środa, 11 lutego 2015

Zmarnowany czas na pielgrzymki



Ostatnio nasilił się bardzo ruch pielgrzymkowy: Pani Merkel z panem Hollande do Moskwy, ale z dwoma stopoverami – w Warszawie (krótko) i w Kijowie (dłużej). W Moskwie czas na 5 godzinną modlitwę na Kremlu, noclegi i powroty do swoich ojczyzn.
Następnie pani Merkel do pana Obamy, potem do pana Harpera i z powrotem do swojej bazy w Berlinie.

Obecna wycieczka zbiorowa do Mińska ma stanowić ukoronowanie ostatniego sezonu pielgrzymkowego. Odbywa się w sytuacji, kiedy pan Putin nie ma żadnego interesu, żeby wygaszać swoją pełzającą inwazję. Odwrotnie – właśnie teraz zarządził ćwiczenia wojskowe z użyciem sił powietrznych przy granicy z Ukrainą. A na ziemi dudnią działa i latają rakiety.

Zdjęcia z nieprzytulnej, „katedralnej” sali konferencyjnej w Mińsku pokazują bezsensownych rozmiarów wielki stół, gdzie każdy siedzi w dużej odległości od drugiego. Pokazują też mowę ciała pana Putina, bardzo wyraźnie olewającego całe to przybyłe rozmodlone grono.

Inicjatorka spotkań, miła pani Merkel, postępuje jak kobieta, która wciąż wierzy, że pan P. się zmieni, chociaż nigdy w przeszłości nie dotrzymywał danego słowa, danego nawet na piśmie przy świadkach...
Zarzeka się pani Merkel, że w stosunku do pana P. nigdy nie użyje przemocy (czytaj: broni), co najwyżej środków taktownej perswazji. Śmiechu warte.

Takie postępowanie nie sprawdza się zarówno w życiu osobistym, jak i w stosunkach międzynarodowych. Kontynuowane zaś, zwiększa tylko frustrację i upokorzenie jednej strony, a pobłażliwe lekceważenie drugiej.

Tyle „wspaniałych” metafor.

Brutalna prawda jest taka, że Putin traktuje od dawna cały Zachód jak grupę podstarzałych i zamożnych impotentów, którzy dążą do zdyscyplinowania go, grożąc mu drżącym palcem wskazującym. Zastosowane sankcje oczywiście szkodzą, z jednej strony, gospodarczo Rosji, ale z drugiej jedynie wzmacniają w tym narodzie poczucie „oblężonej twierdzy”. Naród rosyjski poradzi sobie w dużo gorszej od obecnej, sytuacji. To, czym dla życia „człowieka zachodniego” jest survival trip, dla Rosjanina z interioru jest codziennością.

Powodem i praprzyczyną mnóstwa popełnianych przez Zachód błędów taktycznych, jest niezrozumienie od wielu lat intencji Putina, ale też i niezrozumienie „duszy” rosyjskiego narodu.
Niezrozumienie przez Zachód Rosji i Putina jest takie samo, jak niezrozumienie przez USA krajów arabskich i ich wewnętrznych odmienności, polegających na innych, nazwijmy to „subreligiach” w ramach Islamu, czy ich historii chociażby w ostatnich stu latach.

Zza biurek w Białym Domu, czy w Pentagonie podejmowane są decyzje, które z jednej strony mają potężne reperkusje na całym świecie i dla samych Stanów, a z drugiej pokazują jak bardzo intencje i spodziewania decydentów, rozmijają się z rzeczywistością. Wystarczy przypomnieć sobie proces propagandowego przygotowywania opinii publicznej świata, przez prezydenta George W. Busha i jego drużynę, do agresji na Irak.

Ile popełniono wtedy głupot, ile wyprodukowano prymitywnych fałszerstw, aby uzasadnić konieczność inwazji w 2003 roku. Spodziewano się przecież błyskawicznego triumfu, który zresztą sam radosny i pozbawiony wyobraźni prezydent ogłosił już w maju tegoż roku (Mission Accomplished !)... Powinien był raczej wykrzyknąć: Otworzyłem puszkę Pandory !

(Dysponował on informacjami m.in. z CIA , mającej wtedy roczny budżet w wysokości 45 mld $. Czy były to pieniądze dobrze wydane ?)

Powstanie i rozkwit ISIS mają przecież korzenie w tamtej inwazji.

Obecne postępowanie całego Zachodu w stosunku do Putina też opiera się na niezrozumieniu narodu rosyjskiego i jego charyzmatycznego przywódcy. Pielgrzymki Mamy Merkel po świecie w intencji nawrócenia Grzesznika, potęgują jedynie wrażenie słabości i strachu przed możliwością poważniejszego konfliktu.

Życiowa misja Putina to osiągnięcie przez Rosję uznawanego na całym świecie statusu wielkiego mocarstwa na równi ze Stanami. Mocarstwa, które samo potrafi ustanowić swoją strefę wpływów w Europie.

Ukraina właśnie leży w tej strefie.

Powszechnie u nas w Polsce, ale nie tylko tu, panuje Schadenfreude, że „Ruscy” dostają gospodarczo po dupie i że może ich to nauczy, aby licząc się z Zachodem, z czasem wycofać się z Donbasu, a może i z Krymu. Takie senne marzenia kastrata o orgazmie.

