niedziela, 7 lutego 2016

Lider pilnie poszukiwany



Mijają kolejne miesiące, a w sprawie najważniejszej, czyli w sprawie uchodźców islamskich, nic zasadniczo się nie zmienia. Zmienia się wreszcie, co prawda, stosunek do nich w Skandynawii, zmienia się w Niemczech, Austrii, ale skutki tych zmian ograniczają się do coraz powszechniejszej zgody, iż tak dalej, jak dotychczas, nie może być.
Że trzeba będzie może odesłać kilkanaście tysięcy młodych spryciarzy islamskich z powrotem do ich domów, nawet fundując im loty charterowe. Jeżeli nawet to faktycznie nastąpi, upłynie sporo wody w unijnych rzekach. Rzeki uchodźców do Unii płyną szybko, w kierunku przeciwnym - prawie wcale.

Każdy dzień w którym kilka do kilkunastu tysięcy uchodźców ląduje w Grecji, czy we Włoszech lub Francji, w styczniu już w sumie 50.000 - a to przecież zima - politycy europejscy, a szczególnie Niemiec i Austrii spędzają czas na nie kończących się dyskusjach i sporach mających na celu ustalenie spójnej i skoordynowanej polityki i planu postępowania, w tej najważniejszej od powstania Unii sprawie. Działają doraźnie, strategii brak.

Uważam, że nie wolno już znęcać się nad panią Merkel, której tak trudno przyznać się do popełnienia kardynalnego megabłędu, który wstrząsnął tak skutecznie mieszkańcami targanych zbrojnymi konfliktami krajów, że uwierzyli bezgranicznie faktycznemu liderowi (liderce) Unii w jej hasło: „Wilkommen !” i rozpoczęli wielką inwazję na kompletnie nieprzygotowaną Europę.

Nie warto się nad nią znęcać szczególnie w Polsce, ponieważ w przypadku niewykluczonego z dzisiejszej perspektywy, rozpadu Unii, nasz kraj straciłby najbardziej.
Wystarczy zajrzeć do podręcznika historii, aby zdać sobie sprawę, że Polska od stuleci nie żyła w Europie tak stabilnej politycznie. I tak nie zagrożonej wielkimi wojnami i wrogimi a silnymi sąsiadami. Z pewnością unika to uwadze obecnego pokolenia, które miało styczność z kataklizmami wojennymi jedynie przez oglądanie filmów dokumentalnych i fabularnych.

Dlatego tak łatwo jest politykom PiSu szerzyć hasła o polityce „wstawania z kolan” i wzbudzać resentymenty odnośnie Niemców.
I tak jak historyczną głupotą była polityka „Wilkommen !” zachodniego sąsiada, tak głupotą jest próba obecnego mizdrzenia się PiSu do wschodniego Wielkiego Brata – może zwróci nam łaskawie wrak Tupolewa. A jeżeli nawet łaskawie zwróci, to co ? Co mamy na tym do zyskania ? Chyba tylko Prezes utwierdzi się w przekonaniu o swojej wielkości.

Przecież od wielu już lat to Niemcy są naszym bezspornym sojusznikiem i państwem, które w Europie jest najbardziej dynamiczną gospodarką, przyjmującą 28% naszego eksportu. Próba tworzenia nowego kształtu Unii przez ministra Waszczykowskiego, w oparciu o Grupę Wyszehradzką nie ma sensu. 
Jest to tylko realizacja chorej, bo niespójnej wizji Prezesa: postawimy się Niemcom, zapewniając jednocześnie o naszym jednoznacznym poparciu dla Unii, której przewodzą, równocześnie potwierdzając związek PiSu z ugrupowaniem unijnym mającym na celu zniszczenie Unii, wzmocnimy chybotliwy politycznie Trójkąt, zorientowany coraz mocniej na Wielkiego wschodniego Brata.
Jako zastępstwo za Niemcy, naszą nową kotwicą unijną ma być premier Cameron, który ma ewentualnie poprzeć ideę Prezesa utworzenia bazy NATO w Polsce.
Wlk. Brytania odbiera tylko 6% naszego eksportu i na dzisiaj jest najbardziej niepewnym członkiem Unii, ale dla PiSu jest od dzisiaj naszym głównym przyjacielem.

Chore wizje megalomańskiego Prezesa biorą się z tego, iż jest on wyjątkowym ksenofobem, nigdy nie był zagranicą, poza podróżami służbowymi, nie zna obcych języków, a przewodzi faktycznie sporemu europejskiemu państwu, w dobie potrzeby niezbędnych i intensywnych zagranicznych kontaktów osobistych i osobistego nawiązywania korzystnych dla Polski sojuszów.
Cechuje Prezesa wielka nieufność do libertyńskiego Zachodu i kompleksy każące mu stale „stawiać się” Niemcom na starej zasadzie: „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz”. Stąd biorą się m.in. bezsensowne, a buńczuczne wypowiedzi jego „kukiełki”, ministra Ziobro i innych "kukiełek", sojuszników PiS.

Uważam, że właśnie teraz Polska powinna jednoznacznie wspierać Niemcy, chociaż to pani Kanclerz świadomie (a może przez brak wyobraźni) spowodowała obecny kryzys.
Wszelkie dąsy i próby przeorientowania polityki zagranicznej na Grupę Wyszehradzką są dla Polski szkodliwe. Werbalne demonstracje PiSu, polegające na wzmożonej krytyce uchodźczej polityki Niemiec, jako wyraz naszej podmiotowości w Europie, akurat teraz, są dla Polski szkodliwe. A zbawienne dla wschodniego Wielkiego Brata, który zapewne codziennie modli się żarliwie o rozpad Unii, zanim zapadnie w sen.
Modli się też zapewne o zdrowie Prezesa, swojego faktycznego sojusznika w tym dziele destrukcji.
Obecne Niemcy maja jako Kanclerza panią Merkel, po części Polkę. Wraz z Prezydentem Gauckiem pochodzą z NRD, znają komunę tak jak my. Nigdy dotychczas nie mięliśmy takich przyjaznych i rozumiejących nas partnerów po drugiej stronie Odry. Wykorzystajmy to.

Jak mamy wesprzeć Unię ?

Jeżeli tak bardzo nie chcemy widzieć w Polsce muzułmanów, to powinniśmy przeznaczyć w kolejnych latach poważniejsze niż obecne 3 mln Euro (mniej niż Węgry i Czechy), sumy, na wsparcie syryjskich uchodźców w Turcji w jej heroicznym wysiłku utrzymania 2,5 mln uchodźców na swoim terenie. To posunięcie doraźne.

Na dłuższą metę należy pilnie porozumieć się, co do ustanowienia nowych procedur prawnych, umożliwiających szybkie przymusowe odsyłanie uchodźców do kraju ich pochodzenia, a nie pierwszego kraju do którego przybyli.
Pogrążona w kryzysie gospodarczym Grecja, nie wytrzyma obecnej i przyszłej fali docierającej do jej wysepek. Trzeba rozważyć zaangażowanie odpowiedniej flotylli statków do tego celu. Również samolotów.

