wielkich bijatyk kibiców, wandalizmu na stadionie i ulicach, oraz pogardliwym nazywaniu drugiej drużyny Żydami.

Na marginesie: nie np. Niemcami, Szkopami, Kacapami, komuchami, ale właśnie Żydami. Co za wciąż aktualna alergia młodych kretynów na Żydów, których pewnie nigdy osobiście nie spotkali... ?

Nienawiść Polaka do Polaka podsycana jest nieustannie przez takich szkodników jak Kaczyński (protestujący przeciwko rzekomej zdradzie narodowej), Rydzyk, czy Winnicki. I ich otoczenia.
W dzisiejszym wielotysięcznym marszu prezydenckim „Razem dla Niepodległej” nie wziął udziału nikt z PiSu, który całkowicie ignoruje Prezydenta, mającego 79% zaufania społecznego (Prezes Kaczyński 32%, tyle ile jego brat Lech w lutym 2010 r.).

RT Russian Television w raporcie z manifestacji w Warszawie szydzi z Polaków, eksponując aspekt ich powszechnego i wielkiego niezadowolenia z dzisiejszej klasy politycznej, która rzekomo chodzi na brukselskiej smyczy i jest patologicznie rusofobiczna.

I tak oto z obchodów 96 rocznicy Niepodległości, zrobiła się kolejna rocznica bezrozumnego demolowania stolicy przez młodzież, udekorowaną flagami narodowymi i nazywającą siebie patriotami.

Kto widział obchody podobnych rocznic: 14 lipca w Paryżu lub 4 lipca w Nowym Jorku, widzi jaki dystans dzieli nas od tych krajów. Czy to się może zmienić ?

Jeżeli, na nieszczęście, stracilibyśmy kiedyś niepodległość na skutek osłabiania państwa w wyniku polskiej wzajemnej histerycznej nienawiści, można by zacytować poetę: „Miałeś chamie złoty róg...”



niedziela, 9 listopada 2014

Poseł Wipler a Polska

Polska. Piękny kraj sympatycznych ludzi. Honorowych i tolerancyjnych. Prawych i prawdziwie religijnych. Solidarnych jako naród. Polscy politycy w Sejmie (z obowiązkowym krzyżem na ścianie Sali Posiedzeń) to przykład dla świata: wyważeni w ocenach ludzi i wydarzeń.
Aż się chce tu mieszkać, pracować, nawiązywać przyjaźnie i oglądać dzienniki telewizyjne.
A w nich szczególnie, dla kontrastu, wiadomości ze świata zachodniego, pełnego bezideowych dorobkiewiczów, którzy, od czasu do czasu, krytykują nawet świętego JPII za jego rzekome zacofanie. Oraz wywiadów z rodzimymi pseudo naukowcami i politykami, którzy podważają wiodącą rolę Kościoła w skutecznym promowaniu idei miłości bliźniego i kształtowaniu szlachetnych postaw obywateli ziemi. Tej ziemi.

„Po pierwsze primo” - jak mówią prości ludzie, prawda jest jednakowoż taka, że Polacy żarliwie nienawidzą się nawzajem. Największy stopień zbliżenia polskich dusz następuje wyłącznie w okresach niewoli, katastrofalnych klęsk żywiołowych oraz realnego zagrożenia utraty tożsamości narodowej. Tylko wtedy przeciętny Polak zaczyna dostrzegać w sąsiedzie, „bliźniego swego”.

Na co dzień w wolnej Polsce obowiązuje swoisty stan wojenny. Tylko dwa przykłady:
PO: „dorżniemy watahy”
PiS: „osiągniemy jedność, gdy pozbędziemy się wrogów; Judaszów, Żydów, liberałów czy kogo tam jeszcze “
Ostro.
Dylemat niezdecydowanego obywatela: Kto więc ma tu rację i kogo trzeba się pozbyć ?

Dla ułatwienia podjęcia właściwej obywatelskiej decyzji i dla osobistej refleksji: Dnia 21.07.1209 r. w zdobytym przez krzyżowców mieście Beziers, dowodzący wojskami krucjaty legat papieski Arnaud Amaury (opat z Citeaux), gdy mu się skarżono, że trudno jest odróżnić wiernych od heretyków zawołał: „Zabijcie wszystkich! Bóg rozpozna swoich.”

 
Powszechna jest też widoczna gołym okiem cecha, odróżniająca nas od kilku innych nacji europejskich: histeryczna reakcja na zaistniałe wydarzenia i wiążąca się z nią skłonność do przesady.

A więc w hierarchii wad narodowych na literę H, przyznałbym histerii miejsce ex aequo z hipokryzją.