Rosyjski naród nigdy nie był rozpieszczany przez historię i swoich ponurych, a okrutnych, przywódców. Sankcje nie mają większego znaczenia dla przeciętnego obywatela. Pewne niewygody, czy drożyzna, zwiększają jedynie niechęć do Zachodu, ale nie spowodują żadnej rewolucji, czy marszy głodowych. Poziom życia Rosjan, w ich odczuciu, nigdy nie był tak wysoki i wciąż rośnie. Właśnie za Putina.

Demokracji w naszym rozumieniu nie potrzebują ! Ani wolnych mediów !

Potrzebują i zawsze potrzebowali silnego przywódcy, budzącego strach. Szczególnie za granicą. I takiego właśnie mają.

Rosjanie nie wyzbyli się schematów myślowych rodem z komunizmu. Jak za dawnych czasów piszą skargi do Putina o pomoc w dramatycznych dla siebie sytuacjach, powierzając swoje dramaty Wielkiemu Przywódcy, który od czasu do czasu, w obecności swoich mediów ustawia bezdusznych lokalnych oligarchów „do pionu”. Prezydent – przewodnik i opiekun narodu.

Rosjanom wraca poczucie dumy narodowej, które stracili po upadku Komuny i imperium.

Cieszą się ze zdobycia Krymu przez Putina, praktycznie bez ofiar w ludziach. Porównanie z Anschlussem Austrii jest tu całkowicie uprawnione. Sprawdzone wzorce nadają się do kopiowania.
Również logiczna koncepcja przebicia korytarza zaopatrzeniowego z Rosji na Krym. Dokona Putin tego tak szybko, jak to będzie możliwe. Po drodze jeszcze kilka „prawie ostatecznych” rozmów z Mamą Merkel, Steinmaierem, czy Hollandem, parę tygodni ostrzałów rakietowych i bombardowań z powietrza, parę tysięcy ofiar, i korytarz przebity.

Wtedy wprowadzone będą prawdopodobnie następne żałosne sankcje: kolejnych 100 ważnych osób z Rosji dostanie „szlaban” na wizy do EU i kilku prominentnych zachodnich polityków, łącznie z Obamą, wyrazi wielkie oburzenie i stanowczy protest. Obama prawdopodobnie powtórzy groźnie, że „all options are still on the table” i to by było na tyle.

Trzeba sobie wyraźnie powiedzieć: Nikt na Zachodzie nie będzie umierał za Ukrainę, tak jak kiedyś nie chciano umierać za Gdańsk. Ukraina jest dzisiaj wyłącznie na łasce Putina. Tzw. opcja dyplomatyczna rozwiązania konfliktu, to mieszanie łatwowiernym ludziom w głowach.

Los Ukrainy został przesądzony w momencie ucieczki Janukowycza i ogłoszenia, że kraj ten dołączy do UE i NATO. I nie dziwmy się, że Putin zaryzykował i zareagował.

Kto by chciał mieć nieprzyjazne państwo i wrogi sojusz na swojej granicy ?

McCain (tym razem w Monachium) zdecydowanie poparł dozbrajanie Ukrainy w broń defensywną, nie dlatego, że Ukraina pokona wtedy rosyjskie wojska, ale aby utrudnić Putinowi dalszą agresję i zwiększyć koszty jego „wyprawy”. Ale McCain obecnie, niestety, nie decyduje.

Ronald Reagan, niestety, dawno nie żyje.

Na Zachodzie decydują aktualnie ludzie bojaźliwi i bez wyobraźni.
Nie rozumieją, że jeżeli partner nie honoruje podpisanych umów, należy zastosować wobec niego argumenty z sektora siłowego. Trzeba jedynie przeprowadzić wewnętrzną debatę, co do wyboru środków i warunków ich użycia. Czas od dawna nagli.

Pamiętajmy wciąż co powiedział Winston Churchill po podpisaniu Traktatu Monachijskiego przez Chamberlaina: "The gov­ern­ment had to choose between war and shame. They chose shame. They will get war too." ("Rząd musiał wybrać między wojną i hańbą. Wybrał hańbę. Wojnę też będzie miał").






czwartek, 29 stycznia 2015

Auschwitz


Mój nowy Minister Spraw Zagranicznych – jestem Polakiem, więc to mój minister – nie zaprosił Putina na 70 rocznicę wyzwolenia obozu Auschwitz, motywując to tym, że do obozu pierwsi wkroczyli Ukraińcy, a nie Rosjanie. Szkoda, że tak głupio się zachował mój minister od bardzo ważnych spraw mojego kraju.

Trzeba wyraźnie oddzielić jego bezkompromisowość w ocenie obecnej działalności Putina, czy posiadanie własnego zdania, od strategicznej głupoty faceta na tak kluczowym stanowisku. Konsultował on tę swoją decyzję z premier Kopacz, z Prezydentem ? Mam nadzieję, że nie.

W końcu to wyróżnienie Ukraińców kosztem Rosjan (ciemna historycznie karta wielkich antypolskich zbrodni: Banderowcy, UPA), to odwrócenie kota dupą, gdyż powszechnie wiadomo, że obóz wyzwoliła, po drodze do Berlina, Armia Czerwona, składająca się z ludzi pochodzących, co prawda, z 39 różnych nacji, ale z ogromną przewagą Rosjan. Gdyby Schetyna dowiódł, że pierwszych kilkudziesięciu żołnierzy, którzy przekroczyli bramę z napisem Arbeit Macht Frei, to byli z pochodzenia Uzbecy, to czy zaprosiłby, zamiast Putina, prezydenta Uzbekistanu ???