Unia musi w ten sposób pokazać przyszłym uchodźcom, że nie mają na co liczyć lądując na europejskich wybrzeżach.
Obecna sytuacja jest par excellence wyjątkowa w dziejach Europy i wymaga wyjątkowych posunięć. Inaczej padnie nie tylko Unia, ale i poszczególne gospodarki krajów „frontowych”.
Nie mówiąc o konfliktach etnicznych (miejscowi-uchodźcy, uchodźcy z Afganistanu-uchodźcy z Syrii, Afryki Płn. itd), rozwoju chorób i epidemii w obozach dla nowo-przybyłych.
Jak możliwa jest jakakolwiek integracja, gdy brakuje wciąż miejsc do spania, lekarzy, policjantów, ogrzewanych kontenerów itd. itp. ?
Ile czasu wytrzymają sami uchodźcy w prymitywnych miejscach noclegowych bez wystarczającej ilości węzłów sanitarnych i bez jakiejkolwiek prywatności ?
Ile czasu wytrzyma miejscowa ludność miast i miasteczek z wałęsającymi się po ulicach młodymi facetami poszukującymi aktywnie miejscowych dziewczyn do zaspokajania swoich zrozumiałych potrzeb ?
Jak długo niemiecka ludność będzie spokojnie tolerować stale powiększające się getta, aż Pegida i podobne ruchy zdestabilizują ich kraj i Europę ?

Na wygaszanie konfliktów zbrojnych w państwach Afryki i Bliskiego Wschodu nie ma po prostu czasu. Rosję należy powstrzymać przed nalotami na północną Syrię, dokonywanymi celowo po to, aby zwiększyć marsz uchodźców do Turcji i pogłębić europejski kryzys.

Jeżeli przyszli uchodźcy nie uświadomią sobie, że nie można liczyć na wygodne urządzenie sobie życia, pasożytując na europejskim dorobku wielu dziesięcioleci, to w przeciągu kilku lat odmienią oni oblicze Europy na zawsze. I zamiast „ubogacić”, zniszczą delikatną tkankę stabilności obecnej Europy.

Wiadomo, że stworzyć konsensus w ramach Unii jest niezwykle trudno, ale nie można dopuścić, aby okoliczności przerosły nasz europejski instynkt samozachowawczy i naszą wyobraźnię oraz szybkość reakcji.

Jak zawsze w ostrym kryzysie potrzebny jest silny i skuteczny lider-wizjoner.
Kto w Europie wejdzie w tę (epokową) rolę ??

Jarosław Polskęzbaw jest, póki co, zajęty...



niedziela, 20 grudnia 2015

Dziwny kraj, te Stany...



Oglądając w zeszłym tygodniu pełne powtórki niedawnych wystąpień Teda Cruza w Heritage Foundation i w Mechanicsville, Wirginia, oraz Donalda Trumpa w Des Moines, Iowa, siłą rzeczy, niejako podświadomie, porównywałem styl i mowę ciała każdego z nich z wypowiedziami polskiego czołowego polityka. Ale o tym na końcu.

Różnice w interakcji kandydatów z publicznością są ogromne.
Każdy z nich ma podobne szanse na zostanie kandydatem Partii Republikańskiej na Prezydenta USA.
Na dzisiaj - Trump 28%, Cruz 25%.
Cruz przemawiał z kartki w Heritage Foundation i w kościele w Mechanicsville, Trump rozmawiał w Des Moines z widownią. Cruza słuchano z uwagą i szacunkiem. Trump natomiast chwilami porywał słuchających, zmuszał do żywych reakcji na to co mówił, wchodził w dialog z zadającymi pytania i zapraszał ich do siebie na scenę, kontynuując z nimi swobodną rozmowę. Nie stał za mównicą jak Cruz, ale wędrował po scenie zwracając się to w lewo, to w prawo, gestykulował, dowcipkował. I tak przez godzinę.
Za styl daję mu najwyższą ocenę. Zero nudy.
W wywiadach po wystąpieniu Cruza w Wirginii, pewna para uczestników spotkania, pytana o opinie o teksańskim kandydacie republikanów, podsumowała to tak: Cruz jest wspaniały. Uważamy, że byłby idealnym wiceprezydentem podczas prezydencji Donalda Trumpa.
Dlaczego ? Bo Trump jest jedynym kandydatem, który nazywa rzeczy po imieniu i jedynym, który nie jest skrępowany „polityczną poprawnością” i zależnością od sponsorów.

Co do treści, to jak wiadomo, (co stanowi zresztą obecnie przyczynę tarć w UE), Trump jest przeciwny przyjęciu nawet jednego uchodźcy z Syrii. (Cruz również).
Jego myśl przewodnia kampanii, to zagwarantowanie Amerykanom pełnego bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego. Według niego, dokładne sprawdzenie jednego uchodźcy może trwać nawet 18 miesięcy, ponieważ dostęp do pełnej informacji o nim jest niemożliwy w krótszym czasie, a źródła informacji są trudno dostępne i trudno weryfikowalne. A w przypadku tysięcy uchodźców, to zadanie praktycznie nie do wykonania. Wystarczy jeden zamachowiec z IS na kilkadziesiąt tysięcy przyjętych uchodźców i...

Trudno z taką opinią polemizować, mając w pamięci zamach paryski, w którym czołową rolę odegrał tzw. uchodźca, a faktycznie terrorysta IS.
Terrorystką z Pakistanu była również narzeczona zamachowca z San Bernardino, którą władze imigracyjne USA wpuściły, mimo iż mieszkający na stałe w Kalifornii „oblubieniec” był pod obserwacją FBI z uwagi na swoją radykalno-islamską postawę.
„Narzeczona” zaś najprawdopodobniej nie uzyskałaby wizy wjazdowej do USA, gdyby FBI sprawdziło fałszywy adres zamieszkania podany w jej formularzu wizowym.

Dla Polaków, jako ciekawostkę, warto podać, że podczas ataku, „zakochana” para islamskich terrorystów miała ze sobą 5 sztuk broni, w tym 2 pistolety maszynowe, jeden karabin i 2 sztuki broni krótkiej. Amunicji mieli w sumie 1600 sztuk, zużyli „tylko” nieco ponad 150 sztuk, zanim zostali zastrzeleni. Zostawili w budynku jeszcze 3 zdalnie odpalane bomby rurowe, które jednak nie wybuchły, bo nadajniki zostały w ich samochodzie...

(Hillary Clinton ocenia ilość pistoletów maszynowych w prywatnym posiadaniu obywateli USA, na 7-10 milionów sztuk).

Pośrednio więc IS ułatwił Trumpowi decyzję co do nieprzyjmowania uchodźców, co do których od dawna miał i tak zdecydowanie negatywne zdanie.
Co do „modnego” ostatnio w Europie budowania murów obronnych na granicach niektórych państw, mających zapobiegać swobodnemu przemarszowi uchodźców, to Trump obiecał zbudować bardzo wysoki mur przez całe 750 mil granicy z Meksykiem. Oczywiście po ew. wygraniu wyborów.
Na koniec zaapelował o poparcie jego kandydatury, ponieważ (w przeciwieństwie do Cruza, którego kampanię finansuje głównie teksańska nafta)), sam ją finansuje i byłby bardzo niezadowolony, gdyby jego własne pieniądze zostały wydane na darmo... :) :)

Po niedawnej masakrze w San Bernardino, Kalifornia, można się było w naszym kraju spodziewać, że Trump poprze jakiś rodzaj „filtrowania” kupujących broń i amunicję, ale akurat w USA druga poprawka do Konstytucji jest jak Słowo Boże w Polsce.
W tym temacie pochwalił się tylko swoim synem, który coraz celniej strzela.
Według Trumpa zamach paryski i w San Bernardino to przykłady na to, że nieskrępowany dostęp do broni jest niezbędny, bo gdyby zaatakowani ludzie w Paryżu i w San Bernardino ją mieli pod ręką, to by jej użyli i ofiar byłoby znacznie mniej.
Bandyci zawsze zdobędą każdy rodzaj broni, więc rozbrojenie ludności cywilnej byłoby katastrofą.