Patrząc na naszą scenę polityczną i medialną, widać, że siła reakcji ma się zwykle nijak do wagi powodu.
Przykład najnowszy, a typowy. Poseł Wipler z dziwnej partii Korwina-Mikkego uchlał się był jak świnia i zainterweniował osobiście przeciw Policji, która w trakcie interwencji w innej sprawie potraktowała jakiegoś faceta gazem. Interweniował nasz poseł na tyle agresywnie, że policjanci dogonili go gdy próbował im uciec, następnie spałowali go i skuli. Teraz jest to codzienny temat dla kanałów TV, poseł Wipler udziela wywiadów na prawo i lewo, angażowane są autorytety czołowych prokuratorów, antyterrorystów, prawników itd.
Poseł Wipler ma bezpłatną publicity, jakiej nigdy przedtem nie miał – wszystko za spałowanie i dwa ciosy od policjanta w tzw. ryj. Ta publicity nie będzie jednak posłowi dobrze służyła w jego kampanii wyborczej na urząd Prezydenta Warszawy. Elektorat zapamięta, że wbrew głoszonym przez niego tzw. wartościom, uchlał się i rozrabiał. Natomiast obecne zaangażowanie posła, polityków, ekspertów i mediów w tym temacie, przekracza dalece wagę całej sprawy - zwykłego incydentu ulicznego z udziałem pijanego posła na Sejm Najjaśniejszej.

O wiele większy brak proporcji na linii: powód/ reakcja istnieje w sprawie ew. ratyfikowania przez Polskę Konwencji Rady Europy o Zapobieganiu i Przeciwdziałaniu Przemocy wobec Kobiet i Przemocy Domowej. W uproszczeniu, narodowa katoprawica, podejrzewając, jak to dla niej typowe, podstępne ruchy mające na celu wprowadzenie „od kuchni” do naszego katolickiego kraju, tzw. ideologii gender, podnosi od miesięcy histeryczny rwetes, aby tę Konwencję odrzucić. I, praktycznie biorąc, pozostawić w spokoju społeczeństwo polskie aby dalej żyło zgodnie z tradycyjnym polskim, starym, a uświęconym wieloletnią praktyką przysłowiem: „Jak kto baby nie bije, to jej wątroba gnije”.
Ilość czasu antenowego w TV i papieru w gazetach, teorii pogłębionych i aktów strzelistych dostojników Kościoła, filozofów i prawników, na ten temat, argumentów i kontrargumentów dramatycznych, nienawistnych spojrzeń dyskutantów, przekroczyły już dawno wszelki rozsądek i poczucie proporcji. Najbardziej histeryczne są jednak reakcje polskiego fundamentalistycznego Kościoła.
Zwalczanie tzw. ideologii gender jest okazją do kolejnych zaistnień w mediach kapłanów i hierarchów i przypominania Polakom o tym, że najważniejsza jest wiara, iż bez „przewodniej roli Kościoła” zdegenerowany i zdezorientowany naród stopniowo wyginie. A zdegenerowany będzie, jeżeli Konwencja zostanie przez Polskę ratyfikowana.

„Wiara jednak wyklucza wiedzę a wiedza wyklucza wiarę, zatem albo wiemy albo wierzymy. Jak uwierzysz w to że baba zaszła w ciążę bez seksu, a po urodzeniu zachowała dziewictwo,- to uwierzysz we wszystko, nawet w to że Żydzi są "narodem wybranym" (cyt. Woody Allen)

Gender, wróg publiczny Nr 1 według Kościoła, nie jest ideologią, a teorią naukową. Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, pełnomocnik rządu ds. równego traktowania, podkreśliła, że termin "ideologia gender" jest "terminem wymyślonym przez Kościół" i stanowi wroga, "który po prostu nie istnieje".

I tak oto histeryczny patriotyzm i pełne nienawiści słowa blokują jakąkolwiek spokojną i rzeczową dyskusję. W Polsce takiej dyskusji nie uświadczysz, bo wszystko tu jest zero-jedynkowe (jak w lotnictwie wojskowym - IFF (Identification Friend or Foe). I podniesione histerycznie do rangi walki o przetrwanie Narodu, atakowanego podstępnie przez wrogie siły.
Myślę, że to może być mentalna spuścizna po komunie, za czasów której stale tropiono spiski tajemniczych „określonych ośrodków” i wszędzie doszukiwano się „drugiego dna”.