Czy Schetyna pamięta wypowiedź Petra Poroszenki, który we wrześniu ub. roku powoływał się na bohaterskość UPA ?

UPA to była organizacja faszystowska. Popełniała bestialstwa tak okrutne, że Polacy szukali schronienia u Niemców. Zachodni Ukraińcy, (bo wschodni mają do niej krytyczny stosunek), utożsamiają się z tradycją UPA. UPA, według dotychczasowych badań, zamordowała ok. 100.000 Polaków.

Panie Schetyna, obudź się Pan, zacznij myśleć i dorośnij do swojego stanowiska !

Wiadomo, że Putin nie jest napewno ulubieńcem Polaków, ale minister spraw zagranicznych nie powinien realizować swojej głupiej osobistej polityki z okazji tak niekontrowersyjnej, a ważnej rocznicy, jak 70-lecie wyzwolenia największego obozu koncentracyjnego Europy.

Szkoda, że ten nowy minister wzmacnia, bez potrzeby, wizerunek Polaków, jako maniakalnie ekstremalnych rusofobów.

Również szkoda, że ten poprzedni, z kolei, uwikłany jest w kompromitujące afery, jak podsłuchowa, dotycząca jego wywiadu dla portalu Politico, czy obecna, dotycząca tzw. kilometrówek.

Czy doczekamy się na tym ważnym stanowisku kiedyś kogoś, formatu np. Krzysztofa Skubiszewskiego, posiadającego (3 w jednym): kulturę osobistą, niekwestionowaną uczciwość i polityczną rozwagę ?














poniedziałek, 12 stycznia 2015

Szczęśliwego Nowego Roku !




Szczęśliwy” Nowy Rok zaczął się we Francji od zamachów. Pobożni islamiści dali swoim rodakom raptem tydzień noworocznego spokoju, a następnie rozpoczęli realizację swojej naczelnej misji globalnej: wstrząsnąć „niewiernymi”; przerazić świat „krzyżowców” i Żydów, tak, aby zrozumieli wreszcie, że czas bezkarnego medialnego znieważania Proroka odszedł był w niebyt dziejów.

Przekaz jest jasny: następstwem karykaturowania Mahometa będzie odtąd kara śmierci.

Swoją drogą, kto Go widział ? Kto wie jak wyglądał, żeby móc Go skarykaturować ? To akurat dla sprawców morderstw nieważne. (W Islamie obowiązuje zasada anikonizmu).

Ważne jak Francuzi zareagują, gdy kurz opadnie – czy pismo „Charlie Ebdo” będzie kontynuowało dotychczasowe tematy przy pomocy nowych ludzi, czy podobizny (?) Proroka ukażą się w innych pismach ?

Czy francuska wrażliwość religijna jest do pogodzenia z wrażliwością islamską ?

Czy zamachy islamistów będą konsekwentnie kontynuowane w celu dalszego zastraszania i terroryzowania ludności ? Jak zareaguje francuska ulica, bo politycy na pewno odważnymi frazesami. Sugerowałbym politykom, socjologom i komentatorom medialnym, aby dali jasny sygnał, że spokój i bezpieczeństwo francuskiej społeczności islamskiej zależą bezpośrednio od jej postawy obywatelskiej, współpracy z policją itd.

Wyznawcy Proroka w miastach francuskich powinni się liczyć z „gniewem ludu” w przypadkach zbrodni popełnianych w Jego imieniu, w celu rzekomej obrony Jego czci itp.

Nie dziwiłbym się, gdyby na początek, podpalono kilka meczetów, lub pobito kilku imamów – tych najbardziej agresywnych. Myślę, że zasada nastawiania „drugiego policzka” nigdy nie zdaje egzaminu. Jeżeli siła argumentu nie działa, należy zastosować argument siły.

(Salman Rushdie wciąż się ukrywa z powodu fatwy, duński karykaturzysta Kurt Westergaard, 80, z Jyllands Posten, ma stałą ochronę policyjną, redakcja czasopisma również).

Francja ma ponad 5 mln mahometan, słabo zintegrowanych i mocno zantagonizowanych przez dotychczasową politykę kolejnych rządów. Obrzeża dużych miast przypominają biedny arabski Bliski Wschód, a ludzie często nie znają francuskiego. Nędza, brak perspektyw, brak inicjatyw integracyjnych ze strony kolejnych rządów, potęguje wśród Mahometan poczucie upokorzenia. Jedyne co mają, to wiara w Proroka i tego Proroka i tej wiary będą bronić do swojej męczeńskiej śmierci. Kto z Francuzów tego nie rozumie, skazany jest na działania wyłącznie reaktywne: ściganie i karanie terrorystów po kolejnych zamachach.

W dzisiejszym „marszu przestraszonych” w Paryżu wzięli udział czołowi politycy 40 państw i Prezydent Tusk. Oraz reprezentanci rządu Rosji, kraju znanego z wolności mediów - około 20 niezależnych dziennikarzy zastrzelonych przez „nieznanych sprawców”. Oraz ok. 5 milionów Francuzów. „Nous sommes Charlie” - to hasło główne całego marszu. Atmosfera wzniosła i wspaniała, największy marsz od czasów zakończenia II wojny światowej. Przekaz ogólny: jesteśmy solidarni i zjednoczeni w hołdzie pomordowanym.