Na marginesie tej opinii Trumpa, (Cruza również), trzeba zaznaczyć, że prawo w USA w tej sprawie jest kuriozalne, bo co prawda człowiek będący na liście radykałów podejrzanych i obserwowanych przez FBI nie dostanie się na pokład żadnego samolotu, (no-fly list), to jednak może bezkarnie kupić w sklepie nawet broń szturmową. Mówili o tym tydzień temu liczni kongresmani, domagając się wreszcie uchwalenia zakazu sprzedaży broni ludziom będących na liście podejrzanych FBI.
Będzie z tym trudno, NRA nie pozwoli – czytaj mojego bloga z roku 2009:

Ciekawy kraj, te Stany...

Dla nas Polaków również z tego powodu, że żaden z kandydatów nie próbuje, wzorem niedościgłego Jarosława Kaczyńskiego, dzielić Amerykanów na tych prawdziwych i tych drugich, „najgorszego sortu” i „nie sprawnych umysłowo”.

A i Prezydenta Obamę nikt jeszcze nie witał tak, jak ostatnio witano w Szczecinie Prezydenta Dudę, słowami wypisanymi na transparencie:”Błogosławione łono, które cię nosiło i piersi, które ssałeś”.

Dziwny kraj, te Stany...




środa, 16 grudnia 2015

Wiara w cuda ? To się nie uda.




Wciąż istnieje grupa ludzi, również wśród komentatorów politycznych, którzy twierdzą, że miłościwie nam panujący Prezydent Andrzej Duda, mający zagwarantowane utrzymanie oraz solidny dach nad głową na następne 5 lat życia swego i rodziny, nagle pokaże, że ma charakter i jest niezależny w swoich decyzjach.

To, że nie brakuje u nas naiwnych, wierzących w cuda, to truizm.
Do tego, by w ogóle rozważać przeciwstawienie się przez Prezydenta swemu mocodawcy i sojusznikowi trzeba by najpierw założyć, że młoda głowa państwa prywatnie żyje refleksjami na temat spuścizny, którą po sobie zostawi, gdy opuści pałac.

Po jego czynach, niczego takiego nie widać. Zarówno on jak i pani premier spełniają się w roli posłusznych kukiełek, żądnych aprobaty Naczelnego. Wydzierająca się w Sejmie pani premier została po swoim wystąpieniu nagrodzona wieloma całusami przez zachwyconego szefa i póki co może spać spokojnie. Jest wspaniała jako tuba prezesa. Z mocnym wzmacniaczem.

Chociaż naród wie kto w Polsce dzisiaj rządzi, odium niechęci spada prawie wyłącznie na głowy kukiełek. Prezes najwyżej palnie na niedzielnym pochodzie coś takiego jak: „Cała Polska z was się śmieje”, ale sam nie dopowie tego, co wyryczy już tylko Brudziński: „Komuniści i złodzieje”. Sprytne ?
Gdy dziennikarz zapyta o wyjaśnienie metafory Prezesa: „najgorszy sort Polaków”, ten z kolei zapyta o zrozumienie przez dziennikarza różnicy między współpracownikami Gestapo i AK.
I tego samego dnia rzeczniczka rządu wyjaśni, że Prezes w ten sposób tylko testował dziennikarza co do jego inteligencji w temacie postrzegania różnic....

Nowy pomysł PiS o ew. przeniesieniu siedziby Trybunału Konstytucyjnego do Przemyśla uważam za sprytny. Małe miasto (60 tys mieszkańców, wschodnie obrzeże Polski), tradycyjnie głosujące w wyborach na PiS, zapobiegnie ewentualnym marszom protestacyjnym, podobnym do tego w Warszawie (mieście tradycyjnie nigdy nie głosującym na PiS).

Każdy dzień dostarcza nowych wydarzeń, które otwierają oczy Polakom na to, kogo tak naprawdę wybrali w ostatnich wyborach, zbytnio kierując się niechęcią do bałaganiarskiej i zmanierowanej PO.
To tak jakby zadzwonić po Policję, aby zrobiła porządek na zabawie w klubie, nie zdając sobie sprawy, że ten oddział Policji składa się akurat z gangsterów.
Znanych od dawna, ale kto o tym chciał podczas wyborów pamiętać ?

Polecam dla porównania mój wpis sprzed 5 lat:

Po ostatnich wydarzeniach widać wyraźnie, że wiara w cuda – że Prezydent AD się opamięta, zrozumie co naprawdę robi i zaistnieje jako niezależny mąż stanu – to naiwność granicząca z głupotą.

A teraz odrobina empatii, pomocna w przewidywaniu następnych ruchów Jarosława K.
Czy na miejscu Prezesa cofnął byś się przed dalszym łamaniem prawa i likwidacją, sparaliżowaniem, gruntownymi zmianami i pełną kontrolą niezależnych instytucji, m.in. TK, mediów państwowych, programów nauczania w szkołach itp. ?
Ja – nie.
  • Po wielu latach klęsk wyborczych, upokorzeń, złośliwości i naigrywania się przez przeciwników.
  • Po kompromitującym rokoszu (Polska Jest Najważniejsza) i odejściach członków.
  • Po serwowanej mu na tacy przez los degrengoladzie PO i przy słabości pozostałych partii w okresie przedwyborczym.

Ja bym szedł za ciosem, jak Prezes. On nie ma już nic do stracenia, wszystko do zyskania. Trzeba działać sprawnie i błyskawicznie. Znokautować krajobraz polityczny szybko uchwalanymi ustawami.
I zanim ludzie się połapią – cała władza w ręku.
Taka sytuacja, jak obecnie, już się w życiu 67 letniego Prezesa na pewno nie powtórzy.
Carpe diem !

Bliskiego przykładu na to jak bardzo potrzeba człowiekowi niskiego wzrostu i marnej postury z kotem zamiast baby, rekompensować sobie te kłopotliwe „zalety” dostarcza częściowo Putin.
Doszedł po trupach do sukcesu, do pełnej władzy, sławy i zdobył najcenniejszy – według niego - skarb: uznanie, respekt i strach przed nim samym.
Putin to już zdobył, JK, toutes les proportions gardees, jest na dobrej drodze w tym kierunku.