Kolejna cecha narodowa w nadwiślańskim kraju, to nietolerancja.
Chociaż w opiniach o sobie, Polacy są, jak najbardziej, tolerancyjni (to miłe określenie ludzi o otwartych umysłach), to jednak w praktyce tzw. przeciętny obywatel ocenia bliźniego albo jako prawdziwego Polaka katolika patriotę albo Żyda, pedała lub postkomucha.

Dlatego młody Polak patriota jest za spaleniem tęczy na pl. Zbawiciela, wyszydzaniu Żyda prawdziwego (Żydzi, cała Polska was się wstydzi – podobne hasło z lat 30-tych w Niemczech: Ein Jud und eine Laus ist wie die Pest im Haus) lub rzekomego (w myśl zasady Goeringa: Kto jest Żydem, decyduję ja), za nazywaniem konkurencyjnego klubu piłkarskiego Żydami (Jude raus), za spałowaniem „pedała”, potępieniem „lesby” oraz tych, którzy krytykują wynaturzenia i przestępstwa kleru.
Kościół życzliwie nie protestuje...

Żeby zachować czystość tego nadwiślańskiego narodu już na etapie przedszkolnym, atakowane są histerycznie rysunkowe książeczki, w których dopatrzono się jakoby dwuznacznych relacji między zwierzątkami.
Posłuch medialny znajdują osoby, które tropią rzekome spiski na dusze niewinnych owieczek. Osoby, którym najwidoczniej wszystko kojarzy się, za przeproszeniem, z dupą.

Posłanka PiS protestowała niedawno u dyrektora poznańskiego ZOO, aby wycofał natychmiast z widoku parę osiołków, gdyż odważyły się codziennie kopulować na wybiegu. Widocznie chodziło posłance o to, aby młodzież szkolna nie inspirowała się takimi zwierzęcymi zachowaniami przy spędzaniu wolnego czasu po lekcjach.

Może wystarczyło raczej w ramach edukacyjnych działań, uświadomić młodzieży szkolnej, że takie bezeceństwa są charakterystyczne dla... kompletnych osłów.

Bo dla dorosłych to raczej dobry przykład do naśladowania – rozrodczość w Polsce wciąż zbyt mała. Może to wynik złej polityki rządu – w Londynie podczas demonstracji antyrządowej niesiono transparent: I dont need sex – the government fucks me everyday.

czwartek, 23 października 2014

Sikorski - gate


Okoliczności przyrody”:
Tu Putin – imperator in spe,
Tu Ukraina - w powolnym rozpadzie,
Tu nieco infantylna, ale sympatyczna nasza Pani Premier,
a tu b. Kandydat na Ministra Spraw Zagranicznych EU, Marszałek Radek S., druga osoba w Polsce po Panu Prezydencie – bez żadnego powodu i nacisku, a jedynie z głupoty, próżności i obsesji zaistnienia w światowych mediach (krótko po angielsku: ego trip) - przekazuje światu rewelacyjną prawdę o wypowiedzi Putina z 2008 roku, której głównym adresatem był Tusk.

Pamiętajmy: Sikorski, razem z Carlem Bildtem, b. ministrem spraw zagranicznych Szwecji – to jedyni prominentni ludzie, którzy stale edukują naiwnych przywódców EU i Obamę w przedmiocie: „Cele strategiczne Rosji pod przywództwem Putina”.

Wkrótce po opublikowaniu prasowej wypowiedzi Marszałka, w ramach nieudolnej w tym przypadku damage control Sikorski przyznaje, że zapomniał był o tym, że ma kłopoty z pamięcią, a obecnie pamięta jedynie, że nie pamięta kiedy ta rzekoma wypowiedź miała miejsce, jeżeli w ogóle miała miejsce. Żenada.

I tak oto w kilka dni wali się na zbity pysk kariera polityczna szanowanego na świecie, obdarzonego dużym zaufaniem w Polsce, młodego, wykształconego, zdolnego i ambitnego człowieka z dużym pozytywnym dorobkiem, który to człowiek „palnął” coś, co na pewno nie powinno być dzisiaj przeznaczone dla mediów. Jako, że pan RS jest wytrawnym politykiem i dyplomatą, taka wypowiedź musi być sklasyfikowana jako mega głupota politycznego narcyza.

Kilkoma zdaniami postawił przyszłego Prezydenta Rady Europejskiej w kłopocie: potwierdzić czy zaprzeczyć, nie wiedząc, czy istnieje nagranie słów Putina. A Putin trzyma nas teraz za przysłowiowe jaja, gdyż potwierdzając swoją wypowiedź postawi Tuska w kłopotliwej sytuacji: nie ostrzegł świata przed planowaną już w 2008 roku próbą rozbioru Ukrainy. A Putin Tuska na pewno nie kocha i podkopywanie jego autorytetu w EU, zanim jeszcze obejmie urząd byłoby mu na rękę.