A tak naprawdę, jakie jest nastawienie różnych środowisk we Francji pokazał obszerny reportaż kanału Al Jazeera z Marsylii: Tamtejsi Francuzi są pewni, że „Charlie Ebdo” dopiero zapoczątkował serie zamachów. 63% Francuzów uważa, że Islam jest nie do pogodzenia z wartościami wyznawanymi przez społeczeństwo tego kraju.

Żydzi są przerażeni i przekonani, że władze francuskie nie zapewnią im bezpieczeństwa. Trudno żyć w sytuacji, w której szkoły, synagogi i nawet koszerne spożywczaki będą na stałe obstawione policjantami. Prezydent Netanyahu powiedział im jasno: Kto nie czuje się bezpiecznie we Francji, niech przeprowadzi się do Izraela. Główny rabin Paryża w komentarzu do tej wypowiedzi mówi nieśmiało, że lepiej by było, gdyby dzieci mogły jednak dalej mieszkać i uczyć się we Francji...

A islamiści, w tym samym reportażu, są głęboko podzieleni, na tych którzy są przeciwni zamachom i na tych, którzy odmawiają zajęcia stanowiska... Ci ostatni, to prawdopodobnie kandydaci na wyjazd „na stypendium”do Syrii na szkolenie i niezbędne praktyki poprzedzające powroty. Z tej formy edukacji skorzystało lub korzysta już ponad 700 osób...

Wyznawcy Islamu uważają się za pokrzywdzonych gdyż rząd francuski zakazał noszenia burek i hijabów, buduje się za mało meczetów zmuszając wyznawców do modlitwy na ulicach, dyskryminuje się ich w poszukiwaniach pracy i w dostępie do nauki itd.

Jeżeli jest im tak niedobrze, to niech skorzystają z sugestii prezydenta Netanyahu odnośnie Żydów. Zawsze jest jakieś wyjście.

Prawda jest bezlitosna. Nic tak nie dzieli ludzi, jak religia, a więcej ludzi zginęło podczas wojen religijnych niż we wszystkich innych konfliktach zbrojnych.

Świat ludzi przechodzi przez różne etapy cywilizacyjne i obyczajowe. Wiązały się one zawsze z chęcią podbojów, przejęcia władzy nad nowo zdobytymi obszarami, rabunkiem bogactw i dominacją religijną zdobywców – czyli: mój bóg jest jedynym prawdziwym bogiem, a twój bóg jest do dupy. Lepiej żebyś przyjął moją wiarę po dobroci, albo utniemy ci łeb. Ten rodzaj „tolerancji” religijnej jest uprawiany do dziś. I przetrwa na wieki, bo wciąż rodzą się świeże pokolenia, które „odkrywają” nowe, według nich, wartości i zasady życia społecznego.

Kiedyś Giordano Bruno i wielu innych poległo na ołtarzu takiej tolerancji, w imię obrony jedynie słusznych wartości, a w obecnych czasach wojującego Islamu, giną z rąk jego wyznawców „krzyżowcy”, ateiści, geje, Żydzi i inna „niewierna” czy zdegenerowana swołocz.

I tak będzie, według wyznawców Proroka, aż do ostatecznego zwycięstwa Islamu.

Na obecnym etapie historycznym Islam jest religią super agresywną i bezkompromisową, nie bierze zakładników, likwiduje ich na miejscu. Nie wygrasz z młodymi ludźmi, którzy stoją przed prostym wyborem: albo życie w upokorzeniu i bez perspektyw, albo w wyniku śmierci w czasie zamachu na „niewiernych”, na chwałę Proroka i w imię wyznawanych wartości, ekspresowo, w raju z dziewicami. Jasny i zrozumiały na każdym poziomie intelektualnym przekaz, szkoda że w chrześcijaństwie brakuje podobnie atrakcyjnego i klarownego. Może to wynik braku odpowiedniej ilości dostępnych w niebie chrześcijańskich dziewic...

Pewnie dlatego corocznie rośnie liczebna przewaga wyznawców Islamu nad „krzyżowcami” o kolejne ca. 30 mln ludzi.

W czasie dzisiejszego paryskiego marszu zauważyłem, moim zdaniem, kluczowe pytanie na wielkim transparencie: „Jak do tego doszło ?” Otóż to.

Po II wojnie światowej, systematycznie, dzięki ludzkiej pracowitości i planowi Marshalla, Europa Zachodnia wkroczyła na drogę przyspieszonego rozwoju gospodarczego. Szybko okazało się, że brakuje rąk do pracy. Kraje takie jak Niemcy, Francja, Wielka Brytania i kraje skandynawskie sprowadzały robotników (wtedy jeszcze nie uchodźców – prawdziwych i rzekomych) z takich krajów jak Turcja i Hiszpania (głównie do Niemiec), Włochy (do Skandynawii), do Wielkiej Brytanii z dawnych brytyjskich kolonii, a do Francji również, m.in. z Algieru. PKB rosło, przyjezdni radośnie odwalali kawał ciężkiej fizycznej roboty i byli niezmiernie wdzięczni za możliwość zarobków, o których w swoich krajach by tylko marzyli.

Z czasem, w wyniku łączenia rodzin, liczba ich coraz szybciej rosła. Tam, gdzie „nowi” pochodzili z krajów chrześcijańskich, z integracją nie było problemów, małżeństwa mieszane były na porządku dziennym. Natomiast w krajach, do których zawitał Islam, początkowo było podobnie bezkonfliktowo, szybko jednak stało się jasne, że o integracji mowy być nie może.