„Najgorszemu sortowi Polaków” pozostaje obecnie konieczność wykorzystywania wszelkich dostępnych środków, aby stawiać opór reżimowi, który pod osłoną rzekomo dobrych zmian, mości tron dla bezwzględnego dyktatora.
Ironią losu jest fakt, że to sami polscy wyborcy, a nie obce mocarstwo, zafundowali Rzeczpospolitej rządy grupy, która dąży do niekontrolowanej władzy we wszystkich obszarach naszego życia.




poniedziałek, 23 listopada 2015

Polska zdobyta ! (z kopyta)


PiS pokonuje kolejne barykady na szlaku prowadzącym tę partię do zdobycia władzy absolutnej w Najjaśniejszej. Dla Prezesa i jego podwładnych.
Media w kolejnych relacjach pokazują zdumionym Polakom, jak sprawnie i ekspresowo eliminować przeciwników politycznych.
Protesty opozycji, czy opinie ekspertów co do działań niezgodnych z prawem ?
Kichać na to. Mają większość w końcu nie w wyniku puczu wojskowego, czy obcej interwencji zbrojnej, a w rezultacie wolnych wyborów. Czyli – są de facto i de iure Wybrańcami Narodu.
Protestować można, czemu nie. I tak wywoła to ich śmiech politowania na sali sejmowej.
Uchwalą co chcą, nawet w nocy.

Zanim zszokowana większość Polaków odliczy na stronach kalendarzy, przysłowiowe 100 dni nowej władzy, nie zostanie kamień na kamieniu po dawnych porządkach (czy nieporządkach).
Spektrum czystek w organach władzy oraz państwowych mediach, przypomina czasy, gdy w Polsce obowiązywał system jednopartyjny i gdy I Sekretarz, poprzez swoich ludzi, podejmował kluczowe dla Polski decyzje.
I te mniej kluczowe też, np. czy zdjąć jakąś sztukę teatralną z afisza. Tym razem we Wrocławiu. Za głębokiej komuny był taki minister od kultury, nazywał się Motyka. Lucjan Motyka.
Mówiono wtedy złośliwie: „Z motyką na kulturę”.
Teraz ministrem w tym resorcie jest prof. Gliński, a vice, to znany z subtelnej kultury Jacek Kurski.
Profesor, od dnia swego zaprzysiężenia, z charakterystycznym skwaszonym wyrazem twarzy (jakby właśnie gryzł cytrynę), ogłosił zamiar wycofania sztuki „Śmierć i Dziewczyna”, której co prawda osobiście nie obejrzał, ale doniesiono mu, że to pornografia na scenie...
Profesor, długo trzymany przez Prezesa na krótkiej smyczy, teraz nareszcie otrzymał resort, w którym ma możliwość zdrowo pohasać. W państwowej TV wielu czołowych dziennikarzy liczy się z zapowiedzianymi zwolnieniami. Rozumiem, że kto się zbytnio nie naraził nowym władcom Polski w przeszłości, będzie warunkowo i czasowo pozostawiony.
Przypomina to stan wojenny Jaruzelskiego, kiedy wybór był klarowny: albo podpiszesz „lojalkę”, albo won na bruk.

Powiedzenie: „Z motyką na kulturę” też by tu pasowało, chociaż nazwisko ministra inne.

I jeszcze jedna retrospekcja.

W 1968 r. po słynnym wystawieniu „Dziadów” delegacja polska bawi się w Moskwie. Breżniew zwraca się do Gomułki:
- Podobno u was w teatrze wystawiono antyradziecką sztukę?
- No tak, „Dziady” – z pokorą stwierdza Gomułka.
- I coście zrobili?
- Zdjęliśmy sztukę.
- Dobrze. A co z reżyserem?
- Został zwolniony z pracy.
- Dobrze. A autor?
- Nie żyje.
- I za to was lubię!

Mamy obecnie czas wielkiej aktywności PiS-owskich czynowników prześcigających się w czołobitności i uwielbieniu Prezesa, budujących mozolnie swoje osobiste kariery.

Szczególnie Prezydent Duda, w swojej mowie wygłoszonej niedawno do Prezesa dał przykład żenującej "wazeliny": Panie Premierze, jest Pan wielkim politykiem, strategiem, ale i człowiekiem. Trzeba być wielkim człowiekiem i patriotą, żeby mimo osobistych ambicji, oddać pałeczkę władzy w ręce ludzi, z którymi pan do tej pory blisko współpracował – tak przemówił w czasie zorganizowanej w Pałacu Prezydenckim uroczystości desygnowania Beaty Szydło na stanowisko Premiera Rządu.

Odżywają wspomnienia o Ceausescu, zwanym przez swoich oportunistycznych uwielbiaczy wschodzącym "Słońcem Karpat".

Jednak, nie zapominajmy – to pycha, nonszalancja, kardynalne błędy kampanijne tłustych kotów z Platformy, "szatańskie wersety" nagrane w knajpie pod Sową, wywindowały partię "dobrej zmiany" na sam szczyt władzy absolutnej.

Jak to mówią: Szacun, Panie Prezesie. Po tylu latach przegrywanych upokarzająco wyborów, nareszcie można pokazać wszystkim Polakom, kto tu naprawdę rządzi.

A dla żarliwie wierzących przesłanie: Teraz jest właściwy czas na zawierzenie Rzeczpospolitej, Najświętszej Panience i Jezusowi Chrystusowi. Niech oboje pokażą, czy pobłogosławią w realizacji „dobrej zmiany” Jarosławowi ps. „Polskęzbaw”.






piątek, 30 października 2015

Szaleństwo i chaos


Chaos i szaleństwo.
Unia Europejska drży w posadach. Przestało być sympatycznie. Wojna na Ukrainie i kryzys grecki, jako główne tematy znikły z mediów. Europą wstrząsają wędrówki ludów z południa na północ w kierunku nowej Ziemi Obiecanej – Niemiec. Przeciekającymi szalupami, w butach i boso, przez pola i lasy, z niemowlętami na plecach, nie tak dawno w upale, a teraz w chłodzie i w deszczu.

De facto szefowa Europy, pani Merkel i większość niemieckich polityków, poddała się, początkowo całkowicie bezplanowo i chaotycznie, humanitarnemu szaleństwu, wysyłając w świat klarowny sygnał o swojej gotowości do przyjmowania wszystkich, którzy pochodzą z państw w których trwają konflikty zbrojne i przybywający mogą powołać się w związku z tym na zagrożenie życia w przypadku deportacji.

Dopiero w ostatnich tygodniach, powoli przychodzi delikatne opamiętanie, w obliczu dramatycznych wydarzeń na granicach Unii i na granicy Austrii z Niemcami.

Nareszcie Thomas de Maiziere i jego ekipa ruszyli tyłki, aby rozpocząć zaległą deportację ok. 200.000 ludzi, którym odmówiono już dawno temu azylu. Są w Niemczech nielegalnie i pracują , ale teraz w obliczu przybywających „nowych”, trzeba dla nich zrobić miejsce.
Niestety, nie będzie to szybki proces. Część tych, którym już odmówiono pobytu, złożą teraz odwołania. Inni natomiast przejdą do podziemia.

Policja i służby graniczne obserwując niekończące się kolumny uchodźców pieszych i autobusowych, pracują nocami, aby sytuację opanować. Nikt nie wie ilu uchodźców jeszcze przybędzie. Dzisiaj, jutro czy pojutrze. Chwilowo jest to niekończąca się rzeka ludzi. Ile jeszcze szkolnych hal sportowych trzeba będzie zamienić na sale wypełnione łóżkami, ilu lekarzy, pielęgniarek, wolontariuszy, musi być do dyspozycji ? Ile łóżek szpitalnych potrzeba od zaraz ?
Ile zestawów higienicznych trzeba będzie rozdać ? I tak dalej.
W debatach telewizyjnych politycy szeregu landów, czy szefowie związków branżowych skarżą się na braki w finansowaniu bieżących potrzeb.