Poza tym RS narobił tym samym kłopotów własnej partii akurat przed wyborami samorządowymi.
Opozycja, która krytykowała go jako buca i megalomana dostała na tacy amunicję do zmasowanego histerycznego ataku na rząd, który to atak właśnie ma miejsce.

RS spowodował też niepotrzebnie karcącą go i upokarzającą połajankę Pani Premier.
Wykazał wielką niezręczność i arogancję wobec mediów – Marszałek zachował się w Sejmie jak pyszałkowaty gówniarz. Myślę, że jedyne honorowe wyjście dla niego to szybkie podanie się do dymisji.

Która to dymisja przyjęta być nie powinna, ponieważ RS to polityk wybitny, z jajami, a niezręczności zdarzają się w świecie politycznym często.
Nie tak znowu dawno, bo w lutym tego roku Victoria Nuland, przedstawicielka sekretarza stanu USA w telefonicznej rozmowie z ambasadorem USA na Ukrainie Geoffreyem Pyattem użyła „skrótu myślowego”, mówiąc „Fuck the EU” w kontekście niezdecydowanej pozycji Unii co do kryzysu ukraińskiego.

Myślę, że nie mamy aż tylu wybitnych polityków ze światową renomą, żeby niszczyć jednego z tych nielicznych.


środa, 1 października 2014

Cała nasza nadzieja w NATO ?


W takim razie mamy dowód na to, że nadzieja jest matką głupich.
Przez wiele miesięcy nasi politycy czerpali swoją pewność siebie z przekonania, że gdyby Putin się poważył zaatakować państwa bałtyckie z Polską na czele, NATO zareaguje błyskawicznie i z całą siłą. Obama dodatkowo umocnił nas w tej wierze w czerwcu b.r. w swoim pamiętnym przemówieniu na placu Zamkowym w Warszawie.

Siła NATO w Europie to przede wszystkim Niemcy (nasz tradycyjny przyjaciel...) - Bundeswehra i Luftwaffe. Od Niemców kupujemy słynne Leopardy 2 i nie tylko.

Czyli nasza braterska współpraca z silnym sojusznikiem trwa. Silnym ? Ostatnia inspekcja sił zbrojnych sojusznika wykazała, że sojusznik, w ramach oszczędności (pieniądz zaoszczędzony, to pieniądz zarobiony), przykutwił był na modernizacji, a nawet na remontach posiadanego sprzętu i uzbrojenia. W rezultacie, w zależności od rodzaju broni, sprawnych jest od 30 do 55 %: samolotów transportowych (te jeszcze latające remontuje się wymontowując części z tych już zezłomowanych), czy myśliwcach wielozadaniowych, czy czołgach.

Samoloty transportowe Transall mają na karku ok. 50 lat. Powinny się wkrótce rozpocząć opóźnione znacznie dostawy nowych, Airbusów A400M, ale póki co żadnego jeszcze wojsko nie odebrało, spierają się decydenci nadal o rodzaj i koszt wyposażenia.

W Bundestagu pani minister obrony – Ursula von der Leyen - odbiera cięgi: opozycja wnioskuje o to, aby miła szczupła 55 letnia blondynka zamiast poświęcać swój czas na liczne PR-owskie sesje zdjęciowe, zajęła się bardziej sprawami obronności kraju i jego NATOwskim obowiązkom.

Rezolutna i pewna siebie pani minister w ramach niezbędnego damage control zapowiedziała że obecny stan Bundeswehry jest „przełomową fazą otwierającą nowe możliwości”, a ciągłe naprawy psującego się sprzętu to jedynie „wąskie gardła”. Jak mówią prości ludzie: nie idzie zrozumieć o co jej biega w tej wypowiedzi.

Pani Ursula, z wykształcenia lekarz, matka siedmiorga dzieci, zreformowała swojego czasu świadczenia rodzicielskie, co dało jej tytuł Matki Narodu. Od 2005 do 2009 była ministrem emerytów, kobiet i młodzieży. Przyjaciółka pani Kanclerz, która podobno chętnie by ją widziała jako przyszłego Prezydenta Niemiec.

Pasuje idealnie do roli osoby umacniającej wyjątkowo pacyfistyczny obraz tego bardzo zamożnego kraju. Tak jak krańcowo agresywny był charakter Niemiec w latach 30-tych ubiegłego wieku, tak obecnie Niemcy są krańcowo uczuleni na branie udziału w jakichkolwiek akcjach zbrojnych na świecie. Najchętniej przebraliby swoich wojskowych w cywilne ubrania, żeby nikogo nie kłuć w oczy mundurami.