Tutaj „nowi” domagali się osobnych szkół i meczetów, finansowanych przez bogacące się państwa-gospodarzy.

A gdy tylko otrzymali nowe obywatelstwa i paszporty, zdarli z siebie maski pokory i wdzięczności, pokazując gospodarzom duży środkowy palec. Po paru dziesiątkach lat Europa Zachodnia zmieniła swoje oblicze. Ostatnie wydarzenia we Francji pokazują, bez osłonek, do czego prowadzi państwowa skrajna głupota w polityce imigracyjnej.

Dlatego uważam, że Marie Le Pen ma rację w sprawie proponowanych ograniczeń w tej dziedzinie – chociaż to do czego dąży, porównać można do spóźnionego leczenia raka, który wykryty był już dawno temu, ale, nie leczony, spowodował liczne przerzuty. Nawet jeżeli pani Le Pen dojdzie do władzy i jej plan się urzeczywistni, będzie to, niestety, musztarda po obiedzie.

Skandalem i kompromitacją wielkiego europejskiego państwa jest fakt, że jego obywatele będą żyć w permanentnym napięciu, że redakcje pism mają stałą ochronę policyjną, wzmocnione patrole policyjne na ulicach i inwigilację własnych obywateli. Oraz szeroką wymianę informacji co do własnych obywateli, z innymi państwami - wszystko po to, aby móc w miarę normalnie żyć i pracować na co dzień.

Elity intelektualne w tych krajach zachodnich, które w imię poronionej idei pseudo-humanitaryzmu,
akceptowały w ostatnich dziesięcioleciach, wyznawców Islamu jako uchodźców, zgotowały swoim rdzennym obywatelom koszmar strachu i niepewności, tak wyraźnie demonstrowanych podczas dzisiejszego marszu przestraszonych i zszokowanych.

Nasza kochana Ojczyzna jest, póki co, krajem homogenicznym, bez napięć etnicznych, kulturowo-obyczajowych i co najważniejsze, religijnych. Jednak obserwując kraje zachodnie musimy być niezmiernie czujni i mądrzy w naszej polityce imigracyjnej.

Tak, brak akceptacji imigrantów z przyczyn religijnych, to praktyczny nakaz instynktu samozachowawczego naszego narodu. Multi-kulti is for the birds .

Polaku, bądź mądry przed szkodą i ucz się na błędach innych !

_________________________________________________________

Przeczytaj na podobny temat mój wpis z przed 5 lat:
http://as-kronika.blogspot.com/2010/04/w-warszawie-ogoszono-ze-powstaje-nowy.html

 




piątek, 12 grudnia 2014

Prostytucja międzynarodowa


Nikt nam nie powie, że czarne jest czarne, a białe jest białe” – jak powiedział Prezes Kaczyński. Otóż właśnie o to chodzi, aby „odpowiednie dać rzeczy słowo”. Dodam: I nazywać rzeczy po imieniu.

Bieżąca gorąca dyskusja w mediach z udziałem dziennikarzy i polityków różnych opcji obraca się wokół tego, czy Polska, a konkretnie jej ówczesny Prezydent oraz Premier ponoszą odpowiedzialność za kłamstwa dotyczące rzekomej niewiedzy o istnieniu więzienia CIA w Starych Kiejkutach. Oraz za tortury więzionych tam ludzi. Oraz za plamę na wizerunku Polski, państwie suwerennym i katolickim.

 
W wywiadzie w TVN24 u Moniki Olejnik, Kwaśniewski wił się jak piskorz i twierdził, że nie wiedział nic o torturowaniu tamtejszych „przyjezdnych”. Zresztą, jak powiedział, robili to Amerykanie, nie Polacy, więc po co teraz ten szum...

Dla niego największą katastrofą jest fakt, że raport CIA przyznaje, iż wszystkie przez wiele lat stosowane „wzmocnione metody przesłuchań” - piękny eufemizm – nic nie dały, niczego istotnego nie wniosły.

Chociaż to zupełnie inne sprawy, czuć było w tym wywiadzie bezczelne kłamstwo dwukadencyjnego i dwulicowego Prezydenta, brzmiącego podobnie jak drobny kłamca Hoffman tłumaczący się z przekrętu na marne 1800 zł. w tydzień po powrocie z Madrytu.

Jeżeli Kwaśniewski i Miller nie wiedzieli nic o torturach, to znaczy, że za ich rządów ktoś inny za nich zadecydował o oddaniu kawałka Polski w czasowe władanie obcemu mocarstwu bezwarunkowo, no questions asked .
Z dugiej strony było to dla nich normalne za czasów komuny, kiedy obaj piastowali wysokie funkcje partyjne. Nasz okupant - Kraj Rad - sam decydował o tym że różne części terytorium Polski zajmowały jego służby i armia, ale od tamtego czasu do otwarcia więzienia CIA na Mazurach minęły długie lata. Inne nastały zwyczaje i suwerenność Polski przeszła istotne zmiany jakościowe.

Okazało się jednak, że nie do końca. Okazało się, że dawni czynownicy z PZPR przewerbowali się i zaczęli służyć nowemu panu – USA. EksPrezydent motywuje to tym, że wówczas, po zamachach w Nowym Jorku trzeba było okazać „bratnią pomoc” sojusznikowi i zgodzić się na wynajem powierzchni użytkowej za dewizy, czyli za 15 mln żywych dolców.