Chociaż trzeba podkreślić, że ścisła czołówka rządzących zapewnia, że budżet niemiecki bez problemu poradzi sobie z finansowaniem kosztów przyjmowania, zakwaterowania i zapewnienia z czasem edukacji imigrantów (nauka niemieckiego i nauka zawodu).
Edukacji mającej na celu jak najszybsze przystosowanie ich do znalezienia odpowiedniej dla siebie pracy. Koła zbliżone do pani Merkel podkreślają optymistycznie, że wszelkie wydatki na imigrantów trzeba traktować nie jak koszty, ale jak inwestycję w dalszy dynamiczny rozwój gospodarczy Niemiec.
Tak brzmi oficjalna linia propagandowa Berlina.

Niemiecka „Ziemia Obiecana” trzeszczy jednak póki co w szwach. Tak jak cała Unia. W obecnej sytuacji brak natychmiastowego postawienia tamy uchodźcom – to zachęta dla następnych dziesiątek tysięcy i cios w jedność i przyszłość całej Unii.
Jako że konflikty zbrojne, tradycyjnie już, toczą się nie tylko w Syrii, ale również w Afganistanie, Erytrei, Sudanie, Iraku, itd., ilość potencjalnych uchodźców jest w zasadzie nieograniczona.
Na świecie toczy się obecnie tyle wojen, że starczy islamskich kandydatów na Europejczyków na następne długie lata.

Widać wyraźnie, że solidarność państw członkowskich UE w obliczu tej katastrofy demograficznej – nie istnieje.
Pani Merkel, niestety w tej sprawie całkowicie bez wyobraźni, dała początkowo lekkomyślnie mocne zielone światło dla przybywających z objętych konfliktami regionów Azji i Afryki.
Fala ludzkiego tsunami ruszyła i dewastuje obecnie, stworzony mozolnie przez wiele lat porządek europejski.
Putin może teraz robić co zechce i robi właśnie to w Syrii. Im więcej nalotów na północy tego kraju, tym więcej uchodźców uchodzi do ojczyzny pani Kanclerz.
Destabilizacja Niemiec i całej Unii, to zrozumiałe marzenie Putina.
Ciśnienie Merkel głównie na Polskę, ale i na naszych sąsiadów, aby skłonić ich do solidarności, będzie rosło wprost proporcjonalnie do wzrostu ilości uchodźców.

To szaleństwo stulecia należy jak najszybciej zahamować. Ale póki co Niemcy są dotknięte przekleństwem decydentów „z jajami”, które nazywa się: poprawność polityczna – czyli: uchodźcom mówimy: Wilkommen ! A na użytek wewnętrzny: Wir schaffen das.
Inaczej postępować Niemcom przecież nie wypada...

Poprawność ta jest szczególnie widoczna w postawach polityków partii CDU/CSU oraz SPD.
Pragnąc uspokoić rodaków, wyliczyli skrupulatnie, że aby kontynuować w kraju obecne tempo wzrostu gospodarczego potrzeba 492.000 nowych pracowników rocznie. Czyli, teoretycznie przynajmniej, obecny rok, w którym spodziewają się blisko 800.000 uchodźców, zapewni im niezakłócony rozwój na następne 2 lata.

Mimo to w niemieckich telewizyjnych programach dokumentalnych przebijają się ostatnio coraz liczniej wypowiedzi nawet niektórych polityków w/w koalicji, sygnalizujących istnienie dramatycznych wydarzeń mających miejsce wśród uchodźców. Krótko: konflikty na tle religijnym, etnicznym i narodowym, od których uciekli do Niemiec, przeniosły się wraz z nimi na gościnną „Ziemię Obiecaną”.
Jak pisałem poprzednio: http://as-kronika.blogspot.com/2015/07/wedrowki-ludow.html , nastąpił import obcych gospodarzom problemów, z którymi teraz muszą sobie pilnie próbować radzić.

Na kanwie konfliktów importowanych w obecnym czasie, warto zapoznać się z bardzo ciekawą sylwetką Sabatiny James, która czasami gości w debatach telewizji ZDF. Ta piękna i mądra kobieta kieruje naszą uwagę na inne problemy z wyznawcami Islamu w Niemczech. Warto o nich pamiętać.


W obliczu powyższych poważnych spraw, mam nadzieję, że przynajmniej nadchodząca zima będzie łagodna.
Dla uchodzących uchodźców i dla nas.

P.S.
A tak na marginesie, o ironio losu: Niemcy, którzy 75 lat temu wymordowali w kilka lat w imię czystości rasy, w obozach koncentracyjnych, 6 milionów Żydów, niedługo będą mieli w swoich granicach podobną liczbę wyznawców Allaha.
Pewien rodzaj późnego odkupienia win ??




środa, 21 października 2015

Na kogo głosować ? Poradnik niezdecydowanego wyborcy


Prawie wszystko już wiemy kim „oni” są, już nudzimy się oglądając wciąż te same twarze w telewizyjnych wywiadach, powtarzające wciąż te same argumenty i bardzo atrakcyjne obietnice.
Do zrealizowania oczywiście w dłuższej perspektywie czasowej, jak mówią, czyli zabezpieczają sobie tyłki, że gdyby nie zrobili tego co obiecali w najbliższych 4 latach, to tylko dlatego, że z winy Tuska ich bilans otwarcia był bardzo niekorzystny i potrzebują dla siebie następnej kadencji.

Patrząc na nich czasami jest mi ich żal, że tak się poświęcają w kampanii, objeżdżając mozolnie cały kraj, aby zmobilizować jeszcze dodatkowo te 10% niezdecydowanych, którzy zapewnią im godną pracę na następne 4 lata.

Debata telewizyjna pań Szydło i Kopacz, dobrze zorganizowana i sprawnie poprowadzona, potwierdziła jedynie dotychczasowe wrażenie o obydwu kandydatkach na ew. szefowe przyszłego rządu.
Pomijając celowo argumentacje obu stron, która niczego nowego ani ciekawego nie zawierała, bo obie panie odpowiadały jak chciały i niekoniecznie na zadawane pytania, lepiej skupić się na tym co zawsze w debatach jest najważniejsze, bo pozostaje w pamięci odbiorcy jako tzw. ogólne wrażenie.
Otóż pani Szydło, według mnie, wypadła o wiele lepiej od konkurentki. Patrzyła w kamerę, czyli mówiła do widza, miała zrelaksowany wyraz twarzy, nieprzesadny uśmiech, gdy słuchała wypowiedzi pani Premier, a gdy sama mówiła, robiła to z dużą energią.
W kontraście do Ewy Kopacz, która, co prawda, lepiej argumentowała, była nieco bardziej merytoryczna, ale często patrzyła w różne strony, a słuchając Beaty Szydło, miała twarz bardzo poważną.
Innymi słowy, Szydło była o wiele bardziej „energetyczna”, i jej wyborcze hasło „Damy radę !” (patrz Obama: Yes, we can, Merkel: Wir schaffen das) jako przekaz, było podane widzom przekonująco. Bez względu na to, czy rzeczywiście dadzą radę. I czy to co dadzą radę zrobić, będzie tym, czego Polacy naprawdę oczekują.