Rozumiem, że totalna klęska Niemiec w obu wojnach światowych umocniła w elitach politycznych uczulenie na wszelkie działania zbrojne z udziałem Bundeswehry.

Oglądając kanały telewizji ogólnoniemieckiej (np. ZDF Info, Phoenix i szereg innych) trudno znaleźć taki dzień, w którym nie wyświetlano by po kilka razy w ciągu doby filmów dokumentalnych obrazujących klęski Wehrmachtu, Luftwaffe, czy Kriegsmarine. Upokorzenia Niemców z rąk rzekomych „podludzi” ze Wschodu. Zniszczenia substancji materialnej tego kraju.

Wszystko to przedstawione bardzo dokładnie i szczegółowo – po niemiecku. Ciekawe te filmy.

Widać w nich również niezaprzeczalnie wielkie talenty organizacyjne i zdolności techniczne Niemców – wyprzedzali w tym wtedy wszystkie liczące się cywilizacyjnie państwa świata.

W związku z tym postanowili od 1945 roku przestawić swoje cele strategiczne na szybki rozwój ekonomiczny, kropka. Obronę kraju przed Sowietami pozostawili w głównej mierze Amerykanom, a po 90-tym roku wybrali oszczędzanie na zbrojeniach i modernizacji armii, bo nastała era przyjaźni i współpracy międzynarodowej, więc po co świetnie wyposażona armia ?

Czyste wyrachowanie, bo z kolei w dziedzinie eksportu nowoczesnej broni na świat, często do rejonów ogarniętych przez lokalne wojny, sprzedaży broni obu stronom konfliktów na raz, lub do państw rządzonych przez autokratyczne reżimy – Niemcy (dla ścisłości – nie tylko oni) nie mają żadnych skrupułów. Jeżeli nie wolno eksportować bezpośrednio, to przez szereg pośredników. Jeżeli nie całościowo, to w częściach. Sprzedaż tzw. wrażliwych technologii ? Nie ma problemu. Moralne to, etyczne ? Nieważne, ważne żeby zatuszować takie sprawy, gdy niespodziewanie zostaną wykryte i upublicznione.

Ciekawe jak szybko zareaguje rząd niemiecki na obecnie ogłoszone wyniki inspekcji Bundeswehry. Jedno jest pewne – odbudowanie siły i sprawności militarnej sojuszniczych Niemiec musi potrwać latami, a jeszcze się nie zaczęło.

Z kolei NATO jako całość, nie będzie najprawdopodobniej w stanie wywiązać się z gwarancji bezpieczeństwa udzielonych Polsce i państwom bałtyckim na niedawnym szczycie Sojuszu w Walii - napisał niemiecki tygodnik "Der Spiegel", powołując się na koła wojskowe.

Wysocy rangą wojskowi amerykańscy wyrażają wątpliwości co do możliwości wdrożenia przyjętego na szczycie NATO Planu Działań na rzecz Gotowości (Readiness Action Plan), wskazując na organizacyjne i finansowe trudności - czytamy w najnowszym wydaniu "Spiegla".

To wszystko są bardzo dobre wiadomości dla Kremla. Lepszej sytuacji polityczno-militarnej Putin nie mógłby sobie wymarzyć.

A co nam, Polakom, pozostaje ?

Ogólnie biorąc, aby nie popaść w defetyzm, spójrzmy na sytuację w Europie optymistycznie, ufnie i z nadzieją, tak jak zamożny obywatel Niemiec, Belgii, czy Francji – w końcu Putin to „ludzki” człowiek, wciąż jeszcze uprzejmie przesyła nam gaz i na pewno jako człowiek wrażliwy i pokój miłujący, pozytywnie zareaguje na nasze EUropejskie wysiłki negocjacyjne...

A poważna prawda jest taka, że w międzyczasie Putin przeprowadził jedne z największych manewrów wojskowych, Wostok 2014, co wielu analityków traktuje jako przygotowania do wojny.

Może tak, może nie, ale patrząc od strony Kremla, timing na prewencyjną operację w naszym regionie byłby obecnie chyba optymalny. Jeżeli „Dablju” Bush dokonał prewencyjnie agresji na bardzo odległy i niezagrażający nikomu Irak na podstawie sfabrykowanych danych CIA i pomijając kompletnie ONZ, to dlaczego Putin nie miałby wykorzystać historycznej szansy na realizację swego planu podboju kilku sąsiadujących państw ?

Dlaczego nie miałby stworzyć rozszerzonej własnej strefy buforowej przed potencjalnym naporem ze strony NATO ?