Za taką kasę nie wypadało wściubiać nosa w celu sprawdzenia, jak powierzchnia wynajęta jest użytkowana, czy sufity nie zalane, krany nie poukręcane itd.

Fakt, że wynajmujący stale podtapiał swoich gości, sprawdzał ich odporność na hałas i brak snu, groźby wyzerowania ich stanu rodzinnego i wiele innych wymyślnych zabiegów rodem ze średniowiecza i kazamatów NKWD, to duperele, którymi nasi wybrańcy z dawnego PZPR nie zajmowali sobie głów. Teraz wyrażają przede wszystkim swoje oburzenie na sfrustrowanego dupka z CIA, który „puszczając farbę” rozpoczął w USA dochodzenie w sprawie.

Pytanie jaka jest granica „wzmocnienia” metod przesłuchań, poza którą zaczynała się już Łubianka w Starych Kiejkutach. Czy granicą jest wyrywanie paznokci i elektroszoki, czy też dopiero byłoby obcinanie uszu i łamanie kołem ?

Czy jest tak, że głowa suwerennego państwa ma prawo wyrażać zgodę na dobrowolny wynajem kawałka Polski obcemu państwu np. na obóz koncentracyjny ? Różnica z Kiejkutami byłaby tylko ilościowa.

Że CIA nie może działać na terenie USA? A w Polsce tortury są dozwolone ?

Interesującą opinię zaprezentował dzisiaj były minister sprawiedliwości i członek Opus Dei, Jarosław Gowin. Według niego trzeba pamiętać, że „cel działań CIA był właściwy, mimo że metody jednak nie do końca”. Czyli, nazywając rzeczy po imieniu, cel jednak częściowo uświęca środki. Ciekawa interpretacja nauki Kościoła, chociaż historycznie potwierdzona...

A szanowana powszechnie dziennikarka Janina Paradowska uważa, że krytyka Kwaśniewskiego i Millera to próba „dokopania Polsce”. Myślę, że to ci panowie dokopali Polsce, stawiając nasze państwo w roli dewizowej prostytutki międzynarodowej.



Dokładnie na ten sam temat polecam mój wpis z 2012 roku:

http://as-kronika.blogspot.com/2012/01/legalne-metody-pozyskiwania-informacji.html






niedziela, 7 grudnia 2014

Długie podium zwycięzców


Normalnie, zwycięzcy stają na podium, które w środku oznaczone jest jedynką, a po obu stronach dwójką i trójką.
Normalnie, ale nie w Polsce.
W Polsce zwycięzców w wyborach samorządowych jest tylu, ile partii politycznych. Każdy przywódca każdej partii, kierując się pozytywnym podejściem do rzeczywistości, twierdzi i wyjaśnia obecnie, dlaczego zwyciężył. Może to i dobrze. Będziemy mieli mniej frustratów na rodzimej scenie politycznej.

Niestety pozory mylą i to bardzo. Prezes PiS liczbowo wygrał, ale w praktyce nie porządzi, bo PSL i PO razem zdobyły więcej mandatów. Czyli jest dobrze, ale źle.
Dlatego znowu, w odróżnieniu od cywilizowanych państw zachodnioeuropejskich, Prezes i jego pretorianie uderzają tradycyjnie histerycznie i dramatycznie argumentami o ponownej zdradzie narodowej i spisku wiadomych sił, które ordynarnie sfałszowały wybory.

To już dziewiąte, które Prezio faktycznie i praktycznie przegrywa, dlatego poczucie zawodu i świadomość swojego podeszłego wieku zmusza go do jak najszybszej realizacji pragnienia odwetu przy użyciu wszelkich dostępnych prawem środków.

I podobnie jak hegemon Putin codziennie, krok po kroku, destabilizuje Ukrainę, aby tak osłabioną w końcu kiedyś połknąć, tak Prezio robi to w Polsce, bo argumenty o rzekomej zdradzie narodowej i porównywanie obecnej Polski do PRL i Białorusi, wzbudza wśród ok. 3 milionów naszych obywateli, protest i poczucie krzywdy. Warto wykorzystać więc każdą okazję do uderzenia w polski rząd i Prezydenta „Komoruskiego”. Zapowiadany pochód z okazji przypadającej 13 grudnia rocznicy wprowadzenia stanu wojennego jest wymarzoną okazją do zgromadzenia tych, którzy uważają, że „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”.

Również okazją dla części tej młodzieży, która, urodzona po roku 1989, zna brak wolności i demokracji jedynie ze starych filmów i opowiadań rodziców.
Jako że czas nie przeżyty osobiście nie uruchamia dostatecznie wyobraźni o tamtych czasach, łatwo trzymając w jednym młodym ręku narodowy sztandar, a w drugim świeżo wyrwany brukowiec, dać upust swojej „patriotycznej” energii. Po pochodzie, transmitowanym „na żywo” w TV Trwam i TV Republika, Policja „popieści” kilkunastoma grzywnami najgorliwszych młodych uczestników, a reszcie da miłe poczucie brania udziału w pożytecznej dla walki o niepodległość imprezie.