Innymi słowy, debata polegała na recytacji z pamięci i tabletowych ściągawek, od dawna powtarzanych w kampanii zdań. Obie „gwiazdy” często odpowiadały na niezadane przez konkurentkę pytanie. Żaden temat nie został rozszerzony, czy pogłębiony. Niczego nowego się nie dowiedzieliśmy. Na takie debaty szkoda po prostu czasu. Są jak marny film sensacyjny, który oglądamy do końca w nadziei, że zaraz coś „pieprznie”, lecz zamiast tego pojawia się nagle napis „Koniec”.

Natomiast to co miało miejsce bezpośrednio po debacie, a co zostanie na długo w pamięci widzów, to zdecydowane zwycięstwo PiSu i porażka PO. PiS zorganizował mały wiec radości i entuzjazmu młodzieży z flagami, okrzykami poparcia i dobrym mobilizującym „speechem” Szydło, zaś pani Premier na korytarzu TV w obecności ochroniarzy i kilkunastu osób z PO zgasłym głosem i zmęczoną twarzą mówiła smętnie, że nie wie, czy zwyciężyła w debacie, czy nie.

Jakże to podobne było do debaty Duda – Komorowski. Wtedy też kandydat tryskał energią, a Prezydent emanował spokojem i wyważeniem. Aż za dużym spokojem.

Druga debata, pomyślana jako konfrontacja „wielkich” z „małymi” była dużo ciekawsza. Pomijając Korwina i Kukiza mizdrzących się do siebie w celu wyborczego przetrwania, reszta kandydatów w miarę spójnie przedstawiła swoje cele. Z tej grupy wyróżnił się pozytywnie Adrian Zandberg, (Razem), jedyny, który łączy w sobie świeżość, entuzjazm i jasny przekaz.

Nikt z wyborców nie może teraz narzekać, że nie ma w kim wybierać.
Nie ma argumentów dla absencji wyborczej.

I tak:

PiS
to znana od dawna partia i znani nam są jej przywódcy i ich poglądy na prawie wszystko. Są dobrze zorganizowani i zdyscyplinowani. Determinacja maksymalna. Zwycięstwo albo śmierć. Teraz albo nigdy. Bo pewnie nigdy bezpośredni przeciwnicy nie będą tak słabi.

Naiwnym Polakom w kampanii sprytny Prezes obiecał ustami swych ludzi wszystko co możliwe, a szczególnie wiele tego co niemożliwe. To akurat mądry chwyt, bo naiwnych są miliony, część z nich jest głęboko wierząca, w Niepokalaną Zawsze Dziewicę Królową Polski, moc Ducha Świętego, prawość pełnego miłości Ojca Rydzyka itp.


Uwierzą też w uczciwość i moc sprawczą Prezesa – on jeden zbawi ten naród.

Lider taki jak trzeba. Silny i autorytarny. Autorytarność można krytykować, ale w porównaniu z „rozmemłaniem” bezpośrednich konkurentów – jest skuteczna.
Czy mamy w Polsce na dzisiaj innego prawdziwego i skutecznego lidera ??
Żałuję, ale nie widzę.

Jarosławpolskęzbaw” wysunął kandydata na Prezydenta i kandydat zwyciężył. Wysunął kandydatkę na Premiera i protegowana nieźle sobie radzi, chociaż charyzmę ma niemal zerową.
Jest jak księżyc, odbijający światło słoneczne, promieniejące z Żoliborza.

Jeżeli, wyborco, chcesz dać mocnego kopa nieudolnej Platformie, za jej arogancję, samozadowolenie, bardzo częste potknięcia, nieudolności i drobne aferki ministrów-megalomanów – wybierz PiS.

Głosując na obecnie zdecydowanie najsilniejszą partię, trzeba będzie pogodzić się z tym, że tematy obyczajowe, religijne i narodowe będą dominowały w spektrum uwagi nowych decydentów.
Jest to nieuchronne, bo skład przywódców PiS jest stały, a poglądy wszystkim znane. Nie trzeba też się dziwić, że będą triumfowali, lekceważyli i tępili oponentów. Zemsta za dotychczasowe porażki będzie słodka.

Jeżeli, wyborco, jesteś wierzący, módl się, aby nie podejmowali w czasie swojej kadencji, decyzji, które zdystansują nas od Europy, politycznie i obyczajowo, bo traktują Polskę jak przedmurze prawdziwego chrześcijaństwa i opokę tzw. wartości, które definiują nieco inaczej, niż ponad połowa społeczeństwa i reszta Europy.
Módl się więc, czcigodny wyborco PiS, aby twoi zwycięzcy wybrańcy nie uzyskali, broń Panie Boże, większości konstytucyjnej umożliwiającej im dokonanie zmian w Ustawie Zasadniczej, które znajdują się w ich projekcie.
Jeżeli nawet kochasz PiS, pamiętaj, że wszelka władza korumpuje, a władza absolutna korumpuje absolutnie. A taka będzie jeżeli zapewnisz twojemu PiSowi przygniatającą przewagę.
Najkrócej: chcesz aby niepodzielnym władcą Polski był Jarosław Kaczyński ? Głosuj na niego, Macierewicza, Sasina, prof. Pawłowicz, Błaszczaka, Szydło, Naimskiego, Kempę, Wasserman, Ziobro itd.
Ja na nich nie zagłosuję.

PO
to partia, która w obecnym czasie i przy obecnych przywódcach, spełnia kryteria niezbędne aby określić ją mianem loosers. Widać to nawet po ich mowie ciała, gdy występują w telewizji.
Razem z przegranym eksPrezydentem mogą dzisiaj recytować:

Miałeś, chamie, złoty róg,
miałeś, chamie, czapkę z piór:
czapkę wicher niesie,
róg huka po lesie,
ostał ci się ino sznur,
ostał ci się ino sznur.

Biorąc pod uwagę poparcie jakie miała PO przez wiele lat i „własnego” Prezydenta w pałacu, trzeba było wielkiej głupoty i lenistwa, aby to poparcie przetracić.

Myślę, że tzw. afera taśmowa, z nagraniami ujawnianymi stopniowo, jak trucizna sączona po kropli, to największy gwóźdź do trumny tej partii. Nikt, nawet PiS, nie opisał tak krytycznie obrazu państwa, jak ci, którzy nim rządzili na co dzień.

Logiczne byłoby dla mnie, aby w tych ostatnich dniach przed wyborami, sprawcy podsłuchów podrzucili jeszcze kilka „nowych” nagrań, aby dobić konkurenta na finiszu.

Dla dopełnienia klęski, pech chciał, że jedyny lider tej partii dostał bardzo atrakcyjny angaż i wyjechał do Brukseli. Pozostawił partię w rozsypce i na do widzenia mianował Premierkę, która co prawda urząd objęła, ale nie stała się przez to mocnym liderem.
Prezes PiSu bije ją w tym na głowę.

Jej polityka personalna to pasmo porażek większych i mniejszych. Autorytet wśród swoich kolegów ma umiarkowany. Popierają ją dlatego, że jest póki co szefową ich partii i chcieliby załapać się na następną kadencję, ale wiedzą, że dla wszystkich miejsca w Sejmie i Senacie niestety nie wystarczy.

Platformie brak jasno zarysowanej wizji: Jakie są ich cele w długiej, średniej i krótkiej perspektywie czasowej ? Dokąd chcą poprowadzić Polaków ?

PO jak najszybciej potrzebuje lidera-wizjonera i sprawnego teamu realizatorów jego wizji, bo bez lidera, partia wygląda jak armia bez dobrego wodza – lokalni przywódcy rozgrywają swoje bitewki i walczą o swoje regionalne interesy. Taka nie powinna być partia władzy. I taka partia w obecnym wydaniu nią nie będzie.

Niezdecydowany wyborco ! Jeżeli uważasz jednak, że przywódcy PiSu są dla ciebie absolutnie nie do przyjęcia, jeżeli „Jarosławpolskęzbaw” powoduje u ciebie odruch wymiotny i wysypkę alergiczną, to znak, że musisz, nawet z gorączką jesiennej grypy, biec do Komisji Wyborczej i głosować na...
Na jakąś inną partię. Może PO ? I tak nie wygrają, ale przynajmniej dasz im szansę na przemyślenia i dokonanie stopniowej zmiany pokoleniowej, bo z obecnymi „przywódcami” nie mają już szans na większe zwycięstwa.
Z ich profilem liberalnym i proeuropejskim powinni jednak zachować mocną pozycję polityczną w polskiej parlamentarnej opozycji. Gdyby tak się stało, odnowiona PO mogłaby myśleć o sukcesie w przyszłości.

Zjednoczona Lewica

to ugrupowanie-zlepek wyborczy. I sukces osobisty Barbary Nowackiej. Z braku akceptowalnego przez szersze gremia przywódcy SLD czy Twojego Ruchu, wybrano młodą zaangażowaną w politykę działaczkę.
Wysuniętą na czas wyborów, bo Zjednoczona Lewica to zlepek ugrupowań, które marzą o zaistnieniu w nowym Sejmie. Barbara Nowacka to chwilowo kompromis dotychczas słabo powiązanych ze sobą: Leszka Millera i Janusza Palikota. Zresztą w obecnej kampanii BN sprawdza się znakomicie.
Co się stanie gdy ta lewicowa koalicja wyborcza przekroczy 8% próg wyborczy, jak podzieli między sobą trofea ? Zobaczymy.

Plan mocnego zaistnienia w polityce jest taki, że jak mówi sympatyczna pani Barbara „zjednoczona Lewica poprze PiS, jeżeli będzie (on) się wstawiał za ludźmi pracy”. Zobaczmy jak czułe jest na krzywdę ludzką serce pani Barbary po ew. sukcesie 25 października.

Osobiście nie polecam tej niby partii. Za plecami przystojnej pani BN stoją ci sami przywódcy od lat wielu, niektórzy z odznaczeniami jeszcze z PZPR, głowy posiwiałe, ale parcie na władzę wciąż żywe. No i wciąż powtarzają jak mantrę, że bez lewicy nie ma normalnego życia politycznego.
Gdyby tak było, to dlaczego SLD przez ostatnie lata rozpaczliwie walczy o przeżycie, a na czele stoi weteran walki o pokój i sprawiedliwość społeczną wg definicji partii komunistycznej.
Nawet w Niemczech Gregor Gysi odszedł właśnie z polityki, a Leszek Miller dalej trzyma lejce w garści... Nie za długo ? Sam Leszek mawiał wszakże, że najważniejsze jest to, jak mężczyzna kończy.

Kukiz

Kukiz to zjawisko unikalne. To on najbardziej zamieszał w naszej polityce w ostatnich latach. Umiejętnie wyczuł, że przede wszystkim młodzi Polacy postrzegają rządzących jako złodziei, kombinatorów i nieudaczników. Według niego hipotetyczna wygrana PO w obecnych wyborach, oznaczałoby danie jej sygnału, że w nowej kadencji „anything goes”, czyli kradniemy dalej, jesteśmy nie do zastąpienia, a gospodarczo i tak jakoś się wszystko ułoży bez specjalnego wysiłku.

Nie jest to do końca prawda, bo i kraj nasz jest gospodarczo na krzywej wznoszącej i zanotował istotny postęp w wielu dziedzinach. I przeszedł kryzys światowy suchą stopą.

Kukiz jest jednak liderem, prawdziwym ludowo-młodzieżowym liderem, który wzbudza emocje i chociaż jego wizje zmian są mało klarowne, chaotyczne i oparte na odczuciach bardziej, niż na spójnych kalkulacjach ekonomicznych, to sprawia wrażenie niesionego wizją poprawienia, jego zdaniem, rażących błędów obecnej administracji.

Aby odegrać istotną rolę w przyszłym Sejmie, od jakiegoś czasu nie atakuje PiSu, przewidując, że w przypadku gdy ta partia nie osiągnie odpowiedniej do samodzielnego rządzenia większości, złoży jej ofertę koalicyjną i powalczy o stanowiska w rządzie.
Uważam, że to sprytny plan przywódcy, który jeszcze nie tak dawno był znany wyłącznie ze śpiewania.

PSL

Jeżeli by nie weszło do parlamentu, to PiS przejmie elektorat chłopski, co nie powinno budzić zdziwienia. Kolesiostwo, nepotyzm i brak lojalności koalicyjnej nie przysporzyło zwolenników tej „odwiecznej” partii. Z kolei sami ludowcy byliby bardzo zdziwieni swoją ewentualną porażką wyborczą, gdyż dotychczas zawsze jakoś lądowali na czterech łapach.

Nowoczesna

Jako nowa partia w wyborach, ma tę niewątpliwą zaletę, że nie zweryfikowana politycznie, nie ma też na sumieniu żadnych grzechów. Ma młodego i fachowego gospodarczo przywódcę i absolutnie zasługuje na miejsca w Sejmie. Gdyby Nowoczesna nie weszła, to tak jakby trener piłkarski nie sprawdził zdolnego piłkarza, tylko trzymał go na ławce rezerwowych.

Razem

Adrian Zandberg to człowiek, na którego warto głosować. Jeżeli jesteś, wyborco, za zmianą pokoleniową w polskiej polityce, to jest facet, którego nie powinno się pominąć w wyborach do przyszłego Sejmu. Głosuj na niego, sprawdzisz wtedy przez 4 lata, czy dobre wrażenie, które zrobił podczas debaty, przełoży się na jego i jego ludzi działalność w parlamencie.

Korwin

Jest to partia „dla amatorów”. Amatorów silnych wrażeń. Jeżeli zależy ci, wyborco, na wątpliwej rozrywce podczas wystąpień sejmowych tego pana, oddaj na niego swój cenny głos. Warto ?

Zamiast podsumowania tego „Poradnika”, jedna prośba do ciebie: Idź i zagłosuj 25-go !
I zmobilizuj do tego również swoją żonę/męża, partnerkę/partnera, konkubinę/konkubenta, kochankę/kochanka, ich synów i córki, babcię i dziadka, a nawet znajomych.