Trzeba jednak także zastanowić się po Wyborach poważnie, dlaczego młodzież od pewnego czasu odchodzi od tzw. normalnych partii politycznych na rzecz ruchów skrajnych i agresywnych, jak PiS, czy partii Korwina-Mikkego. Myślę, że to z jednej strony wynik bezrobocia wśród młodych i bezbarwności oraz bezideowości tych „normalnych” partii. Jakakolwiek afera (taśmowa, zegarkowa, madrycko-PiSowska itp.) pokazuje młodzieży, że ci „normalni” to cynicy, którym los Ojczyzny i rodaków „koło dupy lata”.

Polityka PO (ciepłej wody w kranie) już pozytywnie nie skutkuje. Ta „młoda młodzież” (jeszcze) niekoniecznie podziela cynizm „staruchów” ponad 40 letnich. Chce się angażować w coś, w co może uwierzyć, nawet jeżeli to coś jest dla „staruchów” skrajne, niedorzeczne, zbyt radykalne. Partia, która nie „zagospodaruje” tej młodej energii i ambicji – stopniowo polegnie. Do głosu dojdą ci, którzy zawładną wyobraźnią młodych, wskażą wartości, pokażą inne cele, niż tylko wytrwanie na swoich  stanowiskach.
„Staruchy” albo wykażą zdolność do innowacji, zmian i adaptacji, albo odejdą w siną dal.

Patrząc z kolei na Prezesa, dziwię się, jak jeden sfrustrowany, bardzo ambitny mały samotnik może zgromadzić pod swoje skrzydła taką masę ludzi. I wyzwolić tak wielką negatywną energię w tak wielu.

Z drugiej strony, moje zdziwienie jest tu jednak chyba nieprzemyślane, bo nawet rudymentarna wiedza historyczna pozwala sypać jak z rękawa podobnymi przykładami successful loners z przeszłości.

Cynizm, hipokryzja i bezwzględne dążenie do władzy nie powinno dziwić, bo to w końcu niezbędne cechy licznych polityków, którzy już coś osiągnęli, a jeszcze bardziej tych, którzy patrzą na umykające im kolejne okazje, wraz ze świadomością przemijającego nieubłaganie czasu.







czwartek, 20 listopada 2014

Ch.., dupa i kamieni kupa


Jutro, czyli po 5 dniach, jeżeli będziemy mieli szczęście, poznamy wyniki wyborów samorządowych. We Francji takie wyniki podawane są o północy tego samego dnia. Nasza „przewaga” nad Francuzami (5 dni) została skrzętnie wykorzystana przez media i polityków na niekończące się dyskusje, debaty i wnioski o unieważnienie wyborów i ich powtórzenie.
 
Najwięcej spokoju i opanowania wykazali dostojni sędziowie PKW, z których kilku ledwo powstrzymywało się od zapadnięcia w głęboki sen na konferencji prasowej. Trzeba jednak przyznać uczciwie, że żaden nie chrapał na wizji.

Przyznali się, że nie odpowiadają w żadnej mierze za błędy systemu informatycznego, głównego winowajcy obecnego skandalu. Aż dziw bierze, że takie osoby bez wyobraźni, odpowiedzialne są za sprawne i uczciwe przeprowadzenie tak ważnego w skali kraju procesu.
Powierzając tak doniosłe zadanie grupie „leśnych dziadków”, Sejm, zgromadzenie wybrańców społeczeństwa, udowodnił, że potępianie b. ministra Sienkiewicza za jego ocenę państwa polskiego (ch.., dupa i kamieni kupa) nie do końca jest uzasadnione.

Czy nikomu wcześniej nie przyszło do głowy, że aby uniknąć rozmycia odpowiedzialności za ten skandal, należało już dawno ustanowić jedną osobę, np. uzgodnionego i wybranego przez partie polityczne Komisarza Wyborów, człowieka o niekwestionowanej etyce, uczciwości, ale i pełnej sprawności menadżerskiej oraz podstawowej wiedzy informatycznej, aby zorganizował i nadzorował przez swoich ludzi cały proces wyborczy ?
I aby to się stało na rok przed Wyborami, a nie, po polsku, na 3 miesiące, bo „jakoś to będzie”.

Podobnie beznadziejna sytuacja panuje na kolei. PKP dawno rozdrobniono na multum spółek, ale tory pozostawiono w jej własności, co jest tak nielogiczne, że nie ma sensu rozszerzać tego zagadnienia. Spółka, która wykorzystuje tradycyjne składy i operująca niskimi cenami, będzie zepchnięta rozkładowo na linii Warszawa-Kraków na skrajnie niekorzystne godziny (5 rano i koło północy) aby nie mogła konkurować z Pendolino, które będzie pokonywało ten dystans o zaledwie 15-20 minut szybciej za ok. 100 złotych wyższą cenę.
UOKiK milczy...
Bardzo drogie zestawy Pendolino czekają od dawna na bocznicach, bo tory wciąż nie gotowe, nawet na mocno zredukowaną w stosunku do jego możliwości szybkość przejazdu.

Przypomina mi to czas głębokiej komuny, gdy Biuro Polityczne PZPR, „wychodząc naprzeciw potrzebom ludności miast i wsi” zadecydowało o zakupie „za ciężkie dewizy”, w Holandii, linii produkcyjnych do wyrobu parówek bez tzw. osłonek, czyli pobieramy towar z opakowania bezpośrednio do dzioba, bez „odskurzania” (!) Sensacja, rewelacja, mnóstwo artykułów na ten temat w prasie i wywiadów w telewizji. W tym zastrzeżeń niektórych sceptycznych ekspertów: „czy to aby higieniczne i bezpieczne, żeby tak bez obierania i zagotowania w wodzie ?”.

Kiedy już przeszła długa fala dyskusji, jak zwykle, wszystko ucichło i tylko po roku okazało się, że słynne i drogie parówkowe linie produkcyjne rdzewieją pod gołym niebem - zapomniano zbudować dla nich hal pod dachem, w oczekiwaniu na ostateczną decyzję o wytypowaniu zakładu, który miałby ten awangardowy produkt wreszcie wyrabiać. Wszczęto dochodzenie, jednak nie w celu uruchomienia produkcji, ale znalezienia winnych zniszczenia sprzętu.

Myślę, że to było takie Pendolino na miarę tamtych czasów.




piątek, 14 listopada 2014

11 listopada, Narodowe Święto Niepodległości


Odetchnęliśmy. Tego „radosnego” dnia szczęśliwie nikt nie zginął, chociaż byli ranni. Stolica świętowała do godz. 20.
W pierwszej części dnia odbyła się manifestacja z udziałem Prezydenta RP. Tysiące ludzi, całe rodziny maszerowały z godnością i pogodnie, w końcu to ważna rocznica, za komuny objęta milczeniem i bezwzględnym zakazem demonstrowania, a w wolnej Ojczyźnie podniesiona do rangi święta państwowego.

Następnie, inną trasą przechodził pochód, głównie młodzieży ze Stronnictwa Narodowego, który wyglądał jak wielka „ustawka” kiboli. Poza przemówieniami młodych przywódców Stronnictwa, wytykających władzom najgorsze błędy w polityce gospodarczej i zagranicznej, przez cały czas mieliśmy do czynienia z corocznym zjawiskiem, które w języku piłkarskim nazywa się „stałym fragmentem gry” - w tym przypadku to bitwy z policją, demolka stołecznej infrastruktury przy świetle wystrzeliwanych rac; niszczenie przystanków komunikacji miejskiej, wyrywanie kostki brukowej, znaków drogowych itp.

Wszystko pod hasłami walki przeciwko zdradzie narodowej i za przywróceniem niepodległości kraju.

Podobne obrazki widziałem za komuny podczas np. protestów przeciwko zamknięciu tygodnika Po Prostu (dostałem wtedy kilka razy pałką w plecy w bramie, przy zagazowanym przez ORMO pl. Narutowicza), podwyżkom cen mięsa i innych produktów żywnościowych itd. Też tłum wtedy wykrzykiwał hasła o potrzebie wolności i tak jak podczas tegorocznego święta na interweniującą Milicję krzyczano: Gestapo !!!

Déjà vu.

Gestapo ? Przecież teraz Polska jest wolna, demonstracja Stronnictwa Narodowego miała oficjalną zgodę Ratusza, mięso i wyroby mięsne nie zdrożały. Wojsk rosyjskich już dawno w Polsce nie ma. O co więc chodzi ?

Nawiązując do mojego poprzedniego wpisu na tym blogu, jest to kolejny dowód na to, że Polacy żarliwie się nienawidzą i nic i nikt tego nie zmieni. Po śmierci Jana Pawła, w histerycznym uniesieniu zbiorową żałobą, dokonano uzgodnień w sprawie rozejmu między klubami piłkarskimi Krakowa w imię pamięci o Zmarłym. Trwał zaledwie kilka dni i podczas następnego meczu doszło do wielkich bijatyk kibiców, wandalizmu na stadionie i ulicach, oraz pogardliwym nazywaniu drugiej drużyny Żydami.

Na marginesie: nie np. Niemcami, Szkopami, Kacapami, komuchami, ale właśnie Żydami. Co za wciąż aktualna alergia młodych kretynów na Żydów, których pewnie nigdy osobiście nie spotkali... ?

Nienawiść Polaka do Polaka podsycana jest nieustannie przez takich szkodników jak Kaczyński (protestujący przeciwko rzekomej zdradzie narodowej), Rydzyk, czy Winnicki. I ich otoczenia.
W dzisiejszym wielotysięcznym marszu prezydenckim „Razem dla Niepodległej” nie wziął udziału nikt z PiSu, który całkowicie ignoruje Prezydenta, mającego 79% zaufania społecznego (Prezes Kaczyński 32%, tyle ile jego brat Lech w lutym 2010 r.).

RT Russian Television w raporcie z manifestacji w Warszawie szydzi z Polaków, eksponując aspekt ich powszechnego i wielkiego niezadowolenia z dzisiejszej klasy politycznej, która rzekomo chodzi na brukselskiej smyczy i jest patologicznie rusofobiczna.

I tak oto z obchodów 96 rocznicy Niepodległości, zrobiła się kolejna rocznica bezrozumnego demolowania stolicy przez młodzież, udekorowaną flagami narodowymi i nazywającą siebie patriotami.

Kto widział obchody podobnych rocznic: 14 lipca w Paryżu lub 4 lipca w Nowym Jorku, widzi jaki dystans dzieli nas od tych krajów. Czy to się może zmienić ?

Jeżeli, na nieszczęście, stracilibyśmy kiedyś niepodległość na skutek osłabiania państwa w wyniku polskiej wzajemnej histerycznej nienawiści, można by zacytować poetę: „Miałeś chamie złoty róg...”