To ważne wybory.



czwartek, 9 lipca 2015

Wedrówki ludów


Cała opozycja bezlitośnie krytykuje rząd PO/PSL za bezczynne przyglądanie się emigracji młodych w wieku 25-35 lat, tych nie wykształconych, ale szczególnie tych z wykształceniem zawodowym i wyższym, tych znających języki, w poszukiwaniu lepszych warunków życia i pracy.
Młodzi, dobrze wyedukowani Polacy, są mile widziani w rozwiniętych krajach, w których brakuje ambitnych, łatwo integrujących się ludzi i których obecność nie spowoduje zagrożeń konfliktami na tle religijnym, czy terroryzmem.

To ważny aspekt. Warto wiedzieć, że niemiecki minister spraw wewnętrznych Thomas de Maiziere, ocenił liczbę dodatkowych funkcjonariuszy policji, których potrzebuje zatrudnić od zaraz, tylko do śledzenia kilkuset islamistów z paszportami niemieckimi, powracających z terrorystycznych szkoleń w Syrii i Iraku - na 20.000 osób !

Z Polakami nie mają Niemcy żadnych takich problemów.

PO jest stale atakowana za bezczynność, bo nasi emigranci zubażają znacznie nasz rodzimy rynek pracy. Dla bardziej zrównoważonej oceny problemu emigracji z Polski, trzeba jednak zdać sobie sprawę, że Polska żyła przez dziesiątki lat za żelazną kurtyną, a możliwość swobodnej emigracji za pracą, to praktycznie ostatnie 10 lat.

Brain drain, czyli drenaż mózgów, jako zjawisko, istnieje od starożytności, a stosunkowo niedawno, bo w latach 70-tych ub. wieku spędzał sen z oczu Anglikom, którzy skarżyli się na brain drain z UK do USA. Tak, z Anglii do Stanów !

A więc bez paniki. Wkrótce i powoli rozpoczną się powroty, oczywiście tylko pewnej części. Reszta, która zaaklimatyzuje się, pośle swoje dzieci do miejscowych szkół, poczuje wiatr w żagle, rozwinie swoje skrzydła w Anglii, Francji, czy Niemczech, i pozostanie tam.

Braki na rynku pracy będziemy stopniowo musieli uzupełniać, w miarę potrzeb, np. z Ukrainy. Może w przyszłości także z Indii, może z Chin.
Migracje ludności to zjawisko normalne. I trzeba będzie się z tym w bardzo homogenicznej Polsce stopniowo oswajać.

Emigracja z Polski będzie maleć zależnie od wzrostu tempa tworzenia nowych krajowych miejsc pracy, a to zależy od koniunktury światowej i polityki naszego rządu. Na to drugie, na szczęście, mamy wpływ. I to musi stanowić absolutny priorytet w realizacji wizji przyszłej Polski, dla każdego prezydenta i każdego rządu.

Refleksja: istotne jest, aby napływający do nas imigranci, nie pochodzili z krajów islamskich, gdyż jak widać po innych krajach EU, stanowią oni źródło niekończących się problemów i konfliktów, z którymi nasi sąsiedzi zachodni (i północni) nie zdołali sobie poradzić przez dziesięciolecia.
Za cenę tzw. humanitarnego podejścia do uchodźców, zafundowali sobie stopniową utratę tożsamości narodowej, kulturowej i religijnej.
A w konsekwencji, wzrastające zagrożenie terroryzmem w postaci powracających ze „szkoleń zagranicznych” dżihadystów, którzy wracają, by zagrzewać swoich współbraci do kolejnych wyjazdów edukacyjnych do państwa islamskiego.

Celem nadrzędnym tej coraz intensywniejszej „turystyki” jest rozsadzenie od wewnątrz europejskich państw, dawnych miłosiernych gospodarzy, którzy z otwartymi ramionami witali biednych uchodźców przez całe dziesięciolecia.
Ich aktualnym celem nadrzędnym jest ustanowienie kalifatu, po trupach chrześcijan, którzy tę Europę zbudowali.

FAKT: Nic tak mocno nie dzieli ludzi, jak religie, i w dziejach ludzkości, nic nie spowodowało (i nie powoduje) tylu ofiar śmiertelnych, co konflikty na ich tle.

W obecnych czasach powyższe zdanie winno stanowić podstawę myślową do odmawiania zezwoleń na pobyt w naszym kraju uchodźców z państw islamskich.
 
To twarda konieczność naszych czasów i wszelkie „miłosierne rozmemłanie”, litość dla „pokrzywdzonych muzułmanów” itp. nie może zdominować chłodnego i racjonalnego myślenia.
Myślenia o tym, że:
  • w samym tylko bieżącym roku przybyło do Unii ponad 153.000 osób
  • jest to ponad 140 % więcej niż w roku 2014
  • szacunkowo, czeka już na wypłynięcie do UE kolejne 2.000.000 osób
  • natomiast, ONZ szacuje liczbę potencjalnych emigrantów do Europy, pochodzących z tzw. obszarów objętych konfliktami na tle etnicznym i religijnym – na ok. 60 milionów !
Część z nich stoi przed groźbą utraty życia, ale ogromna większość chce po prostu otrzymać pracę, opiekę zdrowotną, bezpłatną naukę nowego języka, meczety, mieszkania, wykształcenie, zapewnienia lepszej przyszłości swoim dzieciom i możliwość zrobienia kariery. To normalne dla człowieka, ale czy Europejczycy nie mają podobnych, a nie rozwiązanych, problemów ??

Obecne masowe przyjmowanie kolejnych fal imigrantów nasuwa porównanie do Układu z Schengen. Ekspresowe, a nieuchwalone, de facto, Schengen dla przypływających wyznawców Islamu.
    • Czy chodzi o to aby „rozcieńczyć” chrześcijańskie wartości Europejczyków ?
    • Czy Europa nie ma własnych poważnych problemów ekonomicznych, bezrobocia, obszarów nędzy i ubóstwa i bieżących konfliktów powstałych w wyniku forsowanej od dawna głupiej i nieskutecznej polityki „multikulti” ?
    • Czy chcemy organizować i płacić za dodatkowe siły policyjne do śledzenia napływających zakamuflowanych dżihadystów ?
    • Czy Polska chce bezmyślnie dołączyć do grona państw europejskich, które oczekują na kolejne i nieuchronne zamachy samobójcze organizowane przez własnych brodatych obywateli ?
    • Czy naprawdę chcemy importować poważne problemy etniczno-religijne ? Własnych już nie mamy ??
    • Czy, jako gościnni gospodarze, w duchu miłości chrześcijańskiej, otworzymy szeroko ramiona przed wyznawcami totalnie obcej nam religii, zgodnie z którą w ich ojczyznach odbywają się codziennie „zabiegi” obrzezania dziewcząt, kamienowania i odrąbywania głów maczetami ??
Zainteresowanym gorąco polecam lekturę wydanej w zeszłym roku w Niemczech świetnej książki autora Hamed Abdel-Samada - Der islamische Faschismus.
 
Półżartem (chociaż to śmiertelnie poważny temat) można powiedzieć, że musimy, my Europejczycy, a szczególnie my potomkowie króla Jana Sobieskiego z pod Wiednia, odeprzeć pełzającą ku nam inwazję mahometan, którą los funduje obecnie Europie, chyba w odwecie za nasze niegdysiejsze krwawe Wyprawy Krzyżowe...
 
___________________________________________


Przeczytaj na ten sam temat: http://as-kronika.blogspot.com/2010/04/w-warszawie-ogoszono-ze-powstaje-nowy.html